Była to ciemna, Halloweenowa noc. Latarnia błyszczały wysoko na niebie jak gwiazdy. Było zimno. Wokół słychać było radosne krzyki dzieci. Na każdym z okien stała dynia, w środku której paliła się świeca. Młody Scery jednak nie przyszedł tej nocy do miasteczka by się bawić. Przyszedł do niego. Anioła o czerwonych oczach demona, który pokolorował jego szary żywot samą obecnością. Żywot? Wampiry nie żyją. Zmienił się w nietoperza z powrotem z przystojnego, bladego młodzieńca, odzianego w czarne ubrania i z czarnym płaszczem na plecach. Przemknął jak błyskawica pomiędzy domami. Niesłyszalnie i niewidzialnie. Co by było, gdyby ktoś ujrzał wampira? Choć to Halloween i prawie każdy jest za niego przebrany, taki jeden mógłby narobić zamieszania. Ogień i pochodnie to wrogowie wampirów, a mimo iż minęło już wiele wieków, ludzie się nie zmienili. Stanął na parapecie z obręczą oplecioną czarnymi różami i zajrzał do środka. Przy białej toaletce stał młody chłopak, ubrany w beżowy szal i długą, białą tunikę. Jego nogi były odziane w leginsy z nogami szkieletu. Czesał starannie włosy kościstą szczotką. Na toaletce leżała mała czaszka, w jednym jej oku stała świeca. Oprócz niej, nic nie rozjaśniało pokoju. Wampir uśmiechał się, przyglądając się temu widokowi. Niechcący jednak poślizgnął się na śliskim parapecie, zwracając uwagę chłopaka. On odwrócił się i uśmiechnął, tak jakby się go spodziewał. Chłopak o białych włosach na twarzy przy ustach miał narysowane pastelami szwy, a wokół oczu były dwie, duże czarne kółka. Do tego jego rumiana twarz była lekko rozjaśniona białym pudrem. Wyglądał jak kościotrup. Również uśmiechnął się, na widok księcia siedzącego na parapecie okna z głupim uśmiechem. Podszedł do niego.
- To już dzisiaj? - zapytał, patrząc na to jak wampir klęka przed nim i całuje jego dłoń.
- Owszem moja truchełko. - ukłonił się i zagwizdał palcami. Pod balkon podbiegł duży, czarny koń. Biegł w powietrzu, tak jakby latał. Jego grzywa jakby parowała czarnym dymem, tak samo jak ogon. Wyglądał bajecznie. Wampir posadził na nim chłopaka i usiadł za nim, chwytając za lejce.
- Gotów na zabawę? - uśmiechnął się, trącając delikatnie jego ucho kłami. Chłopak nie musiał odpowiadać. Koń zanurzył się w czerni nocy, zostawiając za sobą na niebie miliony świecących gwiazd. Mknęli wręcz niezauważalnie po ciemnych ulicach, które rozjaśniały owite pajęczynami latarnie. Wiatr muskał ich twarze i rozwiewał ich włosy. Zwalniali by straszyć małe bachorki przebrane za potwory i rozrzucali im cukierki. Dzieci śmiały się i skakały w górę. Od jakiegoś czasu dwaj zaczarowani jeźdźcy na czarnym rumaku byli największą atrakcją Halloween Spider City. Nawet kobiety które nie musiały się przebierać, bo od zawsze były czarownicami, śmiały się gdy widziały ich pędzących po czarnym niebie w Hallowenową noc. Byli jednak ludzie, którzy byli przeciwko tej bajkowej tradycji.
- Nie pozwolę, by nasz syn zadawał się z krwiopijcą! - krzyknęła kobieta, oburzona jednak udająca że całkowicie nad sobą panuje. Ojciec patrzył groźnie na bladą postać stojącą w cieniu.
- A nasz syn nie zamierza zadawać się z waszym brudnym... czymś...! - powiedziała kobieta, głosem pewnym kpiny, spoglądając na stojącego przy ojcu młodzieńca. Następne jej czarne usta zamieniły się na uśmiech i spojrzała na syna. - Znajdziemy ci lepszego, przyzwoitego wampira z bogatej rodziny. Co będziesz się uganiał za bachorem? - Chłopak jednak nie zdążył nic powiedzieć, bo gdy tylko otworzył usta, między nim a wampirzycą pojawił się jego ojciec.
- Czuję że nie mamy już tutaj czego szukać. Sprawa skończona!
Pan Wampir jednak się mylił. Scary wciąż przychodził do Insecta, chcąc spędzać z nim cały czas. W mieście w którym wciąż trwała noc. Kochał gdy karmił go karaluchami i innymi smakowitymi insektami, gdy zasypiali wtuleni w siebie przy rozgwieżdżonym niebie i wstawać wciąż witając nową noc. Pewnego dnia, lub raczej nocy, stała się rzecz straszna. Obie rodziny rzuciły się sobie do gardeł. Zwykła kłótnia o synów stała się czymś o wiele, wiele gorszym. Posunęło się to zbyt daleko. Straszydła siedziały w kącie patrząc z przerażeniem na miny swoich rodziców i słuchając okropnych słów. Do tego nigdy nie powinno dojść. Ta wojna trwała parę dni. Ich koń uciekł w siną dal, zostawiając po sobie strumyk łez, w którym płaczące dzieci myły twarze. Scary stał w oknie i patrzył na niego. Gwiazdy straciły dla niego blask. Insect stał w tyłu i patrzył na niego.
- To już za długo trwa... - szepnął i złapał delikatnie jego dłoń. Wampir spojrzał na niego i złapał go w biodrach. Wyskoczył z okna i poleciał z nim w stronę cmentarza. Weszli wolno przez bramę owiniętą bluszczem. Po policzkach chłopca płynęły łzy. Na miejscu każdej rosła róża. Wampir również ronił czarne łzy, z których wyrastały jak z nasion piękne kwiaty. Wskoczyli obaj do przepastnej otchłani, na której końcu leżała duża trumna. Położyli się w niej, trzymając się za zimne dłonie.
- Kocham cię... - wypowiedzieli jednocześnie trzynaście razy i ich oczy zamknęły się. Umarli ze smutku. Umarli ze smutku ponieważ ich miłość nie mogła kwitnąć tak jak róże które spowijały ich grób.
Ich miłość stała się legendą w małym miasteczku, w którym wciąż trwa ciemna noc..~
By Marcelina...~
Życzymy z Oliwerem upiornego Halloween. ♥
czwartek, 31 października 2013
wtorek, 22 października 2013
Nie potrafię cię kochać inaczej. ~ VI
Bardzo, bardzo was przepraszam że tak dawno nie było rozdziału... Mam teraz trochę ciężko... Ale nie martwcie się, mimo tego że jestem leniuszkiem, będę się starał pisać je co góra 4 dni.. Buziaczki.. ~ Marceline. ♥
Rano Nicolasa obudził SMS. Napisane w nim było że ma się wybrać z przyjaciółmi na parę dni do innego miasta. Jego przyjaciółka miała cały dom dla siebie, a na miejscu planowali zakupy i inne atrakcje. Obudził swojego małego braciszka odkrywając jego kołdrę. Uśmiechnął się, gdy zauważył że nadal jest prawie nagi. Yu uśmiechnął się przesłodko. Ziewnął cichutko i rozejrzał się.
- Która godzina braciszku? - zapytał, schodząc z łóżka.
- Jakoś dwunasta. - odpowiedział starszy brat.
- Długo spaliśmy... - stwierdził chłopiec, ocierając oczka piąstkami.
- Wiem kochanie. - szepnął, ścieląc pościel. Potem usiadł na łóżku i wystawił ręce w stronę chłopca. Yu podszedł do brata i schował się w jego ciepłych ramionach. Starszy chłopak odgarnął włosy z jego czoło i pocałował je kilka razy.
- Idziemy gdzieś dzisiaj..? - uśmiecha się, idąc małymi kroczkami w stronę swojej szafy.
- Em... Wiesz skarbie... Bo dostałem SMSa. - powiedział. Uśmiechnął się lekko.
- SMSa? - chłopiec odwrócił się w jego stronę, lekko zdziwiony.
- Tak... Przyjaciele robią wypad za miasto na parę dni... I chyba jadę z nimi. - powiedział, obserwując uważnie reakcje chłopca.- Jak to? - zapytał chłopiec przestraszony i załamany. - Zostawisz mnie samego?
- Myślę że sobie poradzisz.. Jesteś już duży. Poza tym... Będę codziennie dzwonił parę razy i ci wszystko zostawię...- Ale.. Ja nie chcę sam! - Yu zaczął płakać i tupać małymi nóżkami. Nicolas wziął brata w ramiona i utulił go.
- Musisz stać się samodzielny kochanie... To pomoże nam obu. - szepnął. Yu zastanowił się chwilę. Otarł swoje łezki piąstką i odszedł od brata. - Ale... Ja nie chcę żebyś mnie zostawiał... Potrzebuję cię...
- Wiem, ja ciebie też... Przepraszam... - Po jego policzkach również popłynęło parę łez. Zupełnie siebie nie poznawał. Yu spojrzał na brata.. I scałował jego łzy nieśmiało. Nicolas uśmiechnął się delikatnie.
- Kocham cię Yu... - szepnął. Chłopiec spojrzał na niego swoimi perełkami.
- Jako brata...?
- Nie... - pocałował parę razy jego uszko. Yu zarumienił się calutki.
- A.. A jako kogo...?
- Jako połówkę mojego serca... - wyznał. Jego serce przyśpieszyło swoje bicie.- Nico... - powiedział Yu z łzami w oczach.
- Tak...?
- Ja... Ja też cię kocham... Też jesteś połówką mojego serca... - powiedział chłopiec, po czym wpił się nieśmiało w usta brata. Starszy chłopak zdziwił się delikatnie odwagą brata. Ale uśmiechnął się w duchu i pogłębił delikatnie pocałunek. Chłopiec zamknął delikatnie oczy i oddawał dosyć niezdarnie pocałunek. Starał się odwzajemniać ruchy jakie wykonywał jego brat językiem.
- Och Yu... - jękną zadowolony. Chłopiec zarumienił się, słysząc te słowa i zbliżył się bardziej do ciała braciszka. Nicolas położył swoje dłonie na jego pupie z delikatnym uśmiechem i smyrał jego uszko nosem. Yu zarumienił się jeszcze bardziej, jeżeli było to możliwe i przerwał pocałunek, tuląc się do brata. Nicolas objął go delikatnie swoimi ramionami i zamknął oczy. Jeszcze tego samego dnia, po czterech godzinach pocałunków, przytulania, drobnych pieszczot i oglądania telewizji, Nico musiał niestety opuścić dom. Yu płakał cały czas. Nie mógł się pogodzić z tym krótkim rozstaniem.~
Po chwili autobus podjechał. Zapłacił za bilet i usiadł gdzieś z tyłu. Było mu smutno że zostawił chłopca samego. Ale już obiecał Haruce. Tego dnia chłopca ogarniała okropna rozpacz. Czuł jakby stracił brata na zawsze. W domu było tak pusto bez niego. Chciał przeczytać książkę, ale w ogóle nie mógł się skupić i tylko moczył kartki łzami. Nico włożył słuchawki i zamknął oczy. Chcąc zapomnieć... O tym ze zostawił swojego brata samego...
Yu szedł wpatrzony w sufit po domu. Jego brata nie było już dobę. Cholernie tęsknił, mimo iż nie było to wcale aż tak długo. A może... Nico nie był już tylko jego bratek. Nagle przez nieuwagę zrzucił ręką duży wazon. Spadł na podłogę i rozbił się na milion kawałków. Yu był boso więc szkło pokaleczyło mu całe nogi. Jęknął z bólu. Od razu się popłakał. Nico wyczuł, że coś jest nie tak. Wyciągnął szybko komórkę i zadzwonił do brata. Yu słyszał telefon, ale nie mógł wstać, by go odebrać. Jego nogi ociekały krwią. Nicolas się przestraszył. Chłopiec przecież zawsze odbierał telefon. Może znowu mu się gdzieś zapodział. Zadzwonił szybko na domowy. Był już trochę zdenerwowany, mimo iż nic się nie działo. Przynajmniej o niczym nie wiedział. Yu też niestety nie mógł go odebrać. Siedział na podłodze w kałuży krwi i płakał. Po woli tracił przytomność z powodu anemii.
- Kurwa... - warknął chłopak i szybko znalazł w telefonie numer do swojej sąsiadki. - Em.. Pani Moshi-Moshi? - zapytał, zdenerwowany. - Może pani sprawdzić czy wszystko gra z moim bratem? Nie odbiera telefonu... - Kobieta odparła że chętnie pomoże. Wyszła z domu i weszła przez bramę do wielkiej willi obok. Pukała w drzwi, krzyczała, ale nikt nie reagował. Yu leżał nieprzytomny w kałuży swojej krwi na środku salonu. Po około 10 minutach chłopak zadzwonił drugi raz. Tym razem zdenerwowany nie da żarty.
- I co z nim...? - zapytał gorączkowo.
- Nie wiem... Nikt mi nie otworzył. Nic też nie słyszę. - powiedziała zmartwiona kobieta. Nicolas zrobił wielkie oczy.
- N..niech pani weźmie zapasowe klucze. Są pod donicą... Proszę wejść i... i znaleźć mojego brata... - mówił, nerwowo rozglądając się dookoła siebie.
- Dobrze. - powiedziała kobieta i wzięła klucze. Otworzyła drzwi i weszła. Rozejrzała się po ogromnym domu. W pewnym momencie zobaczyła kawałki szkła. Szła za nimi. Niektóre były w krwi. Na środku pokoju była plama krwi, a w niej leżał nieprzytomny chłopiec. Kobiecie aż komórka wypadła z ręki. Powiedziała to wszystko Nicolasowi, aż cała się trzęsąc z przerażenia.
