piątek, 22 listopada 2013

Zankokuna Unmei. ~ Rozdział II.

Mam nadzieję że i ten rozdział zawładnie waszymi serduszkami. ♥ ~ Marcelinka.

Po męczącym wieczorze wyszedł zmęczonym i chwiejącym się krokiem do domu. Po drodze z wykończenia prawie upadł. Usiadł sobie na ławce... Było już ciemno. Wiedział że na pewno dostanie lanie od ojca, za to że się spóźni. Siedział smutny i przygnębiony... Właściwie jak zawsze. Nagle z oddali zobaczył zbliżającą się do niego postać.
- Witaj. - powitał go delikatny uśmiech, metr nad jego głową. Chłopiec podniósł nieśmiało główkę i spojrzał na postać stojącą przed nim. Był do wysoki, brązowo włosy mężczyzna o piwnych oczach. Miał na sobie czarną kurtkę i jeansy. Wyglądał na około 28-30 lat. - Co się stało? - zapytał przemiłym głosem, widząc łzy płynące z chudych policzków dziecka. Chłopiec za bardzo się wstydził i bał by coś powiedzieć.. Położył dłonie na swojej wymiętej spódniczce i spojrzał na nie smutno.
- Ej? Co się stało? - pogłaskał delikatnie chłopca po główce. Chłopiec spojrzał na niego przestraszony i szybko odepchnął jego dłoń, bojąc się, że mężczyzna zrobi mu krzywdę. Serce zabiło mu za mocno i chciał już z tamtą uciec... Mężczyzna złapał jego dłoń, ukucnął i ucałował ją delikatnie parę razy, mrużąc oczy. Chłopiec pisnął cichutko, nie wiedząc co się dzieje i chciał wstać. Wyszarpał swoją dłoń z dłoni mężczyzny.
- N..nie! - tylko tyle udało mu się wydusić. Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie i wziął chłopca w biodrach, przysuwając go do siebie. 

- Nie bój się... - szepnął. Chłopiec w jednej chwili zalał się łzami.
- N.. nie.. d..dotykaj m..ni..e.. - wypłakał. 

- Już dobrze.. Spokojnie. - mężczyzna puścił go i tylko potrzymał go delikatnie za końce dłoni, by się nie przewrócił. Postanowił dać mu się trochę do siebie przyzwyczaić. 
- Zostaw mnie.. Pro.. Szę... -Wysapał zdenerwowany i zestresowany. Bał się, że znowu spotka go krzywda. 
- Przecież nie robię ci krzywdy, prawda? - mężczyzna odszedł od niego trochę i uśmiechnął się delikatnie. Chłopiec nagle zalał się łzami i uciekł od mężczyzny na metr. 
- No już... - szepnął i wziął go bardzo ostrożnie w swoje ramiona. - Wszystko będzie dobrze.. Nie bój się...
- N..nic nie będzie dobrze.. - wypłakało zrozpaczone dziecko. Mężczyzna wziął jego plecak na ramię i biorąc chłopca za dłoń, zaczął go prowadzić w pewnym kierunku. 

- G...gdzie mnie prowadzisz? - Pytał wystraszony i zaparł się, nie chcąc iść dalej. 
 - Spokojnie... - szepnął mężczyzna, biorąc obie jego ręce i przysuwając go do siebie. Chłopiec był za słaby by się oprzeć. Chłopiec znów się rozpłakał. Przeszli tak parę ulic. Zaczęło padać. Mężczyzna zaprowadził chłopca do jakiegoś samochodu. Wyjął kluczyki i otworzył drzwi, wkładając tam jego plecak. 
- Nie! - Krzyknął i zaparł się ze wszystkich sił, bojąc się tego co się stanie. Mężczyzna jednak nie zwrócił na to uwagi. Wziął chłopca na ręce i wsadził ostrożnie do samochodu, zamykając drzwi. Następnie usiadł na miejscu kierowcy. Chłopiec od razu się skulił i zaczął płakać cicho w swoje kościste i trzęsące się dłonie. 
- Wy..wy.. - Nie umiał już nic powiedzieć. Mężczyzna odwrócił się i spojrzał na niego. Chłopiec był bardzo skąpo ubrany, a na dworze było dosyć zimno. Dotknął ciepłą dłonią jego kolanka i pogładził je delikatnie. Chłopiec szybko odskoczył.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknął. - Nie dotykaj.. - wypłakał. Bardzo, ale to bardzo się bał...