- Niech pani weźmie szybko apteczkę, powinna być.. no gdzieś tam! Będę za godzinę, dobrze?! - krzyczał panicznie, po czym nie czekając na odpowiedź rozłączył się. Pobiegł na górę, wrzucił wszystko do plecaka i bez słowa wybiegł z domu, biegnąc do przystanku. Kiedy tylko autobus się zatrzymał, zaczął kopać wściekł w drzwi. Kierowca się zdenerwował, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo chłopak ruszył jak błyskawica w stronę swojego domu, nie zwracając uwagi na ludzi, których taranował. Kiedy był już przy zakręcie... Potrąciło go auto. Dostał wstrząsu i upadł na ziemie. Ktoś kto prowadził samochód wybiegł szybko i pomógł mu wstać.
- Zadzwonię po karetkę! - powiedział.
- Nie. Nie trzeba. Muszę iść. - wstał z pomocą mężczyzny. - Muszę coś załatwić! - Mężczyzna stał tam nadal wpatrzony w chłopca ze zdziwieniem. To musiało być coś ważnego. Nicolas w końcu zobaczył bramę do willi. Wbiegł szybko do domu. I wleciał do salonu. Na podłodze leżał jego braciszek. Był nieprzytomny i miał całe ubranie w krwi.
- Czemu pani nic nie robi?! - krzyknął na niewinną, bladą ze zgrozy kobietę, stojącą w kącie. Po chwili uświadomił sobie że nerwy wzięły nad nim górę. - Przepraszam... - powiedział i mając łzy w oczach upadł na ziemię, biorąc brata w ramiona. Nie przejmując się tym, że będzie cały w krwi. Nie przejmując się kobietą. Mając na uwadze tylko i wyłącznie jego. Yu otworzył w końcu delikatnie oczy. Był bardzo osłabiony.
- Nic nie mów Yu... - powiedział, otwierające się już wargi chłopca. - Proszę, niech pani jeszcze tylko zadzwoni po karetkę.. Proszę.. - powiedział, patrząc zalany łzami na wystraszoną kobietę. Kobieta pokiwała lekko głową, wyjęła spanikowana telefon i wybiegła prędko z salonu.
- Wszystko będzie dobrze Yu... - szepnął brat, sam nie wiedząc czy w to wierzy. Chłopiec zalewał się łzami. Miał przymrużone oczy i trząsł się. Nicolas przytulił chłopca delikatnie, zamykając oczy.
- Nie wolno zamykać ci oczu... - szepnął. - Nie wolno kochanie... - szepnął, czując jak chłopiec zupełnie traci siłę. Chłopcu same zamykały się oczy... Ale robił wszystko by nie robić tego, czego zabronił mu brat...
- Yu... Yu, błagam cię... - wypłakał cicho Nicolas.
- Kocham cię... - to były ostatnie słowa, które wypowiedział, zanim jego powieki opadły. Nicolas płakał nad nim i próbował go cucić na wszelkie sposoby, jednak chłopiec nie reagował. Przyłożył głowę do jego serca i wsłuchał się w jego rytm. Biło coraz wolniej...
Ciekawy moment, co...? Nie obrażajcie się na nas... ~ Marceline. ♥
Ahahaah wybaczcie mi ostatnio mój chamski humor ale troszkę się u mnie dzieje. Mam nadzieje ze opowiadanie się wam podoba.. A rozdział jest chyba moim ulubionym.. Chociaż.. Wszystkie są cudowne, bo napisane z Marcelinka <3 ~ Oliś.
Słodziaczek... ♥ ~ M.
Rano Nicolasa obudził SMS. Napisane w nim było że ma się wybrać z przyjaciółmi na parę dni do innego miasta. Jego przyjaciółka miała cały dom dla siebie, a na miejscu planowali zakupy i inne atrakcje. Obudził swojego małego braciszka odkrywając jego kołdrę. Uśmiechnął się, gdy zauważył że nadal jest prawie nagi. Yu uśmiechnął się przesłodko. Ziewnął cichutko i rozejrzał się.
- Która godzina braciszku? - zapytał, schodząc z łóżka.
- Jakoś dwunasta. - odpowiedział starszy brat.
- Długo spaliśmy... - stwierdził chłopiec, ocierając oczka piąstkami.
- Wiem kochanie. - szepnął, ścieląc pościel. Potem usiadł na łóżku i wystawił ręce w stronę chłopca. Yu podszedł do brata i schował się w jego ciepłych ramionach. Starszy chłopak odgarnął włosy z jego czoło i pocałował je kilka razy.
- Idziemy gdzieś dzisiaj..? - uśmiecha się, idąc małymi kroczkami w stronę swojej szafy.
- Em... Wiesz skarbie... Bo dostałem SMSa. - powiedział. Uśmiechnął się lekko.
- SMSa? - chłopiec odwrócił się w jego stronę, lekko zdziwiony.
- Tak... Przyjaciele robią wypad za miasto na parę dni... I chyba jadę z nimi. - powiedział, obserwując uważnie reakcje chłopca.- Jak to? - zapytał chłopiec przestraszony i załamany. - Zostawisz mnie samego?
- Myślę że sobie poradzisz.. Jesteś już duży. Poza tym... Będę codziennie dzwonił parę razy i ci wszystko zostawię...- Ale.. Ja nie chcę sam! - Yu zaczął płakać i tupać małymi nóżkami. Nicolas wziął brata w ramiona i utulił go.
- Musisz stać się samodzielny kochanie... To pomoże nam obu. - szepnął. Yu zastanowił się chwilę. Otarł swoje łezki piąstką i odszedł od brata. - Ale... Ja nie chcę żebyś mnie zostawiał... Potrzebuję cię...
- Wiem, ja ciebie też... Przepraszam... - Po jego policzkach również popłynęło parę łez. Zupełnie siebie nie poznawał. Yu spojrzał na brata.. I scałował jego łzy nieśmiało. Nicolas uśmiechnął się delikatnie.
- Kocham cię Yu... - szepnął. Chłopiec spojrzał na niego swoimi perełkami.
- Jako brata...?
- Nie... - pocałował parę razy jego uszko. Yu zarumienił się calutki.
- A.. A jako kogo...?
- Jako połówkę mojego serca... - wyznał. Jego serce przyśpieszyło swoje bicie.- Nico... - powiedział Yu z łzami w oczach.
- Tak...?
- Ja... Ja też cię kocham... Też jesteś połówką mojego serca... - powiedział chłopiec, po czym wpił się nieśmiało w usta brata. Starszy chłopak zdziwił się delikatnie odwagą brata. Ale uśmiechnął się w duchu i pogłębił delikatnie pocałunek. Chłopiec zamknął delikatnie oczy i oddawał dosyć niezdarnie pocałunek. Starał się odwzajemniać ruchy jakie wykonywał jego brat językiem.
- Och Yu... - jękną zadowolony. Chłopiec zarumienił się, słysząc te słowa i zbliżył się bardziej do ciała braciszka. Nicolas położył swoje dłonie na jego pupie z delikatnym uśmiechem i smyrał jego uszko nosem. Yu zarumienił się jeszcze bardziej, jeżeli było to możliwe i przerwał pocałunek, tuląc się do brata. Nicolas objął go delikatnie swoimi ramionami i zamknął oczy. Jeszcze tego samego dnia, po czterech godzinach pocałunków, przytulania, drobnych pieszczot i oglądania telewizji, Nico musiał niestety opuścić dom. Yu płakał cały czas. Nie mógł się pogodzić z tym krótkim rozstaniem.~
Po chwili autobus podjechał. Zapłacił za bilet i usiadł gdzieś z tyłu. Było mu smutno że zostawił chłopca samego. Ale już obiecał Haruce. Tego dnia chłopca ogarniała okropna rozpacz. Czuł jakby stracił brata na zawsze. W domu było tak pusto bez niego. Chciał przeczytać książkę, ale w ogóle nie mógł się skupić i tylko moczył kartki łzami. Nico włożył słuchawki i zamknął oczy. Chcąc zapomnieć... O tym ze zostawił swojego brata samego...
Yu szedł wpatrzony w sufit po domu. Jego brata nie było już dobę. Cholernie tęsknił, mimo iż nie było to wcale aż tak długo. A może... Nico nie był już tylko jego bratek. Nagle przez nieuwagę zrzucił ręką duży wazon. Spadł na podłogę i rozbił się na milion kawałków. Yu był boso więc szkło pokaleczyło mu całe nogi. Jęknął z bólu. Od razu się popłakał. Nico wyczuł, że coś jest nie tak. Wyciągnął szybko komórkę i zadzwonił do brata. Yu słyszał telefon, ale nie mógł wstać, by go odebrać. Jego nogi ociekały krwią. Nicolas się przestraszył. Chłopiec przecież zawsze odbierał telefon. Może znowu mu się gdzieś zapodział. Zadzwonił szybko na domowy. Był już trochę zdenerwowany, mimo iż nic się nie działo. Przynajmniej o niczym nie wiedział. Yu też niestety nie mógł go odebrać. Siedział na podłodze w kałuży krwi i płakał. Po woli tracił przytomność z powodu anemii.
- Kurwa... - warknął chłopak i szybko znalazł w telefonie numer do swojej sąsiadki. - Em.. Pani Moshi-Moshi? - zapytał, zdenerwowany. - Może pani sprawdzić czy wszystko gra z moim bratem? Nie odbiera telefonu... - Kobieta odparła że chętnie pomoże. Wyszła z domu i weszła przez bramę do wielkiej willi obok. Pukała w drzwi, krzyczała, ale nikt nie reagował. Yu leżał nieprzytomny w kałuży swojej krwi na środku salonu. Po około 10 minutach chłopak zadzwonił drugi raz. Tym razem zdenerwowany nie da żarty.
- I co z nim...? - zapytał gorączkowo.
- Nie wiem... Nikt mi nie otworzył. Nic też nie słyszę. - powiedziała zmartwiona kobieta. Nicolas zrobił wielkie oczy.
- N..niech pani weźmie zapasowe klucze. Są pod donicą... Proszę wejść i... i znaleźć mojego brata... - mówił, nerwowo rozglądając się dookoła siebie.
- Dobrze. - powiedziała kobieta i wzięła klucze. Otworzyła drzwi i weszła. Rozejrzała się po ogromnym domu. W pewnym momencie zobaczyła kawałki szkła. Szła za nimi. Niektóre były w krwi. Na środku pokoju była plama krwi, a w niej leżał nieprzytomny chłopiec. Kobiecie aż komórka wypadła z ręki. Powiedziała to wszystko Nicolasowi, aż cała się trzęsąc z przerażenia.
- Niech pani weźmie szybko apteczkę, powinna być.. no gdzieś tam! Będę za godzinę, dobrze?! - krzyczał panicznie, po czym nie czekając na odpowiedź rozłączył się. Pobiegł na górę, wrzucił wszystko do plecaka i bez słowa wybiegł z domu, biegnąc do przystanku. Kiedy tylko autobus się zatrzymał, zaczął kopać wściekł w drzwi. Kierowca się zdenerwował, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo chłopak ruszył jak błyskawica w stronę swojego domu, nie zwracając uwagi na ludzi, których taranował. Kiedy był już przy zakręcie... Potrąciło go auto. Dostał wstrząsu i upadł na ziemie. Ktoś kto prowadził samochód wybiegł szybko i pomógł mu wstać.
- Zadzwonię po karetkę! - powiedział.
- Nie. Nie trzeba. Muszę iść. - wstał z pomocą mężczyzny. - Muszę coś załatwić! - Mężczyzna stał tam nadal wpatrzony w chłopca ze zdziwieniem. To musiało być coś ważnego. Nicolas w końcu zobaczył bramę do willi. Wbiegł szybko do domu. I wleciał do salonu. Na podłodze leżał jego braciszek. Był nieprzytomny i miał całe ubranie w krwi.
- Czemu pani nic nie robi?! - krzyknął na niewinną, bladą ze zgrozy kobietę, stojącą w kącie. Po chwili uświadomił sobie że nerwy wzięły nad nim górę. - Przepraszam... - powiedział i mając łzy w oczach upadł na ziemię, biorąc brata w ramiona. Nie przejmując się tym, że będzie cały w krwi. Nie przejmując się kobietą. Mając na uwadze tylko i wyłącznie jego. Yu otworzył w końcu delikatnie oczy. Był bardzo osłabiony.
- Nic nie mów Yu... - powiedział, otwierające się już wargi chłopca. - Proszę, niech pani jeszcze tylko zadzwoni po karetkę.. Proszę.. - powiedział, patrząc zalany łzami na wystraszoną kobietę. Kobieta pokiwała lekko głową, wyjęła spanikowana telefon i wybiegła prędko z salonu.
- Wszystko będzie dobrze Yu... - szepnął brat, sam nie wiedząc czy w to wierzy. Chłopiec zalewał się łzami. Miał przymrużone oczy i trząsł się. Nicolas przytulił chłopca delikatnie, zamykając oczy.
- Nie wolno zamykać ci oczu... - szepnął. - Nie wolno kochanie... - szepnął, czując jak chłopiec zupełnie traci siłę. Chłopcu same zamykały się oczy... Ale robił wszystko by nie robić tego, czego zabronił mu brat...
- Yu... Yu, błagam cię... - wypłakał cicho Nicolas.
- Kocham cię... - to były ostatnie słowa, które wypowiedział, zanim jego powieki opadły. Nicolas płakał nad nim i próbował go cucić na wszelkie sposoby, jednak chłopiec nie reagował. Przyłożył głowę do jego serca i wsłuchał się w jego rytm. Biło coraz wolniej...
Ciekawy moment, co...? Nie obrażajcie się na nas... ~ Marceline. ♥
Ahahaah wybaczcie mi ostatnio mój chamski humor ale troszkę się u mnie dzieje. Mam nadzieje ze opowiadanie się wam podoba.. A rozdział jest chyba moim ulubionym.. Chociaż.. Wszystkie są cudowne, bo napisane z Marcelinka <3 ~ Oliś.
Słodziaczek... ♥ ~ M.
sobota, 12 października 2013
Nie potrafię cię kochać inaczej. ~ Rozdział V
A więc tak kotki. Pierwszą część tego rozdziału zamierzam zrobić o naszym Nico i Yu, a następna będzie o losach Naokiego. Od razu chcę uprzedzić, że w opowiadaniu o Nao będą wątki 18+. Będzie tam przemoc i wyżywanie się psychiczne, fizyczne i seksualne. Z góry ja z Olisiem przepraszamy za nie, ale jeżeli by ich nie było, nasze plany by runęły. Zwykle nasze yaoi scene będą słodkie i urocze. Nie ostre i pikantne. I to chyba tyle. Rozpisałem się. ~Marceline. ♥
Wieczorem.
Po wspólnej kąpieli, chłopcy siedzieli na dole i oboje uczyli się i odrabiali ostatnie zadania domowe. Yu siedział na kanapie pod kocem, a Nico na fotelu. Yu miał na sobie jedynie pomarańczowy sweterek. Czytał uważnie ostatni temat z podręcznika od biologii.
- Nie zimno ci? - zapytał Nicolas, patrząc na słodko trzęsącego się braciszka.
- Trochę... - szepnął chłopiec. Nicolas uśmiechnął się rozczulony i podszedł do brata, przytulając go delikatnie do swojego ciała. Yu wtulił się w swojego braciszka, a sweter zsunął mu się z ramion. Starszy brat pocałował delikatnie jego obojczyk. Malec uśmiechnął się słodko.
- Yu...?
- Słucham skarbie?
- Czy ty... Miałeś kiedyś chłopaka? - zapytał wprost. Nico spojrzał na niego poważnie, a potem uśmiechnął się czule.
- W sumie... To nigdy nikogo nie miałem. - westchnął.
- A... kochałeś się już...? - szepnął zawstydzony.
- Parę razy. - odszeptał, zakładając kosmyk jego blond włosków za uszko. Chłopiec zastanawiał się chwilę.. A potem ponownie wtulił się w brata. Nico cmoknął malca w czubek główki. Yu podniósł i spojrzał w ciemno niebieskie oczy brata, tymi swoimi perełkami. Starszy chłopak uśmiechnął się słodko na ten widok. Yu pogładził swojego starszego brata po policzku. Ten na to zarumienił się delikatnie, mimo iż nie miał tego w zwyczaju. Yu uśmiechnął się na to słodko. Usiadł bratu na kolanach. Nicolas przytulił go do swojego ciepłego ciała i delikatnie go kołysał. Chłopiec pocałował swojego brata w uszko, nie wiedząc że to jego czuły punkt. Jego brat nie mógł się opanować i jęknął cicho. Yu przestraszył się lekko.
- Czy.. Czy coś się stało? Coś ci zrobiłem?
- N..nie... - Nicolas uśmiechnął się głupio. - To było... przyjemne. - Yu spojrzał na niego zdziwiony.
- Ale... jęknąłeś. - Yu był jeszcze za małym głuptaskiem, żeby to zrozumieć.
- Z przyjemności kochanie. Nie jęczy się tylko z bólu.
- Tak...? - zdziwił się chłopiec.
- No zobacz. - złapał go delikatnie za krocze, przysuwając go do siebie bliżej. Yu jęknął pod jego dłonią, czując jednocześnie rozkosz, jak i dziwne, nowe uczucie.
- Widzisz skarbie? - szepnął mu do uszka, delikatnie ugniatając jego intymne miejsce. Yu jęczał coraz głośniej, ściskając mocno małymi rączkami materiał jego bluzki.
- Boli? - szepnął, całując jego policzki i gładząc ciepłą dłonią jego malutkiego.
- N..nie.. - wyjąkał, chowając zarumienioną twarz w dłoniach. Zaczął szybciej oddychać. Nicolas jednak nie pozwolił mu schować tego widoku za rączkami. Odkrył więc jego twarz i całował delikatnie jego wiśniowe usta. Yu złapał się mocno szyj brata i przyjmował pieszczoty, jęcząc wniebogłosy. Nicolas wziął dłonie brata i klęknął przy nim, zakładając je sobie na szyj. Potem delikatnie włożył głowę między jego chude nóżki. Yu zacisnął mocno ręce na jego szyjce i rozchylił delikatnie nogi, jęcząc głośno. Parę łezek popłynęło po jego policzkach. Nicolas położył chłopca delikatnie na kanapie i zaczął pieścić jego malutkiego, potem włożył go sobie do buzi. Yu krzyknął, ściskając mocno koc małymi rączkami. Wykrzyczał jego imię, a potem jęczał, trzęsąc się z podniecenia i rozkoszy. Jeszcze nigdy nie doświadczył czegoś takiego. Nicolas spojrzał na niego i zrozumiał że to już trochę za dużo jak dla dziecka.
- Yu, wszystko dobrze kochanie? - zapytał, gładząc dłońmi jego uda.
- Tak.. - wysapał szeptem, ocierając łzy rękawem. Widać było, że bardzo się podniecił i trudno mu było to opanować w tym wieku. Nicolas podniósł się z ziemi i zawisł nad nim, całując delikatnie jego słodkie usta i obojczyki, nadal ostrożnie pieszcząc jego czułe miejsce. Po chwili odszedł od niego.
- Wystarczy. - powiedział cicho, z delikatnym uśmiechem. Yu szybko zacisnął swoje chude nóżki i patrzył na brata, nadal trzęsąc się z podniecenia.
- Jesteś taki słodki... - powiedział do siebie i przytulił go delikatnie, chowając go w swoich ramionach. Yu zamknął oczy i oddychał głęboko. Czuł się tak przyjemnie.
- Nico...? - zapytał cichutko.
- Słucham?
- Dlaczego przestałeś...?
- Uznałem, że to dla ciebie trochę za wcześnie. - szepnął, głaszcząc rękami jego ramiona.
- Za wcześnie? - zapytał Yu, lekko zdziwiony.
-Tak kochanie. - przymrużył oczy z uśmiechem.
- A co znaczy.. za wcześnie? - Zakrył swoje intymne części sweterkiem.
- Kiedyś zrozumiesz. - pogłaskał go po głowie.
Potem położyli się razem spać, wtuleni w siebie.
***
Gdy dotarli do domu, starszy chłopak zapukał parę razy i odsunął się, trzymając chłopca blisko swojego ciała, tak jakby miał uciec. Otworzył im brązowowłosy chłopak o dużych, czerwonych oczach. Trzymał papierosa w długich palcach z paznokciami pomalowanymi na krwawą czerwień.
- Och! Witaj tygrysie. - przywitał się z Akiharu. Potem spojrzał na ślicznego, rudego chłopca stojącego przy nim. - Chodźcie kochani. - otworzył szerzej drzwi.
- Zdejmij kurtkę i powieś na wieszaku. - powiedział chłodno Aki, prowadząc Nao za rękę.
- I jak? - zapytał brunet. Było tam dużo małych światełek. Były to najpewniej świece, bo tutaj raczej nie dochodził prąd, lub nie mieli jak za to zapłacić. Na kanapie w salonie, który oświetlał kominek siedział blondyn z paczką chipsów. Było całkiem przytulnie.
- Miło... - powiedział cicho.
- Cudownie to zrobiliście. A ciebie skarbie zapraszam tutaj. - wskazał na małe łóżko. Nao zdjął buty i usiadł na łóżku, spoglądając na chłopaków. Brunet szepnął coś Akiemu do ucha i ten się uśmiechnął. Podszedł do chłopca.
Nao patrzył na niego dużymi oczami, z małym niepokojem. Potem spojrzał na resztę chłopców.
- Chcesz truskaweczkę? - zapytał chłopak o czerwonych paznokciach.
- Och, tak. - powiedział, delikatnie się uśmiechając. Uwielbiał truskawki.* Aki wziął miseczkę która leżała na stole i jedną truskawkę.
- Otwórz buzię. - powiedział, uśmiechając się zimno. Nao otworzył delikatnie usta, wcześniej delikatnie się dziwiąc. Chłopak wsadził mu delikatnie owoc do ust. Nao zarumienił się mimowolnie. Nigdy nikt go nie karmił w taki sposób.
- Smaczne? - zapytał szeptem.
- Tak... Szepnął chłopiec, delikatnie oblizując usta.
- Daj spróbować. - po chwili Aki wpił się w jego słodkie usta. Naoki upadł do tyłu na łóżko, a chłopak położył się na nim. Chłopiec otworzył szerzej oczy i zrobił się cały czerwony. Aki włożył mu kolano między nogi.
Nao krzyknął, starał się go odepchnąć.
- N... Nie rób mi tak! - krzyknął.
- Dlaczego maleńki? Chyba ci się podoba, co? - zapytał, z wrednym uśmieszkiem.
- Nie! Proszę, zejdź ze mnie! - krzyknął ,starając się nie rozpłakać. Był bardzo czuły.
- Hej, spokojnie. - powiedział po chwili, z chłodnym uśmiechem. - Nie zrobię ci krzywdy. "-Jeszcze." - powiedział w myślach i pogłaskał go po policzku, starając się być delikatnym. Nao uspokoił się powoli.
- Zabierz nogę... - Aki zabrał nogę i odsunął się od niego. Nao otarł pot z czoła i spojrzał zawstydzony na chłopaka. Reszta stała z tyłu i śmiała się, coś mamrocząc.
- No co jest maluchu? Wszystko gra? - zapytał chłodno Aki, poprawiając czarne włosy.
- Myślę... że tak... - wstał i podrapał się po głowie. - Zimno...
- Rozgrzać?
- Może... - powiedział cicho. - Ale... Już bez kolana... - powiedział, zaciskając swoje nóżki.
- Chodź tu. - pociągnął go za rękę na kanapę przed kominkiem. Nao usiadł na niej i spojrzał na chłopaka, stojącego przed nim. Usiadł obok niego.
- Cieplej?
- Tak... - powiedział chłopak szybko i spojrzał na swoje nóżki w skarpetkach. Zmarzły bardzo.
- Mi, podaj koc. - szepnął i posadził chłopca tak by było mu wygodniej. Chłopak odłożył papierosa na popielniczkę. Wziął koc z krzesła i podszedł do Akiego, podając mu go.
- Dzięki. - powiedział Aki, po czym pocałował chłopaka w policzek. Mi uśmiechnął się delikatnie i przygryzł sobie dolną wargę, odchodząc do drugiego chłopaka, od razu wyciągając kolejnego papierosa. Nao patrzył na to zaciekawiony.
- Nie interesuj się. - zaśmiał się chłopak i wziął miseczkę z truskawkami w śmietanie. - Masz ochotę, na jeszcze trochę?
Tutaj na razie przerywam. Olisia na razie nie ma, ale jeszcze w ten weekend będzie następny rozdział i na pewno doda swój komentarz. Buziaczki misie. ~Marceline. ♥
*Tak Marcin... Wiem jak bardzo mój książę lubi truskaweczki... ♥
Wieczorem.
Po wspólnej kąpieli, chłopcy siedzieli na dole i oboje uczyli się i odrabiali ostatnie zadania domowe. Yu siedział na kanapie pod kocem, a Nico na fotelu. Yu miał na sobie jedynie pomarańczowy sweterek. Czytał uważnie ostatni temat z podręcznika od biologii.
- Nie zimno ci? - zapytał Nicolas, patrząc na słodko trzęsącego się braciszka.
- Trochę... - szepnął chłopiec. Nicolas uśmiechnął się rozczulony i podszedł do brata, przytulając go delikatnie do swojego ciała. Yu wtulił się w swojego braciszka, a sweter zsunął mu się z ramion. Starszy brat pocałował delikatnie jego obojczyk. Malec uśmiechnął się słodko.
- Yu...?
- Słucham skarbie?
- Czy ty... Miałeś kiedyś chłopaka? - zapytał wprost. Nico spojrzał na niego poważnie, a potem uśmiechnął się czule.
- W sumie... To nigdy nikogo nie miałem. - westchnął.
- A... kochałeś się już...? - szepnął zawstydzony.
- Parę razy. - odszeptał, zakładając kosmyk jego blond włosków za uszko. Chłopiec zastanawiał się chwilę.. A potem ponownie wtulił się w brata. Nico cmoknął malca w czubek główki. Yu podniósł i spojrzał w ciemno niebieskie oczy brata, tymi swoimi perełkami. Starszy chłopak uśmiechnął się słodko na ten widok. Yu pogładził swojego starszego brata po policzku. Ten na to zarumienił się delikatnie, mimo iż nie miał tego w zwyczaju. Yu uśmiechnął się na to słodko. Usiadł bratu na kolanach. Nicolas przytulił go do swojego ciepłego ciała i delikatnie go kołysał. Chłopiec pocałował swojego brata w uszko, nie wiedząc że to jego czuły punkt. Jego brat nie mógł się opanować i jęknął cicho. Yu przestraszył się lekko.
- Czy.. Czy coś się stało? Coś ci zrobiłem?
- N..nie... - Nicolas uśmiechnął się głupio. - To było... przyjemne. - Yu spojrzał na niego zdziwiony.
- Ale... jęknąłeś. - Yu był jeszcze za małym głuptaskiem, żeby to zrozumieć.
- Z przyjemności kochanie. Nie jęczy się tylko z bólu.
- Tak...? - zdziwił się chłopiec.