Facet uśmiechnął się i delikatnie zbliżył się do niego, ponownie gładząc delikatnie jego nagie kolano, na którym było parę siniaków i ran.
- Cz..czego chcesz..? - wyjąkał przez łzy. 
- Już dobrze... - szepnął i wziął koc z siedzenia obok, po czym podał go chłopcu. Kyo szybko się nim okrył, nadal cichutko popłakując. Mężczyzna obejrzał go. Był ubrany w delikatną bluzeczkę z dużym dekoltem i spódniczkę. Widać też było kawałeczki jego bielizny. Wzdrygnął się po chwili. 
- Czy... Masz krew na spódniczce...? 
- N...nie... - szepnął chłopiec, czując że ciepła krew spływa po jego wychudzonych nogach. Mężczyzna spojrzał przestraszony na dół jego ciała. Wziął szybko chusteczkę i chciał zetrzeć mu krew z ud i nóg.
- N..niech pan nie dotyka.. - wypłakało dziecko i niepewnie wzięło od niego chusteczkę. - Poradzę sobie... - zaczął powoli i trzęsącą się dłonią wycierać swoje wychudzone nogi. 

- Co ci się stało? - zapytał mężczyzna i zaczął odpalać samochód.
- N..nic prze pana.. - wyszeptał wystraszony. On już za to nie odpowiedział. Wyjechał z parkingu i zawrócił, w stronę zupełnie przeciwną, niż mieszkał chłopiec.
- Gdzie mnie p..pan wiezie..? - zapłakał, wyglądając przestraszony za przyciemnione okno, po którym spływały wolno łzy nieba. Mężczyzna wystawił tylko jedną rękę do tyłu i ponownie pogładził obite i wychudzone kolano dziecka. Chłopiec oddychał szybko. Umierał ze strachu...
- M..może mnie pan.. n..nie dotykać.. - wyjąkał.
- Nie martw się kochanie. - szepnął ciepło, nawet nie odwracając do niego twarzy i pogładził jego kolano.
- Proszę.. Zostaw.. Błagam.. - płakał cicho. 
- Już niedługo dojedziemy. - mężczyzna jakby ignorując to co mówił chłopiec, nadal gładził jego okaleczone kolanko. - Prześpij się może. - Chłopiec zacisnął wystraszone i mokre od łez powieki.
- Nie rób mi krzywdy.. P..proszę...
- Nie zrobię Ci żadnej krzywdy. - szepnął, spoglądając w jego niebieskie, zapłakane oczy. - Prześpij się.
- N..na pewno..? - zapytał, od razu osłaniając się rękoma i skulił się. zawsze gdy pytał o coś ojca, był bity... Mężczyzna wziął jedną z jego rąk i ucałował ją delikatnie.
- Obiecuję... - Chłopiec się wzdrygnął. Po chwili jednak przymknął niepewnie i delikatnie swoje zmęczone oczka.
- Śpij. - szepnął ufnie mężczyzna, opatulając go kocem. Chłopcu same kleiły się oczka... Jeszcze chwilę z tym walczył. Jednak po kilka minutach zasnął lekkim snem. 