- No zobacz. - złapał go delikatnie za krocze, przysuwając go do siebie bliżej. Yu jęknął pod jego dłonią, czując jednocześnie rozkosz, jak i dziwne, nowe uczucie.
- Widzisz skarbie? - szepnął mu do uszka, delikatnie ugniatając jego intymne miejsce. Yu jęczał coraz głośniej, ściskając mocno małymi rączkami materiał jego bluzki.
- Boli? - szepnął, całując jego policzki i gładząc ciepłą dłonią jego malutkiego.
- N..nie.. - wyjąkał, chowając zarumienioną twarz w dłoniach. Zaczął szybciej oddychać. Nicolas jednak nie pozwolił mu schować tego widoku za rączkami. Odkrył więc jego twarz i całował delikatnie jego wiśniowe usta. Yu złapał się mocno szyj brata i przyjmował pieszczoty, jęcząc wniebogłosy. Nicolas wziął dłonie brata i klęknął przy nim, zakładając je sobie na szyj. Potem delikatnie włożył głowę między jego chude nóżki. Yu zacisnął mocno ręce na jego szyjce i rozchylił delikatnie nogi, jęcząc głośno. Parę łezek popłynęło po jego policzkach. Nicolas położył chłopca delikatnie na kanapie i zaczął pieścić jego malutkiego, potem włożył go sobie do buzi. Yu krzyknął, ściskając mocno koc małymi rączkami. Wykrzyczał jego imię, a potem jęczał, trzęsąc się z podniecenia i rozkoszy. Jeszcze nigdy nie doświadczył czegoś takiego. Nicolas spojrzał na niego i zrozumiał że to już trochę za dużo jak dla dziecka.
- Yu, wszystko dobrze kochanie? - zapytał, gładząc dłońmi jego uda.
- Tak.. - wysapał szeptem, ocierając łzy rękawem. Widać było, że bardzo się podniecił i trudno mu było to opanować w tym wieku. Nicolas podniósł się z ziemi i zawisł nad nim, całując delikatnie jego słodkie usta i obojczyki, nadal ostrożnie pieszcząc jego czułe miejsce. Po chwili odszedł od niego.
- Wystarczy. - powiedział cicho, z delikatnym uśmiechem. Yu szybko zacisnął swoje chude nóżki i patrzył na brata, nadal trzęsąc się z podniecenia.
- Jesteś taki słodki... - powiedział do siebie i przytulił go delikatnie, chowając go w swoich ramionach. Yu zamknął oczy i oddychał głęboko. Czuł się tak przyjemnie.
- Nico...? - zapytał cichutko.
- Słucham?
- Dlaczego przestałeś...?
- Uznałem, że to dla ciebie trochę za wcześnie. - szepnął, głaszcząc rękami jego ramiona.
- Za wcześnie? - zapytał Yu, lekko zdziwiony.
-Tak kochanie. - przymrużył oczy z uśmiechem.
- A co znaczy.. za wcześnie? - Zakrył swoje intymne części sweterkiem.
- Kiedyś zrozumiesz. - pogłaskał go po głowie.
Potem położyli się razem spać, wtuleni w siebie.
***
Gdy dotarli do domu, starszy chłopak zapukał parę razy i odsunął się, trzymając chłopca blisko swojego ciała, tak jakby miał uciec. Otworzył im brązowowłosy chłopak o dużych, czerwonych oczach. Trzymał papierosa w długich palcach z paznokciami pomalowanymi na krwawą czerwień.
- Och! Witaj tygrysie. - przywitał się z Akiharu. Potem spojrzał na ślicznego, rudego chłopca stojącego przy nim. - Chodźcie kochani. - otworzył szerzej drzwi.
- Zdejmij kurtkę i powieś na wieszaku. - powiedział chłodno Aki, prowadząc Nao za rękę.
- I jak? - zapytał brunet. Było tam dużo małych światełek. Były to najpewniej świece, bo tutaj raczej nie dochodził prąd, lub nie mieli jak za to zapłacić. Na kanapie w salonie, który oświetlał kominek siedział blondyn z paczką chipsów. Było całkiem przytulnie.
- Miło... - powiedział cicho.
- Cudownie to zrobiliście. A ciebie skarbie zapraszam tutaj. - wskazał na małe łóżko. Nao zdjął buty i usiadł na łóżku, spoglądając na chłopaków. Brunet szepnął coś Akiemu do ucha i ten się uśmiechnął. Podszedł do chłopca.
Nao patrzył na niego dużymi oczami, z małym niepokojem. Potem spojrzał na resztę chłopców.
- Chcesz truskaweczkę? - zapytał chłopak o czerwonych paznokciach.
- Och, tak. - powiedział, delikatnie się uśmiechając. Uwielbiał truskawki.* Aki wziął miseczkę która leżała na stole i jedną truskawkę.
- Otwórz buzię. - powiedział, uśmiechając się zimno. Nao otworzył delikatnie usta, wcześniej delikatnie się dziwiąc. Chłopak wsadził mu delikatnie owoc do ust. Nao zarumienił się mimowolnie. Nigdy nikt go nie karmił w taki sposób.
- Smaczne? - zapytał szeptem.
- Tak... Szepnął chłopiec, delikatnie oblizując usta.
- Daj spróbować. - po chwili Aki wpił się w jego słodkie usta. Naoki upadł do tyłu na łóżko, a chłopak położył się na nim. Chłopiec otworzył szerzej oczy i zrobił się cały czerwony. Aki włożył mu kolano między nogi.
Nao krzyknął, starał się go odepchnąć.
- N... Nie rób mi tak! - krzyknął.
- Dlaczego maleńki? Chyba ci się podoba, co? - zapytał, z wrednym uśmieszkiem.
- Nie! Proszę, zejdź ze mnie! - krzyknął ,starając się nie rozpłakać. Był bardzo czuły.
- Hej, spokojnie. - powiedział po chwili, z chłodnym uśmiechem. - Nie zrobię ci krzywdy. "-Jeszcze." - powiedział w myślach i pogłaskał go po policzku, starając się być delikatnym. Nao uspokoił się powoli.
- Zabierz nogę... - Aki zabrał nogę i odsunął się od niego. Nao otarł pot z czoła i spojrzał zawstydzony na chłopaka. Reszta stała z tyłu i śmiała się, coś mamrocząc.
- No co jest maluchu? Wszystko gra? - zapytał chłodno Aki, poprawiając czarne włosy.
- Myślę... że tak... - wstał i podrapał się po głowie. - Zimno...
- Rozgrzać?
- Może... - powiedział cicho. - Ale... Już bez kolana... - powiedział, zaciskając swoje nóżki.
- Chodź tu. - pociągnął go za rękę na kanapę przed kominkiem. Nao usiadł na niej i spojrzał na chłopaka, stojącego przed nim. Usiadł obok niego.
- Cieplej?
- Tak... - powiedział chłopak szybko i spojrzał na swoje nóżki w skarpetkach. Zmarzły bardzo.
- Mi, podaj koc. - szepnął i posadził chłopca tak by było mu wygodniej. Chłopak odłożył papierosa na popielniczkę. Wziął koc z krzesła i podszedł do Akiego, podając mu go.
- Dzięki. - powiedział Aki, po czym pocałował chłopaka w policzek. Mi uśmiechnął się delikatnie i przygryzł sobie dolną wargę, odchodząc do drugiego chłopaka, od razu wyciągając kolejnego papierosa. Nao patrzył na to zaciekawiony.
- Nie interesuj się. - zaśmiał się chłopak i wziął miseczkę z truskawkami w śmietanie. - Masz ochotę, na jeszcze trochę?
Tutaj na razie przerywam. Olisia na razie nie ma, ale jeszcze w ten weekend będzie następny rozdział i na pewno doda swój komentarz. Buziaczki misie. ~Marceline. ♥
*Tak Marcin... Wiem jak bardzo mój książę lubi truskaweczki... ♥
czwartek, 10 października 2013
Nie potrafię kochać cię inaczej. ~ rozdział IV
W tej notce zamierzam dodać drugi wątek. Ciekawe, jak wam się spodoba nasze drugie, przeplatające się opowiadanie. ♥ ~ Marcelinka.
W drzwiach stał ich ojciec we własnej osobie. Nicolas szybko odskoczył od swojego brata i patrzył na swojego ojca, lekko przestraszony. Co mógł sobie teraz pomyśleć?
- Co wy... - zaczął. - u diabła wyprawiacie? - wysyczał.
W drzwiach stał ich ojciec we własnej osobie. Nicolas szybko odskoczył od swojego brata i patrzył na swojego ojca, lekko przestraszony. Co mógł sobie teraz pomyśleć?
- Co wy... - zaczął. - u diabła wyprawiacie? - wysyczał.
- T..To nie tak, jak myślisz! - jęknął szybko chłopak.
- Czyli co się stało? - zapytał mężczyzna sucho, patrząc w piękne, niebieskie oczka Yu.
- Chciałem zobaczyć czy Yu ma gorączkę i przewróciłem się na niego. Ojciec spojrzał na niego podejrzliwie, ale po chwili ustąpił.
- Dobrze, jasne. Jadę już do hotelu, więc przyszedłem się pożegnać. Mam dzisiaj ważną konferencję z pewną amerykańską firmą. Jej szef przyjechał specjalnie ze stanów aż do Japonii.
- Powodzenia... - szepnął Nicolas, nie patrząc mu w oczy. Mężczyzna patrzył chwilę na przygnębionego syna. Westchnął. Podszedł do niego i objął go. Nicolas spojrzał na niego lekko zdziwiony, ale po chwili uśmiechnął się niepewnie i wtulił się mocniej. Tak mu tego brakowało... Yu wstał z łóżka i patrzył na nich z uśmiechem. Mężczyzna, który nigdy nie okazywał dotąd uczuć Nicolasowi, uśmiechnął się do niego, mimo iż trwało to krótko i był to lekki uśmiech.
- Dziękuję tato... - szepnął Chłopiec.
- To ja dziękuję. - mężczyzna odszedł od niego i przytulił do siebie Yu. - Za to że tyle czasu opiekujesz się swoim młodszym bratem i że tyle już wytrwałeś sam zajmując się wszystkim. Jestem z ciebie dumny Nicolasie. - ostatnie zdanie trafiło w same serduszko Nicolasa. Po jego policzkach popłynęły łzy szczęścia. Uśmiechnął się szeroko.
- Tato. Mam coś dla ciebie... - powiedział, zanim mężczyzna zdążył cokolwiek powiedzieć. - Zaraz to znajdę. - powiedział, po czym podbiegł do szafy i zaczął przewalać wszystkie kartki z rysunkami, bloki, kredki i farby. Po chwili wyjął dużą kartkę i podbiegł do taty, podając mu ją. Mężczyzna wziął ją i spojrzał mu w oczy, po czym przeniósł je na piękny rysunek. Było to przerysowane zdjęcie które wisiało w pokoju mamy. Ona też na nim była. Wszyscy wyglądali jak żywi. Na tle widać było zachód słońca. Były to wakacje nad morzem. Mężczyzna uśmiechnął się i spojrzał na syna.
- To jest piękne. Na prawdę masz ogromny talent.
- Dziękuję. - powiedział Nicolas, trochę speszony swoimi łzami. Oj, chłopaki też czasem płaczą.
- Czy mogę sobie zatrzymać ten rysunek? Gdy wyjadę będzie mi was przypominał. - uśmiechnął się również do małego chłopca.
- Oczywiście. Jest specjalnie dla ciebie. - powiedział Nicolas z uśmiechem. - Długo nad nim pracowałem.
- Musisz mi wybaczyć za te lata bez mojego wsparcia. Dzięki mnie możemy utrzymywać ten dom i również was obu.
- Wiem ojcze. Chciałem tylko usłyszeć w końcu słowo "dziękuję" z twoich ust... Ale dzisiaj je otrzymałem i jestem bardzo szczęśliwy. - musiał się nieźle powstrzymać, by opanować płacz.
- Mam coś dla was. - Mężczyzna wyjął ze swojej walizki dwie torebki i podał je chłopcom. Yu usiadł na łóżku i wyjął z torby dużego, żółtego misia. Jego oczka zabłysły.
- Dziękuję tato! - poszedł i zawisł mu na szyj. Mężczyzna przytulił chłopca i spojrzał na starszego chłopaka, który wyjął ze swojej torby zestaw do malowania, do tego taki o jakim zawsze marzył. Stał tak z szeroko otwartymi oczami przynajmniej dwie minuty.
- Nie myśl że nie słuchałem cię, gdy mówiłeś mi o tym że tak kochasz sztukę. - Mężczyzna wstał i otrzepał się. Wrócił mu zimny wyraz twarzy. Chłopak spojrzał na ojca i nie mogąc się powstrzymać, rzucił mu się na szyję. Mężczyzna prawie się przewrócił. Przytulił do siebie syna. Pogłaskał go po plecach i uśmiechnął się. Mały Yu również tryskał szczęściem. Niestety mężczyzna musiał wyjechał na kolejne parę miesięcy. Zostawił przynajmniej po sobie ciepły ślad na sercu Nicolasa.~
***
-Naoki! Proszą, wstań i pomóż mi zmywać! - krzyknęła kobieta. Była to opiekunka domu dziecka, której Nao pomagał w sprzątaniu po obiedzie. Był jednak zajęty swoją grą.
- Już idę, kochana Okaa-san! - Po chwili, po kolejnej przegranej, podszedł do swojej przyszywanej mamy i z uśmiechem wziął od niej talerz i gąbkę.
- Usiądź sobie. Ja się już tym zajmę. - Kobieta uśmiechnęła się i usiadła na krześle.
- Bardzo dziękuję, że zgodziłeś się zmywać. - Powiedziała. Spojrzała za okno. Znowu padał śnieg. Spojrzała na chłopaka. Ziewał co chwilę i te wory pod oczami.
- Na pewno wszystko okej? - zapytała podejrzliwie.
- Tak... - odpowiedział, uśmiechając się delikatnie.
- A wyglądasz jakbyś ćpał rok. - spojrzała na niego z dzióbkiem z ust. Chłopak roześmiał się i kaszlnął parę razy. Kobieta spojrzała na niego zmartwiona.
- Myślę że jak wracałeś z imprezy to mogło cię coś złapać. - Chłopak spojrzał na swoje bose stópki. Potem spojrzał w okno. W odbiciu miał widocznie zaczerwieniony nosek. Tak, był taki rozkojarzony po imprezie, że pewnie wrócił do domu bez kurtki. A przecież na dworze nocą jest mróz. Na wspomnienie imprezy od razu przypomniał sobie Nicolasa, który tam z nim był. Jego najlepszego przyjaciela. I to że przyprowadził swojego młodszego brata. Było to dość dziwne.
- Możliwe...
- Zwolnię cię lepiej jutro i pójdziesz do lekarza. - kobieta wstała i nalała wody do elektrycznego czajnika, po czym go włączyła i zaczęła układać umyte talerze na półkach. Nie było ich tak wiele. Dom dziecka w którym prawie od urodzenia mieszkał Nao liczył tylko około dwadzieścioro dzieci. Był w nim samotny. Żaden z chłopców nie chciał się z nim zadawać. W szkole miał paru dobrych przyjaciół, ale reszta naśmiewała się z niego i robiła mu głupie dowcipy. Śmiali się, że jest beksą. Miał kruche uczucia i często płakał. Był niewiarygodnie wrażliwy. Był to też kompletny świr. Kochał rolki, kawę, truskawki, niebo. Zawsze bujał w obłokach o tym że kiedyś przyjedzie po niego książę w złotej zbroi... Tak jak małe dziecko, do tego jaki książę chciałby chłopca? Naoki wyjrzał przez okno. Zobaczył jak chłopaki rzucają w siebie śnieżkami, a dziewczyny lepią bałwana. Uśmiechnął się delikatnie. Był jednak zmęczony. Łyknął jakieś tabletki i położył się w swoim pokoju. Zaczął czytać jakąś książkę, ale zaczęła go potwornie boleć głowa. Postanowił się przespać.
Usłyszał głos. Potem poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Delikatnie go szturchała i potem pogładziła po policzku. Otworzył powoli oczy. Ujrzał chłopaka o brązowych włosach, czarnych, zimnych oczach. Wyglądał na parę lat starszego od Naokiego, który chodził obecnie do klasy drugiej liceum. Wisiał nad nim i Uśmiechał się chłodno. Był do chłopak który dzielił z nim pokój. Jednak nawet nie kojarzył jego imienia. Przetarł wielkie, zielone oczka i rozejrzał się.
- S.. słucham? - zapytał niepewnie, spoglądając na chłopaka.
- Naoki, tak? - zapytał chłopak, opierając się dłonią o parapet.
- Tak. - powiedział chłopak. Wstał z łóżka, ale zakręciło mu się w głowie. Starszy chłopak szybko złapał go w biodrach i posadził na łóżku.
- Nigdy nie wstaje się gwałtownie. - powiedział z uśmiechem. Nao trzymał się za głowę.
- P...przepraszam. - powiedział chłopak zmieszany. Odwrócił twarz. Zachował się trochę głupio.
- Kochanie, może miałbyś ochotę przejść się ze mną? - zapytał z delikatnym uśmiechem. Nao spojrzał na niego dosyć podejrzliwie. Żaden z chłopców tego sierocińca nie był dla niego nigdy miły, a mieszka tu prawie całe życie.
- Po co chcesz gdzieś ze mną pójść...?
- Jesteśmy jak bracia, wiesz? - uśmiechnął się i dotknął jego policzka. - Wychowaliśmy się w jednym domu. Nao zamyślił się na chwilę, patrząc w jego oczy.
- Ale... Myślę że niedługo zrobi się ciemno.
- Nie martw się, wrócimy przed świtem.
- Świtem..? Ale.. - Nie zdążył dokończyć bo chłopak wziął go za rękę i pociągnął w stronę drzwi. Nao zdążył tylko złapać kurtkę. Na szczęście miał na sobie trochę cieplejsze buty. Obawiał się jednak, że mogą nie być przemakalne.
Szli bez słowa po ośnieżonym chodniku. Chłopak cały czas ściskał mocno jego kruchą dłoń. Nao był lekko zdziwiony jego zachowaniem. Nie sądził nigdy, że jakiś chłopak zaproponuje mu taki spacer. Po chwili weszli do lasu, do którego raczej rzadko kto zaglądał. Był małą dżunglą. Tak łatwo było się w nim zgubić. Chodziły też pogłoski że ludzie którzy się tam gubili, nie wracali. Chłopak jednak nie przejmował się tym i zaciągnął do niego Naokiego. Szedł bardzo szybko. Prawie ciągnąc biednego Naokiego który nie nadążał po ziemi.
- A... jak tak w ogóle się nazywasz? - zapytał cicho, patrząc na chłodny wyraz jego twarzy.
- Akiharu Namida, ale mów mi Aki. A ty? - spojrzał na chłopca mrożącym krew w żyłach spojrzeniem, jednak z lekkim uśmiechem.
-Naoki... I tak naprawdę nie znam swojego nazwiska. Jeżeli chcesz, możesz mi mówić Nao. - powiedział i spuścił słodko oczka na puch śniegu po jakim szli.
- A nie chcesz znać swojego nazwiska?
- Nie chcę wracać do przyszłości... Może kiedyś będę miał po mężu... - zasłonił sobie usta dłonią i szeroko otworzył oczy, gdy zrozumiał co właśnie wypaplał.
- Coś ty powiedział? - Aki stanął nagle, trzymając chłopaka mocno za nadgarstek.
- Nie.. Nic.. - powiedział cicho, zawstydzony.
- Słyszałem. - zaśmiał się. - Jesteś gejem, tak?
- Ja... -wyjąkał. - Ja nie... - odwrócił speszony wzrok. Jakby powiedział komuś z sierocińca, dokuczaliby mu jeszcze bardziej niż normalnie.
- Nie wyśmiewam cię przecież. Czemu zaprzeczasz?
- Przepraszam... -szepnął, nie wiedząc co ma powiedzieć.
- Spokojnie. - Uśmiechnął się z powrotem i nie ściskał jego dłoni aż tak mocno. - To normalna sprawa.
- Na prawdę tak uwarzysz? - zapytał lekko zdziwiony.
- Oczywiście. A teraz rusz się trochę. - klepnął go delikatnie w pośladki. Nao zarumienił się delikatnie i od razu uciekł do przodu.
- O..okej.. - szepnął chłopiec.
Po dłuższej chwili Nao zobaczył zamarznięte jezioro i niewielki dom przy nim. Był położony w środku lasu. Z komina wydobywał się dym.
- Ach. Już są. - zaśmiał się cicho Akiharu. Nao spojrzał na niego pytająco.
- Kto? - zapytał po chwili.
- Zobaczysz. - powiedział z lekko zastraszającym uśmiechem. Nao nie zadawał już więcej pytań. Posłusznie podszedł za starszym chłopakiem pod drzwi.
No to już kończę na razie. Długo mi zajęło pisanie, bo nie miałem troszkę weny. Ojoj. Buziaczki! ♥ ~ Marcelinka.
TUTUTUTUUTU To znowu Wasz szalony Haruś! Dzisiaj byłem na wycieczce szkolnej ;___; nogi mi odpadają nooo ;C Smutam bo jutro do szkoły ;__; ale ale opowiadanie mam nadzieję się podoba c: Kosiamyyy XD ~ Robak Oliś. ♥
- Tato. Mam coś dla ciebie... - powiedział, zanim mężczyzna zdążył cokolwiek powiedzieć. - Zaraz to znajdę. - powiedział, po czym podbiegł do szafy i zaczął przewalać wszystkie kartki z rysunkami, bloki, kredki i farby. Po chwili wyjął dużą kartkę i podbiegł do taty, podając mu ją. Mężczyzna wziął ją i spojrzał mu w oczy, po czym przeniósł je na piękny rysunek. Było to przerysowane zdjęcie które wisiało w pokoju mamy. Ona też na nim była. Wszyscy wyglądali jak żywi. Na tle widać było zachód słońca. Były to wakacje nad morzem. Mężczyzna uśmiechnął się i spojrzał na syna.
- To jest piękne. Na prawdę masz ogromny talent.
- Dziękuję. - powiedział Nicolas, trochę speszony swoimi łzami. Oj, chłopaki też czasem płaczą.
- Czy mogę sobie zatrzymać ten rysunek? Gdy wyjadę będzie mi was przypominał. - uśmiechnął się również do małego chłopca.
- Oczywiście. Jest specjalnie dla ciebie. - powiedział Nicolas z uśmiechem. - Długo nad nim pracowałem.
- Musisz mi wybaczyć za te lata bez mojego wsparcia. Dzięki mnie możemy utrzymywać ten dom i również was obu.
- Wiem ojcze. Chciałem tylko usłyszeć w końcu słowo "dziękuję" z twoich ust... Ale dzisiaj je otrzymałem i jestem bardzo szczęśliwy. - musiał się nieźle powstrzymać, by opanować płacz.
- Mam coś dla was. - Mężczyzna wyjął ze swojej walizki dwie torebki i podał je chłopcom. Yu usiadł na łóżku i wyjął z torby dużego, żółtego misia. Jego oczka zabłysły.
- Dziękuję tato! - poszedł i zawisł mu na szyj. Mężczyzna przytulił chłopca i spojrzał na starszego chłopaka, który wyjął ze swojej torby zestaw do malowania, do tego taki o jakim zawsze marzył. Stał tak z szeroko otwartymi oczami przynajmniej dwie minuty.
- Nie myśl że nie słuchałem cię, gdy mówiłeś mi o tym że tak kochasz sztukę. - Mężczyzna wstał i otrzepał się. Wrócił mu zimny wyraz twarzy. Chłopak spojrzał na ojca i nie mogąc się powstrzymać, rzucił mu się na szyję. Mężczyzna prawie się przewrócił. Przytulił do siebie syna. Pogłaskał go po plecach i uśmiechnął się. Mały Yu również tryskał szczęściem. Niestety mężczyzna musiał wyjechał na kolejne parę miesięcy. Zostawił przynajmniej po sobie ciepły ślad na sercu Nicolasa.~
***
-Naoki! Proszą, wstań i pomóż mi zmywać! - krzyknęła kobieta. Była to opiekunka domu dziecka, której Nao pomagał w sprzątaniu po obiedzie. Był jednak zajęty swoją grą.
- Już idę, kochana Okaa-san! - Po chwili, po kolejnej przegranej, podszedł do swojej przyszywanej mamy i z uśmiechem wziął od niej talerz i gąbkę.
- Usiądź sobie. Ja się już tym zajmę. - Kobieta uśmiechnęła się i usiadła na krześle.
- Bardzo dziękuję, że zgodziłeś się zmywać. - Powiedziała. Spojrzała za okno. Znowu padał śnieg. Spojrzała na chłopaka. Ziewał co chwilę i te wory pod oczami.
- Na pewno wszystko okej? - zapytała podejrzliwie.
- Tak... - odpowiedział, uśmiechając się delikatnie.
- A wyglądasz jakbyś ćpał rok. - spojrzała na niego z dzióbkiem z ust. Chłopak roześmiał się i kaszlnął parę razy. Kobieta spojrzała na niego zmartwiona.
- Myślę że jak wracałeś z imprezy to mogło cię coś złapać. - Chłopak spojrzał na swoje bose stópki. Potem spojrzał w okno. W odbiciu miał widocznie zaczerwieniony nosek. Tak, był taki rozkojarzony po imprezie, że pewnie wrócił do domu bez kurtki. A przecież na dworze nocą jest mróz. Na wspomnienie imprezy od razu przypomniał sobie Nicolasa, który tam z nim był. Jego najlepszego przyjaciela. I to że przyprowadził swojego młodszego brata. Było to dość dziwne.
- Możliwe...
- Zwolnię cię lepiej jutro i pójdziesz do lekarza. - kobieta wstała i nalała wody do elektrycznego czajnika, po czym go włączyła i zaczęła układać umyte talerze na półkach. Nie było ich tak wiele. Dom dziecka w którym prawie od urodzenia mieszkał Nao liczył tylko około dwadzieścioro dzieci. Był w nim samotny. Żaden z chłopców nie chciał się z nim zadawać. W szkole miał paru dobrych przyjaciół, ale reszta naśmiewała się z niego i robiła mu głupie dowcipy. Śmiali się, że jest beksą. Miał kruche uczucia i często płakał. Był niewiarygodnie wrażliwy. Był to też kompletny świr. Kochał rolki, kawę, truskawki, niebo. Zawsze bujał w obłokach o tym że kiedyś przyjedzie po niego książę w złotej zbroi... Tak jak małe dziecko, do tego jaki książę chciałby chłopca? Naoki wyjrzał przez okno. Zobaczył jak chłopaki rzucają w siebie śnieżkami, a dziewczyny lepią bałwana. Uśmiechnął się delikatnie. Był jednak zmęczony. Łyknął jakieś tabletki i położył się w swoim pokoju. Zaczął czytać jakąś książkę, ale zaczęła go potwornie boleć głowa. Postanowił się przespać.
Usłyszał głos. Potem poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Delikatnie go szturchała i potem pogładziła po policzku. Otworzył powoli oczy. Ujrzał chłopaka o brązowych włosach, czarnych, zimnych oczach. Wyglądał na parę lat starszego od Naokiego, który chodził obecnie do klasy drugiej liceum. Wisiał nad nim i Uśmiechał się chłodno. Był do chłopak który dzielił z nim pokój. Jednak nawet nie kojarzył jego imienia. Przetarł wielkie, zielone oczka i rozejrzał się.