Chłopiec otworzył powoli oczy. Poczuł ciepło i delikatny materiał który opatulał jego ciało. Czuł miękkie poduszki pod swoją rozbitą i poobijaną głową i ciepłą kołdrę, w którą się wtulał. To było dla niego zupełnie nowe. Za oknem było już bardzo ciemno. Wyglądało na to że zbliżała się 11 lub 12 w nocy. Mężczyzna gładził leciutko dziecko po głowie. Widząc jego delikatny strach i zapłakane oczy rozglądające się nerwowo, wziął delikatnie jego twarz za podbródek i spojrzał mu z największą czułością i ciepłem w oczy. Chłopiec był zupełnie zdezorientowany... Nie wiedział gdzie jest i co się dzieje. Mężczyzna przyłożył bardzo delikatnie swoje usta do ust chłopca. Poruszył nimi delikatnie w czułym pocałunku. Chłopiec z szeroko otwartymi oczkami zacisnął szybko swoje sine usta. Mężczyzna odsunął się od niego delikatnie i uśmiechnął się delikatnie. - Za dużo troszkę dla ciebie...? - Chłopiec zalał się łzami. Nie mógł znieść tego wszystkiego. Mężczyzna delikatnie wziął jego dłonie i ucałować je czule. 
- Już dobrze... - Chłopiec spojrzał na niego spod łez. Bardzo się trząsł. Bał się... Cholernie bardzo się bał. - Masz rodziców...? - zapytał mężczyzna, całując delikatnie i uspokajająco dłoń chłopca.
- M..mam tatę.. - wyszeptało przestraszone dziecko. 
- I mieszkasz tylko z tatą..? - zapytał.
- T..tak.. - szepnął, spuszczając wzrok. Gdy tylko o tym wspomniał, miał przed oczami obraz z rana.

- To on Cię tak źle traktuje..? - zapytał mężczyzna głosem pełnym troski i otulił go delikatnie kocem. Chłopiec spojrzał na niego niepewnie. W jego oczach nadal kręciły się łzy. Pokiwał delikatnie głową. Mężczyzna ostrożnie "zgarnął" go w swoje ramiona i wtulił w siebie. Chłopiec trząsł się i płakał, ale po jakimś czasie uległ mu i pozwolił się tulić.
- Jesteś głodna? - odezwał się w końcu mężczyzna. Chłopiec spojrzał na niego i zamrugał kilkakrotnie oczami.
- H...hai... - szepnął, nie zwracając uwagi na formę w jakiej zwrócił się do niego mężczyzna. On uśmiechnął się i wziął chłopca ostrożnie na ręce, potem kierując się w stronę kuchni. Mężczyzna mieszkał w nie dużej, ale przytulnej kawalerce.  z jedną łazienką przy drzwiach. Na suficie nie było lamp, tylko w kuchni, gdyż salon, który był także sypialnią, oświetlało dużo małych lampek. Przy kuchni stał stolik i dwa duże fotele. Posadził na jednym z nich dziecko i poszedł do kuchni.
- Co powiedz na kubeczek kakao i do tego ciasto z dżemem?


Widzę że opowiadanie wam się podoba. Bardzo się z tego powodu cieszę i przepraszam że tak długo piszę notki. Jestem w szpitalu i jest mi ciężko. Jestem słaby. Przepraszam i buziaczki dla was wszystkich.
PS: Nie spodziewałem się tylu komentarzy... Najpiękniej na świecie wam dziękuję. ♥ ~ Marcelinka. ♥


Jeezuuu jestem taaki szczęśliwy że to już drugi rozdział. <3 mrururur <3 kocham Was wszystkich. Dziękuję za wszystko. ARI ARI! ~ Aniołek Oliś. ♥

niedziela, 17 listopada 2013

Zankokuna Unmei. ~ Rozdział I.

Cześć kochani nasi. Dzisiaj postanowimy was zaskoczyć najnowszym opowiadaniem, które w między czasie nam się nawinęło. Może odrobinę zniechęcać, ponieważ jest to rodzaj dramatu psychologicznego. Mamy za to ogromną nadzieję, że się w nim zakochacie. Huhu. ♥

Kyoji niepewnie spoglądając na ojca wziął w swoje trzęsące się dłonie cieniutka kromkę chleba, żałośnie ubogo posmarowana masełkiem. Chłopiec cały się trząsł. Zaś ojciec malca pił w spokoju kawę patrząc na niego podejrzliwie. Następnie podszedł do stołu i odsunął powoli trzęsącą się dłonią krzesło. Usiadł i nawet nie odważył się spojrzeć na ojca.. W jadalni było dosyć ciemno i ponuro. Na podłodze walały się butelki po alkoholu i było dosyć brudno.
- Może byś posprzątał? - odparł obojętnie ojciec, spoglądając na filiżankę swojej mocnej kawy. Chłopiec przestraszył się jego głosu. 