- S.. słucham? - zapytał niepewnie, spoglądając na chłopaka.
- Naoki, tak? - zapytał chłopak, opierając się dłonią o parapet.
- Tak. - powiedział chłopak. Wstał z łóżka, ale zakręciło mu się w głowie. Starszy chłopak szybko złapał go w biodrach i posadził na łóżku.
- Nigdy nie wstaje się gwałtownie. - powiedział z uśmiechem. Nao trzymał się za głowę.
- P...przepraszam. - powiedział chłopak zmieszany. Odwrócił twarz. Zachował się trochę głupio.
- Kochanie, może miałbyś ochotę przejść się ze mną? - zapytał z delikatnym uśmiechem. Nao spojrzał na niego dosyć podejrzliwie. Żaden z chłopców tego sierocińca nie był dla niego nigdy miły, a mieszka tu prawie całe życie.
- Po co chcesz gdzieś ze mną pójść...?
- Jesteśmy jak bracia, wiesz? - uśmiechnął się i dotknął jego policzka. - Wychowaliśmy się w jednym domu. Nao zamyślił się na chwilę, patrząc w jego oczy.
- Ale... Myślę że niedługo zrobi się ciemno.
- Nie martw się, wrócimy przed świtem.
- Świtem..? Ale.. - Nie zdążył dokończyć bo chłopak wziął go za rękę i pociągnął w stronę drzwi. Nao zdążył tylko złapać kurtkę. Na szczęście miał na sobie trochę cieplejsze buty. Obawiał się jednak, że mogą nie być przemakalne.
Szli bez słowa po ośnieżonym chodniku. Chłopak cały czas ściskał mocno jego kruchą dłoń. Nao był lekko zdziwiony jego zachowaniem. Nie sądził nigdy, że jakiś chłopak zaproponuje mu taki spacer. Po chwili weszli do lasu, do którego raczej rzadko kto zaglądał. Był małą dżunglą. Tak łatwo było się w nim zgubić. Chodziły też pogłoski że ludzie którzy się tam gubili, nie wracali. Chłopak jednak nie przejmował się tym i zaciągnął do niego Naokiego. Szedł bardzo szybko. Prawie ciągnąc biednego Naokiego który nie nadążał po ziemi.
- A... jak tak w ogóle się nazywasz? - zapytał cicho, patrząc na chłodny wyraz jego twarzy.
- Akiharu Namida, ale mów mi Aki. A ty? - spojrzał na chłopca mrożącym krew w żyłach spojrzeniem, jednak z lekkim uśmiechem.
-Naoki... I tak naprawdę nie znam swojego nazwiska. Jeżeli chcesz, możesz mi mówić Nao. - powiedział i spuścił słodko oczka na puch śniegu po jakim szli.
- A nie chcesz znać swojego nazwiska?
- Nie chcę wracać do przyszłości... Może kiedyś będę miał po mężu... - zasłonił sobie usta dłonią i szeroko otworzył oczy, gdy zrozumiał co właśnie wypaplał.
- Coś ty powiedział? - Aki stanął nagle, trzymając chłopaka mocno za nadgarstek.
- Nie.. Nic.. - powiedział cicho, zawstydzony.
- Słyszałem. - zaśmiał się. - Jesteś gejem, tak?
- Ja... -wyjąkał. - Ja nie... - odwrócił speszony wzrok. Jakby powiedział komuś z sierocińca, dokuczaliby mu jeszcze bardziej niż normalnie.
- Nie wyśmiewam cię przecież. Czemu zaprzeczasz?
- Przepraszam... -szepnął, nie wiedząc co ma powiedzieć.
- Spokojnie. - Uśmiechnął się z powrotem i nie ściskał jego dłoni aż tak mocno. - To normalna sprawa.
- Na prawdę tak uwarzysz? - zapytał lekko zdziwiony.
- Oczywiście. A teraz rusz się trochę. - klepnął go delikatnie w pośladki. Nao zarumienił się delikatnie i od razu uciekł do przodu.
- O..okej.. - szepnął chłopiec.
Po dłuższej chwili Nao zobaczył zamarznięte jezioro i niewielki dom przy nim. Był położony w środku lasu. Z komina wydobywał się dym.
- Ach. Już są. - zaśmiał się cicho Akiharu. Nao spojrzał na niego pytająco.
- Kto? - zapytał po chwili.
- Zobaczysz. - powiedział z lekko zastraszającym uśmiechem. Nao nie zadawał już więcej pytań. Posłusznie podszedł za starszym chłopakiem pod drzwi.
No to już kończę na razie. Długo mi zajęło pisanie, bo nie miałem troszkę weny. Ojoj. Buziaczki! ♥ ~ Marcelinka.
TUTUTUTUUTU To znowu Wasz szalony Haruś! Dzisiaj byłem na wycieczce szkolnej ;___; nogi mi odpadają nooo ;C Smutam bo jutro do szkoły ;__; ale ale opowiadanie mam nadzieję się podoba c: Kosiamyyy XD ~ Robak Oliś. ♥
niedziela, 6 października 2013
Nie potrafię cię kochać inaczej. ~ Rozdział III
Nico nie spał całą noc, dopiero nad ranem padł jak kawka. Yu obudził się późno.. Widząc że jego braciszek jeszcze śpi, zszedł z łóżeczka i pobiegł po swoje ubrania. Na dole był w końcu jego tata, którego tak dawno nie widział. Starszego chłopaka obudził dopiero zapach obiadu. Otworzył oczy i rozejrzał się. Yu nie było w łóżku. Wstał i rozciągnął się. Zdjął koszulkę i nie zastanawiając się nad niczym zszedł na dół. Gdy stał już na ostatnim schodki, zastał Yu siedzącego na kolanach taty, który układał sztućce na stole. Wzdrygnął się na ten widok. Jego braciszek wciąż był jeszcze małym chłopczykiem. Przypomniał sobie gdy on to robił. Nie był zazdrosny. Wręcz przeciwnie. Miał jednak wyrzuty do . Yu zauważył braciszka i zeskoczył z kolan taty, od razu się do niego tuląc.
- No cześć. - Zaśmiał się i kucnął, składając delikatny pocałunek na policzku brata. Podniósł twarz i ujrzał swojego ojca. Zawsze miał poważny i nie zbyt przyjemny wyraz twarzy. Był to wyższy o głowę od Nicolasa, potężny mężczyzna, o kasztanowych włosach tak jak jego syn. Yu za to odziedziczył urodę po swojej mamie. Kiedyś pan Gensai był inny. Miły, wesoły. Gdy Nicolas był mały woził go na grzbiecie po domu. Jego mama stała z małym Yu na rękach i śmiała się z nich. Udawała oburzoną, jednak nie mogła patrzeć tak na nich i nie uśmiechać się. Teraz już nikt by się nie uśmiechał. Kiedy ich mama zginęła pod samochodem, coś umarło w tym mężczyźnie. Stał się kimś zupełnie innym. Pozbawionym uczuć, współczucia. Zostawił swoich synów samych i pochłonął się w swojej pracy, by zapomnieć o zmartwieniach. Od tamtego momentu to Nicolas sam opiekuje się swoim bratem i domem.
- Cześć tato. - powiedział sucho chłopak i wstał z kolan.
- Witaj synu. - powiedział mężczyzna chłodno i poprawił krawat. Oczywiście miał na sobie garnitur. Nicolas poczuł się niezręcznie. Chciał być poważny i chłodny dla Ojca... Ale miał zbyt dużo wspomnień w głowie. Usiadł przy stole i spojrzał na mężczyznę.
- Co na obiad?
- Nie wiem. - odpowiedział beznamiętnie.
- Jak to nie wiesz? - brew chłopaka zaczęła drgać. - Przecież zastawiłeś stół do obiadu.
- Właśnie. Więc ugotuj coś smacznego, bo padam z głodu. - Powiedział chłodno. Nicolas zacisnął ręce na obrusie. Miał ochotę rzucić w niego talerzem który stał przed nim. Jednak powstrzymał się. Poszedł wolno do kuchni.
- Stój. - powiedział ojciec. Nicolas stanął i odwrócił się w jego stronę. - Nie skończyłem. - mężczyzna spojrzał na niego przenikliwym wzrokiem. Nicolas bał się, że zaraz ojciec może się zdenerwować. A nie było to zbyt miłe. Najczęściej kończyło się stłuczonymi talerzami i kubkami walającymi się po podłodze i płaczącym Yu za kanapą. Nie mógł pozwolić na to by się zbyt unieść. Yu wczoraj przeżył już koszmar. Był już wystarczająco przestraszony.
- Słucham. - Powiedział spokojnie Nicolas, i spojrzał na Yu, patrzącego na niego pytająco.
- Co się stało, że Yu teraz boli głowa i czuje się taki ospały, mimo iż nie chce spać? - zapytał ostro. Nico nie dał po sobie poznać, ale był przerażony. Nagle zrobiło mu się bardzo gorąco. Czyżby Yu miał kaca? Jeżeli ojciec by się dowiedział, dni chłopaka byłyby policzone.
- O czym ty mówisz...? - zapytał cicho. W ostatniej chwili zanim mężczyzna zdążył odpowiedzieć, spojrzał na Yu. - Skarbie, idź proszę do siebie na chwilę. Yu spojrzał najpierw na brata, potem na ojca i poszedł posłusznie na górę. Nie chciał się plątać w ich kłótnie i faktycznie źle się czuł.
- Co wczoraj wyrabialiście że Yukio jest w takim stanie? - warknął wręcz, wstając z krzesła.
- Nic takiego. Może jest chory. - skłamał. Co miał zrobić innego? Dać się zamordować?
- Nie potrafię ci uwierzyć. Jesteś nieodpowiedzialny. - wysyczał zdenerwowany facet.
- Nie zawsze to że Yu źle się czuje jest moją winą, wiesz?! Oczywiście to ja zawsze wszystko robię źle prawda!? - Nicolas już nie potrafił wytrzymać. - Mama zginęła i od tej pory uciekasz sobie do tej swojej robótki i zostawiasz mnie z nim samego! Myślisz że mi jest łatwo?! Robię wszystko by go zadowolić, a ty nie potrafisz niczego docenić! Codziennie staram się jak mogę, bo nie być wciąż na ostatnim miejscu i nie być odtrącany! - Nicolas przerwał na chwilę. Był bardzo zdziwiony, bo poczuł łzy na swoich policzkach. Nigdy nie miał w zwyczaju płakać. Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale widząc to, Nicolas mu przerwał. - Nie! Nie skończyłem! Czy wiesz że codziennie rysuję?! Czy wiesz że chciałbym iść na studia artystyczne?! Nie, bo skąd miałbyś to wiedzieć?! Codziennie rysuje nowe prace i wciąż są piękniejsze i cieszę się z tego, mimo iż robię to tylko po to by cię w końcu zadowolić! - nagle uderzenie przerwało jego słowotok. Poczuł piekący ból na policzku. Spojrzał na mężczyznę. Był wściekły. Nicolas rzucił mu ostatnie, które zmroziło by najcieplejsze serce i wbiegł na górę. Mężczyzna przeklął pod nosem i wyszedł z salonu do swojej pracowni, trzaskając drzwiami. Nicolas usiadł na podłodze z butelką alkoholu w pokoju w którym mieszkała kiedyś jego matka. Wszystko od tamtego moment się nie zmieniło. Pokój był nawet sprzątany. Tak jakby ktoś tu jeszcze mieszkał. Ojciec gdy przyjeżdżał z pracy tylko w nim sypiał. Nicolas będąc tam czuł obecność mamy. Wyobrażał sobie jak do niego podchodzi i mówi mu "Nie przejmuj się kochanie. Wszystko będzie dobrze. Na pewno." Po czym uśmiecha się delikatnie. Wyglądała wtedy jak anioł. Chłopak wstał z ziemi i otarł łzy. Odwrócił się ostatni raz w kierunku pokoju zanim wyszedł i szepnął "dziękuję..."
Yu położył się do łóżka i leżał tam cicho, starając się usłyszeć choć część rozmowy. Jednak nic nie zrozumiał. Kiedy usłyszał trzaśnięcie drzwi aż podskoczył. Usłyszał jak jego brat wbiega na górę. Jednak nie wszedł do jego pokoju. Yu zaciekawiony wyjrzał zza uchylonych drzwi. Zobaczył tylko uchylone drzwi do pokoju swojej mamy. Nie chciał tam wchodzić i im przeszkadzać...
Nicolas wszedł do ich pokoju Yu i zastał chłopca siedzącego na podłodze i bawiącego się swoją przytulanką.
- Połóż się lepiej. - powiedział starszy chłopak i wziął chłopca za rękę, prowadząc do łóżka.
- Dobrze... - powiedział Yu i poszedł za bratem. Czuł jego złość, więc nie chciał go denerwować jeszcze bardziej. Położył się pod kołdrą i przytulił do siebie misia. Nicolas ukucnął przy łóżku i patrzył na niego chwile. Gdy miał odejść, jego brat złapał go za rękę.
- Nico... - szepnął. Nicolas odwrócił się do niego i spojrzał na niego pytająco.
- Przepraszam że przeze mnie musisz się gniewać z tatą... - powiedział smutno. Nico uśmiechnął się lekko.
- Nie martw się Yu. Wszystko jest w porządku. - szepnął mu do uszka, gładząc jego policzek dłonią. Yu przymrużył delikatnie oczy. Nicolas widząc to uśmiechnął się szeroko i zagryzł delikatnie jego uszko. Yu mruknął cicho. Starszy chłopak wszedł na łóżko i zawisł nad bratem. Po chwili zaczął delikatnie całować jego usta. Robił to czule i delikatnie, jednak z nutką namiętności. Gładził ciepłą dłonią brzuch malca. Yu rumienił się i oddawał dosyć niezdarnie pocałunki. Czuł się przy bracie bezpiecznie jak księżniczka przy swoim księciu. Nicolas uśmiechnął się do swoich myśli. Aż usłyszał skrzypnięcie drzwi...
Ahaha! Jestem okropny w takim momencie kończyć, ale muszę was trochę potrzymać w napięciu. Nie bijcie. Pozdrawiam robaki. Mam nadzieję, że nie za krótko. Ale miałem mało czasu. Przepraszam, następna będzie dłuższa. ~Marcelina. ♥
Jejkuu! Nie wierzę że już skończyliśmy 3 rozdział! (dobra Większa zasługa Marcelinki!) Ale i tak i tak! Masaaaakraaa! Nie mogę, nie mog. Dobra nie ważne. Cieszę się ze dotrwaliście do końca tego rozdziału <3 i hmmm mam nadzieję że będziecie dalej śledzić losy Nica i Yu <3 kocham was! Papa ~ Oliś.
- No cześć. - Zaśmiał się i kucnął, składając delikatny pocałunek na policzku brata. Podniósł twarz i ujrzał swojego ojca. Zawsze miał poważny i nie zbyt przyjemny wyraz twarzy. Był to wyższy o głowę od Nicolasa, potężny mężczyzna, o kasztanowych włosach tak jak jego syn. Yu za to odziedziczył urodę po swojej mamie. Kiedyś pan Gensai był inny. Miły, wesoły. Gdy Nicolas był mały woził go na grzbiecie po domu. Jego mama stała z małym Yu na rękach i śmiała się z nich. Udawała oburzoną, jednak nie mogła patrzeć tak na nich i nie uśmiechać się. Teraz już nikt by się nie uśmiechał. Kiedy ich mama zginęła pod samochodem, coś umarło w tym mężczyźnie. Stał się kimś zupełnie innym. Pozbawionym uczuć, współczucia. Zostawił swoich synów samych i pochłonął się w swojej pracy, by zapomnieć o zmartwieniach. Od tamtego momentu to Nicolas sam opiekuje się swoim bratem i domem.
- Cześć tato. - powiedział sucho chłopak i wstał z kolan.
- Witaj synu. - powiedział mężczyzna chłodno i poprawił krawat. Oczywiście miał na sobie garnitur. Nicolas poczuł się niezręcznie. Chciał być poważny i chłodny dla Ojca... Ale miał zbyt dużo wspomnień w głowie. Usiadł przy stole i spojrzał na mężczyznę.
- Co na obiad?
- Nie wiem. - odpowiedział beznamiętnie.
- Jak to nie wiesz? - brew chłopaka zaczęła drgać. - Przecież zastawiłeś stół do obiadu.
- Właśnie. Więc ugotuj coś smacznego, bo padam z głodu. - Powiedział chłodno. Nicolas zacisnął ręce na obrusie. Miał ochotę rzucić w niego talerzem który stał przed nim. Jednak powstrzymał się. Poszedł wolno do kuchni.
- Stój. - powiedział ojciec. Nicolas stanął i odwrócił się w jego stronę. - Nie skończyłem. - mężczyzna spojrzał na niego przenikliwym wzrokiem. Nicolas bał się, że zaraz ojciec może się zdenerwować. A nie było to zbyt miłe. Najczęściej kończyło się stłuczonymi talerzami i kubkami walającymi się po podłodze i płaczącym Yu za kanapą. Nie mógł pozwolić na to by się zbyt unieść. Yu wczoraj przeżył już koszmar. Był już wystarczająco przestraszony.
- Słucham. - Powiedział spokojnie Nicolas, i spojrzał na Yu, patrzącego na niego pytająco.
- Co się stało, że Yu teraz boli głowa i czuje się taki ospały, mimo iż nie chce spać? - zapytał ostro. Nico nie dał po sobie poznać, ale był przerażony. Nagle zrobiło mu się bardzo gorąco. Czyżby Yu miał kaca? Jeżeli ojciec by się dowiedział, dni chłopaka byłyby policzone.
- O czym ty mówisz...? - zapytał cicho. W ostatniej chwili zanim mężczyzna zdążył odpowiedzieć, spojrzał na Yu. - Skarbie, idź proszę do siebie na chwilę. Yu spojrzał najpierw na brata, potem na ojca i poszedł posłusznie na górę. Nie chciał się plątać w ich kłótnie i faktycznie źle się czuł.
- Co wczoraj wyrabialiście że Yukio jest w takim stanie? - warknął wręcz, wstając z krzesła.
- Nic takiego. Może jest chory. - skłamał. Co miał zrobić innego? Dać się zamordować?
- Nie potrafię ci uwierzyć. Jesteś nieodpowiedzialny. - wysyczał zdenerwowany facet.
- Nie zawsze to że Yu źle się czuje jest moją winą, wiesz?! Oczywiście to ja zawsze wszystko robię źle prawda!? - Nicolas już nie potrafił wytrzymać. - Mama zginęła i od tej pory uciekasz sobie do tej swojej robótki i zostawiasz mnie z nim samego! Myślisz że mi jest łatwo?! Robię wszystko by go zadowolić, a ty nie potrafisz niczego docenić! Codziennie staram się jak mogę, bo nie być wciąż na ostatnim miejscu i nie być odtrącany! - Nicolas przerwał na chwilę. Był bardzo zdziwiony, bo poczuł łzy na swoich policzkach. Nigdy nie miał w zwyczaju płakać. Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale widząc to, Nicolas mu przerwał. - Nie! Nie skończyłem! Czy wiesz że codziennie rysuję?! Czy wiesz że chciałbym iść na studia artystyczne?! Nie, bo skąd miałbyś to wiedzieć?! Codziennie rysuje nowe prace i wciąż są piękniejsze i cieszę się z tego, mimo iż robię to tylko po to by cię w końcu zadowolić! - nagle uderzenie przerwało jego słowotok. Poczuł piekący ból na policzku. Spojrzał na mężczyznę. Był wściekły. Nicolas rzucił mu ostatnie, które zmroziło by najcieplejsze serce i wbiegł na górę. Mężczyzna przeklął pod nosem i wyszedł z salonu do swojej pracowni, trzaskając drzwiami. Nicolas usiadł na podłodze z butelką alkoholu w pokoju w którym mieszkała kiedyś jego matka. Wszystko od tamtego moment się nie zmieniło. Pokój był nawet sprzątany. Tak jakby ktoś tu jeszcze mieszkał. Ojciec gdy przyjeżdżał z pracy tylko w nim sypiał. Nicolas będąc tam czuł obecność mamy. Wyobrażał sobie jak do niego podchodzi i mówi mu "Nie przejmuj się kochanie. Wszystko będzie dobrze. Na pewno." Po czym uśmiecha się delikatnie. Wyglądała wtedy jak anioł. Chłopak wstał z ziemi i otarł łzy. Odwrócił się ostatni raz w kierunku pokoju zanim wyszedł i szepnął "dziękuję..."
Yu położył się do łóżka i leżał tam cicho, starając się usłyszeć choć część rozmowy. Jednak nic nie zrozumiał. Kiedy usłyszał trzaśnięcie drzwi aż podskoczył. Usłyszał jak jego brat wbiega na górę. Jednak nie wszedł do jego pokoju. Yu zaciekawiony wyjrzał zza uchylonych drzwi. Zobaczył tylko uchylone drzwi do pokoju swojej mamy. Nie chciał tam wchodzić i im przeszkadzać...
Nicolas wszedł do ich pokoju Yu i zastał chłopca siedzącego na podłodze i bawiącego się swoją przytulanką.
- Połóż się lepiej. - powiedział starszy chłopak i wziął chłopca za rękę, prowadząc do łóżka.
- Dobrze... - powiedział Yu i poszedł za bratem. Czuł jego złość, więc nie chciał go denerwować jeszcze bardziej. Położył się pod kołdrą i przytulił do siebie misia. Nicolas ukucnął przy łóżku i patrzył na niego chwile. Gdy miał odejść, jego brat złapał go za rękę.
- Nico... - szepnął. Nicolas odwrócił się do niego i spojrzał na niego pytająco.
- Przepraszam że przeze mnie musisz się gniewać z tatą... - powiedział smutno. Nico uśmiechnął się lekko.
- Nie martw się Yu. Wszystko jest w porządku. - szepnął mu do uszka, gładząc jego policzek dłonią. Yu przymrużył delikatnie oczy. Nicolas widząc to uśmiechnął się szeroko i zagryzł delikatnie jego uszko. Yu mruknął cicho. Starszy chłopak wszedł na łóżko i zawisł nad bratem. Po chwili zaczął delikatnie całować jego usta. Robił to czule i delikatnie, jednak z nutką namiętności. Gładził ciepłą dłonią brzuch malca. Yu rumienił się i oddawał dosyć niezdarnie pocałunki. Czuł się przy bracie bezpiecznie jak księżniczka przy swoim księciu. Nicolas uśmiechnął się do swoich myśli. Aż usłyszał skrzypnięcie drzwi...
Ahaha! Jestem okropny w takim momencie kończyć, ale muszę was trochę potrzymać w napięciu. Nie bijcie. Pozdrawiam robaki. Mam nadzieję, że nie za krótko. Ale miałem mało czasu. Przepraszam, następna będzie dłuższa. ~Marcelina. ♥
Jejkuu! Nie wierzę że już skończyliśmy 3 rozdział! (dobra Większa zasługa Marcelinki!) Ale i tak i tak! Masaaaakraaa! Nie mogę, nie mog. Dobra nie ważne. Cieszę się ze dotrwaliście do końca tego rozdziału <3 i hmmm mam nadzieję że będziecie dalej śledzić losy Nica i Yu <3 kocham was! Papa ~ Oliś.
piątek, 4 października 2013
Nie potrafię cię kochać inaczej. ~ Rozdział II
Witam wszystkich! To już następny rozdział. Tak potwornie boli mnie głowa. Ale czuję mentalną potrzebę wstawienia go akurat dzisiaj. To dzisiaj, było wczoraj T.T Ale dzisiaj na pewno go wstawię! ~ Marcelinka.
Nico dostał telefon od przyjaciela, że robi imprezę. Oczywiście nie mógł jej opuścić. Nie wiedział jednak co zrobić z małym. Postanowił że weźmie go ze sobą. Raczej nikt nie powinien mieć nic przeciwko. Yu bardzo ucieszył się na tą wieść. Zaczął szybko przeglądać swoja szafę w poszukiwaniu najlepszych ubrań. Zajęło mu to trochę czasu, ale w końcu założył swój ukochany sweter w zielono, szaro, granatowe paski i krótkie czarne spodenki. Pobiegł potem do brata, by zapytać jak wygląda. Przybierał różne pozy uśmiechając się i pytał czy wszystko mu na pewno pasuje. Starszy uśmiechnął się szeroko na ten widok. Nie dość że się rozczulił, to do tego uważał swojego brata za atrakcyjnego. Zaś on ubrał czarne wyimaginowane rurki i szarą bluzkę z logo ulubionego zespołu. Czyli ubrał się zupełnie przeciętnie. No cóż, dla niego to już nie wiadomo która impreza. Yu przeżywa to pierwszy raz. Gdy ubrał już ciepłą kurtkę, zimową czapkę i rękawiczki, mimo iż się na początku stawiał, byli gotowi do wyjścia. Yu złapał brata za rękę i w podskokach wyskoczył z domu. Nico jednak zatrzymał się nagle, szarpiąc też niechcący bratem, który staną i spojrzał na niego zdezorientowany.
- Czekaj, czekaj młody człowieku. - powiedział, zakładając ręce na piersi. - Najpierw wymień mi trzy zasady, jakie ustaliliśmy.
Yu przewrócił oczami.
- Muszę? - westchnął z pretensją.
- Oczywiście, inaczej nigdzie nie idziemy.
- Nie będę się oddalał.. - zaczął. - Nie będę pił alkoholu, ani brał od innych narkotyków ani papierosów.. - zaczął wymieniać na małych paluszkach.- I..?
- I nie będę rozmawiał z obcymi. - Dokończył szybko.
- Chyba że pod moim nadzorem. - Starszy uśmiechnął się. - Dobrze, czyli możemy już jechać. - Yu uśmiechnął się słodko i wsiadł do samochodu. Jednak w ostatnim momencie szybko z niego wyskoczył. - Zapomniałem czegoś! - krzyknął. Nico spojrzał na niego zdziwiony. - Czego kochanie? Przecież już wszystko mamy. - Nico pobiegł za nim i otworzył mu drzwi do domu.- Zaczekaj tu chwilkę.. - Yu skoczył na paluszkach do jego policzka i cmoknął go szybko i wszedł do domu, po czym pobiegł na górę. Starszy chłopak z westchnięciem wyciągnął swoja komórkę.- Pospiesz się! Już jesteśmy prawie spóźnieni! - Mówiąc to napisał SMSa do swojego przyjaciela ze będą trochę później. Yu po chwili zszedł na dół, trzymając ogromnego, białego misia w dłoniach. Nico spojrzał na niego z ukosa.- Yu?
- Mogę go wziąć..? - zapytał z nadzieją. - Nie mogę zostawić najlepszego przyjaciela samego w domu.. To będzie nasza pierwsza impreza. - Nico spojrzał na brata ze zmartwieniem, ale po chwili uśmiechnął się pod nosek.
- No dobrze. - zgodził się. Chłopiec uśmiechnął się uroczo i zaczął przepychać misia przez drzwi. Wyglądał tak uroczo. Nico schylił się i cmoknął go w czoło, śmiejąc się cicho.