- A..ale..
- Ale? - ponownie zabrzmiał niski i mrożący krew w żyłach głos mężczyzny. Obił się o ściany kuchni i dotarł prostu do uszu dziecka. - Ja.. Ja muszę iść do szkoły.. - szepnął przestraszony.
- Już! - warknął na niego głośno. Chłopiec wstał szybko przestraszony od stołu i podreptał do łazienki która była przy kuchni po mop i ściereczkę. Facet wodził za nim wzrokiem cały czas. W pewnym momencie chłopiec schylił się i widać mu było bieliznę. Facet podszedł do niego szybko tak, że chłopiec nie zdążył się odwrócił i klepnął go pośladki.
- To nie jest bielizna którą kazałem Ci założył... - powiedział groźnie, przenikając chłopca wzrokiem. Chłopiec odskoczył wystraszony. 

- A..a..ale.. Bo..
- Co kurwa?! - wrzasnął nagle mężczyzna, powodując to że chłopiec upadł przestraszony na podłogę i skulił się. Mężczyzna chwycił za jego majtki i zdarł je z niego siłą, tak że chłopiec zawył z bólu i strachu.

- Tato.. B..błagam nie..! - zalewał się łzami uciekając na czworaka pod ścianę. 
- Czego oczekujesz dziwko?! -Odwarknął po raz kolejny, podchodząc do niego szybko i szarpiąc go bardzo mocno za chude ręce. Chłopiec już nic nie odpowiedział. Płakał tylko i trząsł się, będąc szarpanym. Nie ważył nawet się wyrywać. Płakał tak, że nawet nie dał rady nic wykrztusić, ale było to już dla niego zupełnie normalnie. Mężczyzna uderzył go parę razy z całej siły w twarz z liścia, a potem z pięści. Broda chłopca zalała się krwią. Następnie wziął chłopaka za rękę i szarpnął go do góry, targając go brutalnie w stronę sypialni. Chłopiec krzyczał zrozpaczony że nie chcę, ale mężczyzna nie słuchał jego błagań. Rzucił nim o łóżko. Kyoji zamknął swoje wystraszone oczy, czekając na uderzenia, który nastąpiły. Mężczyzna pobił brutalnie swoje jedenastoletnie dziecko, śmiejąc się przy tym głośno, do rytmu jego jęków bólu. Chłopiec krzyczał i płakał, ale nie ważył się uciekać. Wiedział że wtedy będzie jeszcze gorzej. Mężczyzna odsunął się od niego z szerokim uśmiechem i obejrzał dokładnie swoje dzieło, czyli czerwone i sine od bicia ciało chłopca.
- Rozbieraj się! - rozkazał nagle. Chłopiec spojrzał na niego przestraszony i sparaliżowany nie potrafił się ruszyć.
- No dalej! - wrzasnął wściekły mężczyzna, kierując w niego kolejne uderzenie paska. Chłopiec zawył głośno i szybko złapał za swoją spódniczkę i zdjął ją, trzęsącymi się dłońmi. Mężczyzna patrzył na to zadowolony. Później chłopiec został już tylko w bluzce. Siedział i trząsł się, patrząc przerażony na swojego ojca.
- Do naga! - wrzasnął mężczyzna, uśmiechając się. Chłopiec zdjął swoją bluzkę i zakrył swoje nagie ciało rękami. Mężczyzna popchnął go mocno na łóżko i ponownie brutalnie pobił, tym razem pięściami i rękami. Chłopiec płakał wykończony tym bólem i wił się na ubrudzonej krwią pościeli. Mężczyzna opuścił swoje spodnie i złapał chłopaka mocno za wychudzone udo i zaciągnął go pod siebie. Następnie rozłożył jego trzęsące się nogi. Chłopiec zacisnął oczy i usta, by nie krzyczeć za głośno. W jeden chwili ojciec wbił się w... pochwę syna z całej siły, a chłopiec wydarł się w niebo głosy, a z jego oczu polały się niepohamowane strumienie łez. Mężczyzna zaczął się brutalnie w nim poruszać, dłonią uderzając jego uda i śmiał się wrednie, słysząc krzyki dziecka. W pewnym momencie chłopiec po prostu stracił przytomność. Facet widząc to wyszedł z niego zadowolony i zrzucił go z łóżka, tak by bardziej nie ubrudził krwią, która z niego leciała strumieniami, pościeli. Następnie poszedł jakby nigdy nic pod prysznic.
Chłopiec obudził się po dziesiątej... Nie mógł się ruszyć. Czuł ogromny ból w swoim wnętrzu i nie tylko. Na podłodze pod nim była duża plama krwi, a dookoła dużo zbitych talerzy i innych naczyń. Jego ojciec najpewniej miał kolejny atak szału. Na szczęście teraz spał. Kyoji oparł się o szafkę i podciągnął się, bardzo się trzęsąc i kuląc. Do tego podkulał nogi. Tak źle się czuł... Jednak był już dużo spóźniony do szkoły. Jeżeli jego ojciec dowiedziałby się że opuścił lekcje, mimo iż to on go tak potraktował, na pewno dostałby lanie. Wziął swoją spódniczkę. Miała na sobie plamę krwi. Wziął z szafy pończochy i założył swoją białą bluzeczkę z dużym dekoltem, która jakimś cudem nie została ubrudzona krwią. Nie wolno mu było korzystać z łazienki bez pozwolenia taty, więc wziął tylko papier toaletowy i wytarł krew cieknącą po jego chudych nogach. Wziął plecak i wyszedł z domu.

Chłopiec pobiegł szybko po schodach i podbiegł do drzwi gdzie odbywała się lekcja. Otworzył je niepewnie i zajrzał do środka. Wszystkie dwadzieścia trzy pary oczu spojrzały w jego stronę. Chłopiec spojrzał nieśmiało po klasie, a potem na nauczycielkę, która spojrzała na niego tak jakby tylko przeszkadzał.
- P..przepraszam proszę pani... - szepnął cicho, spoglądając zawstydzony na nauczycielkę.
- Siadaj. - burknęła kobieta. Chłopiec wszedł do klasy i zamknął drzwi. Przy każdym kroku w stronę jego ławki towarzyszyły mu te spojrzenia... Szepty... Chichot. Zawsze tak było. Był wyśmiewany i traktowany jak szmata, gdzie by nie poszedł, uciekł, schował się. A samotność była tylko wisienką na torcie z okrucieństwa jakie przeszedł. Patrzyli się tak na niego bo był inny... Bo odstawał od reszty. Bo różnił się od innych chłopców. To nie była jego wina, że kiedy miał pięć lat, jego ojciec zupełnie zrozpaczony śmiercią jego matki, totalnie oszalał. Z tego powodu zmienił płeć chłopca i "hoduje" go do tego momentu na swoją żonę. Chłopiec miał roztrzepane włosy, do tego jedna z jego pończoch spadała z jego wychudzonej nóżki. Jego ubrania były wymięte, a policzki czerwone i napuchnięte od łez. Do tego gdy chciał wyjść z sali, jeden z chłopaków ze starszych klas popchnął go tak, że upadł na podłogę. Nauczycielka dała mu za to karę. Miał zostać po lekcjach. Chłopiec był bardzo smutny... Teraz już na pewno czeka go lanie. I to takie porządne. Całe szczęście że nie siedział tam sam... Tylko z innymi starszymi chłopakami, którzy się z niego nabijali i nim szarpali.

Mam nadzieję, że się wam podobało. Zapraszamy też do komentowania. Lubimy pisać dla siebie, ale komentarze dają nam satysfakcję i zachęcają nas do dalszego pisania. 
♥ ~ Marcelinka.


Widzicie, jestem szczęśliwy ze udało nam się dobrnąć tak daleko. Dziękuję przede wszystkim czytelnikom ale i Marcelince, że ze mną wytrzymuje i że jeszcze mnie nie pozabijała. *Smile* dziękuje i mam 

nadzieje że się spodoba nowe opowiadanie. ♥ ~ Oliver.