- Kawaii.- szepnął. Pomógł mu wypchnąć misia i zamknął za nim drzwi. Potem pociągnął swojego braciszka do samochodu. Chłopiec trzymał misia chorą rączką i w pewnym momencie go upuścił.
- Nicooo! - krzyknął rozpaczliwie. Nicolas szybko podniósł misia z ziemi i otrzepał go. Teraz on go niósł, drugą ręką trzymając dłoń chłopca. W końcu doszli do samochodu.
- Chcesz siedzieć z przodu czy z tyłu? - zapytał starszy chłopak.- Chcę obok ciebie. - powiedział, spoglądając na misia z uśmiechem. - Przepraszam że przeze mnie się spóźnimy...- Nic się nie stało. - Powiedział i posadził chłopca na miejscu pasażera z przodu i zapiął go pasami. Następnie podał mu misia, cmokając go lekko w czoło. Zamknął drzwi i sam usiadł na miejscu kierowcy.
- Yu, skarbie. Nie śpij. - szepnął Nicolas, delikatnie szturchając słodko śpiącego brata. - Jesteśmy. - Chłopiec otworzył powoli oczy i rozejrzał się, potem wycierając je piąstkami.
- Już? - zapytał lekko ospałym głosem.
- Owszem. - Uśmiechnął się słodko. Wyszedł z samochodu i otworzył mu drzwi. - Zanieść księżniczkę?
- Nie. Dam radę sam iść. - uśmiechnął się i wstał powoli, biorąc misia. Nicolas wyciągnął z bagażnika dwie butelki wina i wziął chłopca za rękę. Podeszli razem pod drzwi. Yu rozglądał się dookoła. Było nam mnóstwo samochodów i motorów. Do tego słychać było głośną muzykę.
- Idź i zadzwoń do drzwi. - Powiedział starszy brat i popchnął lekko Yu w stronę drzwi, by go zachęcić. Chłopieć nacisnął dzwonek do drzwi. Po paru minutach pojawił się w nich rudowłosy chłopak w zabawnych zielonych szelkach i trzymający wielką watę cukrową na patyku.
- Nicoś! Już myślałem że nie przyjdziesz. -uśmiechnął się i od razu objął przyjaciela. Spojrzał na chłopca, trzymającego wielkiego misia z nie małym zdziwieniem. - Wziąłeś Yu? - zapytał, spoglądając z powrotem na Nicolasa..
- Tak. Nie miałem go z kim zostawić. Mam nadzieję, że to żaden kłopot?
- Nie, jasne że nie. A teraz chodź już! Wiesz ile osób już na ciebie czeka? - Nico uśmiechnął się i chwycił brata za rękę, po czym poszedł za przyjacielem. Yu był za to zafascynowany otoczeniem. Było tam dużo kolorowych świateł, głośna, ale nie zagłuszająca muzyka i bardzo dużo ludzi. Bardzo mu się spodobało. Po chwili pociągnął swojego brata za rękaw.
- Nicoś..- Słucham skarbie? - zapytał, szukając kogoś w tłumie.- Mogę się troszkę rozejrzeć? - zapytał błagalnie, robiąc swoje słynne, ogromne oczka.-Nie, nie sądzę żebyś.. - zaczął, ale gdy zobaczył te oczka... No jak tu się im nie oprzeć? - No dobrze, ale nie oddalaj się i pamięt.. - Znowu nie dokończył, bo chłopiec uciekł mu ze śmiechem na ustach w tłum. Chciał pobiec za nim i go złapać, ale ktoś zakrył mu oczy od tyłu.
- Zgadnij kto to. - usłyszał cichy, dziewczęcy głos przy uchu.
- Haruka-chan!
Yu szedł szybkim krokiem po korytarzu pełnym ludzi, trzymając misia i parę chipsów w rączce. Nagle poczuł czyjąś silną dłoń na swoim ramieniu. Odwrócił się i zobaczył że zaczepił go jakiś wysoki, dość umięśniony brunet. Wyglądał na około 19-20 lat. Uśmiechał się.- Cześć maleńki. Co tutaj robisz o tej porze? Nie powinieneś być już w łóżku? - chłopak złapał yu za ramię. Yu bardzo się przestraszył.
- No co, jestem aż taki straszny? - zapytał chłopak z uśmiechem.
- Nico... Nie pozwolił mi rozmawiać z obcymi... - wyjąkał malec.
- Ale ja jestem najlepszym przyjacielem twojego braciszka, znamy się od piaskownicy. - powiedział chłopak z lekkim uśmiechem. Yu zainteresował się tym co usłyszał.
- Na... Na prawdę? - zapytał, patrząc chłopakowi w oczy.
- Oczywiście. - uśmiechnął się szerzej. - Powiedz, mi jak masz na imię? - ukląkł przed nim i pocałował go w dłoń, tak jak prawdziwy dżentelmen. Yu zarumienił się delikatnie.
- Yu... - szepnął nieśmiało. - A ty? - Starszy chłopak wstał.
- Daichi. Napijesz się czegoś? - zaproponował.
- Okej... A czego mógłbym się napić? - zapytał zaciekawiony.
- Czegoś pysznego. - Powiedział i poszedł do barku, który znajdował się przy kuchni, pokazując chłopcu gest dłonią, by poszedł za nim. Chłopiec wziął misia w obie dłonie i poszedł za nowo poznanym starszym chłopcem. Daichi po chwili nalał chłopcu kolorowego drinka w małym kieliszku i podał mu. Wziął jeszcze wódkę i trochę innych alkoholi.
- Idziemy?
- O... okej... - Yu trzymał kieliszek w dłoni i przyglądał się mu. - I... dokąd idziemy?- zapytał idąc za nim po schodach, rozglądając się, w drugiej dłoni wciąż trzymając swojego misia, którego tarzał za sobą po ziemi.
- Tam gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał. - Powiedział, w pewnym momencie przepuszczając chłopca tak, że szedł za nim. Doszli do jednej z sypialni. Yu wszedł powoli do pokoju. Była to duża sypialnia, w odcieniach szarości z wielkim łóżkiem na środku.
- Usiądź sobie. - powiedział, patrząc na chłopca, który spoglądał na niego pytająco. Daichi zgasił światła i zapalił dwie małe lampki nocne po obu stronach łóżka. Yu usiadł na łóżku i przytulił do siebie misia. Po chwili Daichi do niego dołączył. Usiadł blisko niego i położył rękę z tyłu, za jego plecami. - Napij się. - wskazał na drinka. Chłopiec upił nieśmiało łyk kolorowego napoju. Starszy chłopak za to pociągnął od razu cały kieliszek.
- Pij maleńki... Do dna. - szepnął. Mały Yukio zrobił to co kazał mu Daichi. Wstrząsnęło nim lekko i przymrużył oczy. Starszy chłopak uśmiechnął się pod nosem. Przejechał ręką po jego udzie. Chłopiec spojrzał na to lekko przestraszony.
- Spokojnie... - szepnął mu do ucha i nalał mu wina do szklanki. - Daichi.. Gdzie jest mój brat..? - zapytał, trochę rozpaczliwie, tuląc do siebie mocno misia.
- Nie martw się. Po prostu zagadał się ze znajomymi. - powiedział, głaszcząc go uspokajająco po głowie. - Pij maluszku. - podał mu szklankę z wódką. Chłopak uspokoił się trochę. Spojrzał na zawartość swojej szklanki i napił się niepewnie parę łyków.. Od razu zaczęło mu się trochę kręcić w głowie. Starszy chłopak uśmiechnął się i nalał chłopcu do już pustej szklanki po winie, wódkę.
Po 30-u minutach, chłopiec kiwał się na wszystkie strony z przymrużonymi oczami. Daichi uśmiechał się złowrogo i głaskał chłopca po plecach. W pewnym momencie oczy Yu zamknęły się. Był zmęczony i śpiący. Do tego alkohole które dostał tak na niego działały. Starszy skorzystał z okazji i przewrócił chłopca na łóżka. Położył dłoń na jego brzuszku. Yu spojrzał na niego przestraszony... Nie potrafił zrozumieć co się dzieje. Cały czas myślał o swoim braciszku. Kiedy przyjdzie i mu pomoże. Zawiezie go do domu i położy do łóżeczka spać? Daichi zaczął całować namiętnie szyję chłopca i powoli go rozbierać. Yu zamarł.
- C... Co ty... - zaczął, ale Daichi zamknął mu usta pocałunkiem. Yu chciał się obronić, jednak alkohole które wypił sprawiły że czuł się pół przytomnie. Daichi zdjął jego bluzkę. Zrobił kilka malinek na jego szyj i obojczykach Całował je namiętnie, co jakiś czas uspakajając chłopca jakimiś namiętnymi i słodkimi słówkami. Yu jednak wiedział już, że to wszystko jest sztuczne. Po jego policzkach płynęły gorące łzy. Nagle do pokoju wparował Nicolas. Otworzył już usta, by coś powiedzieć, ale gdy ujrzał ten widok, zamarł.
Daichi szybko odskoczył od Yukio, który zakrył swoją nagą klatkę piersiową małymi rączkami, wypłakując imię brata.
- D... Daichi! - wrzasnął wściekły Nicolas, podchodząc do niego. - Co ty odpierdalasz?!
- Uspokój się przyjacielu. Zobacz jaki mały jest rozpalony. - wskazał na dziecko leżące na łóżku. - Przelecę go i obaj będziemy mieli to z głowy, tak?! - schylił się i zaczął rozpinać chłopcu spodnie. Yu krzyczał i odpychał jego ręce, jednak bez skutku. Nico Szarpnął Daichi'm
- Zostaw go kurwa! - Warknął wściekły -Obiecałeś mi ze go nie tkniesz! Przecież to mój brat! - Daichi wyszarpał się z jego ręki.
- To zwykła dziwka! - Na te słowa Nicolas nie wytrzymał. Przywalił chłopakowi z całej siły pięścią w twarz. Daichi upadł na ziemię. - Koniec naszej przyjaźni! - wrzasnął i podbiegł szybko do zapłakanego braciszka, tuląc go do siebie delikatnie.
- Nic ci nie jest? - zapytał troskliwie.
- Nie... - wypłakał chłopiec. Nicolas gładził go po włosach i powąchał go.
- Piłeś... - warknął, spoglądając na byłego przyjaciela wstającego z ziemi.
- Czego się na mnie gapisz? - zapytał Daichi rozdrażniony, masując miejsce uderzenia. Nicolas nie odpowiedział. Ubrał bratu bluzkę, zapiął mu rozpięty rozporek i wziął na ręce. Po drodze chwycił misia i wyszedł z pokoju.
- Nigdy więcej go nie słuchaj i nigdzie z nim nie chodź, dobrze? Jak kiedykolwiek cię zaczepi, to przyjdź do mnie. - Szepnął chłopcu do ucha i cmoknął je.
- Dobrze... - odszepnął chłopiec, tuląc się do szyj brata.
- Będziesz dzisiaj spał ze mną. - powiedział i otworzył drzwi samochodu. Posadził chłopca na przednim siedzeniu, a misia do tyłu.
- Ale ci uświnił misia... - szepnął jakby sam do siebie. Napisał przyjaciółce SMSa że jedzie już do domu, bo Yu się źle czuje. Musiał skłamać. Potem usiadł na miejscu kierowcy. W końcu wyjechali.
Yu oparł się zmęczony i smutny o szybę. Siedział w takiej pozycji całą drogę.
- Co się stało kochanie? - zapytał Nicolas zatroskany.
- Bo... złamałem wszystkie zasady... i jeszcze straciłeś przeze mnie przyjaciela. - Nicolas stanął na poboczu i przytulił do siebie chłopca.
- To nie była twoja wina. A tamten idiota nie zasługuje na moją przyjaźń, skoro robi takie rzeczy mojemu kochanemu braciszkowi. Nie martw się. - Yu otarł łzy i spojrzał bratu w oczu. Potem położył się na jego klatce piersiowej i zasnął po chwili. Był bardzo zmęczony. Czuł się tak bezpiecznie w jego ramionach.
- Kocham cię mały. - szepnął, ale chłopiec tego nie słyszał. Położył go na sobie, mimo tego że prowadził i zapiął ich pasem. Przez całą drogę uśmiechał się delikatnie i cmokał go delikatnie po włosach. Dużo myślał. Gdy dojechali do domu, samochód ojca przed nim stał. Nicolas przestraszył się. Zapomniał zupełnie że tata chłopców miał przyjechać na jedną niedzielę tych ferii. Wziął malca na ręce i wszedł cicho do domu. Strasznie się bał. Jeżeli ojciec dowiedziały się, że wziął Yu na imprezę, najpewniej by go zabił. Na szczęście światła były pogaszone i pan Gensai spokojnie spał. Nicolas westchnął z ulgą. Wszedł na górę, do ich wspólnego pokoju. Było to bardzo duże pomieszczenie, z dwoma łóżkami obok siebie, jednak zwykle spali razem. Raz na łóżku Yukio, a raz na łóżku Nicolasa. Przy łóżku chłopca był duży niebieski dywan na którym rozwalone były pluszami i zabawki. A na jego łóżku pościelonym żółtą pościelą z kaczuszką, znajdowało się parę większych misiów. Położył na nim chłopca i wyszedł z pokoju. Białego misia którego chłopiec wziął na imprezę wrzucił do prania i wyjął piżamę z szafy. Rozebrał malca i mu ją założył. Sam zdjął spodnie i skarpetki, po czym był gotowy do snu. Zgasił światło i zapalił lampkę nocną. Ułożył się przy bracie i przytulił go delikatnie do swojego ciepłego ciała. Zamknął oczy i starał się zasnąć, po dniu pełnym wrażeń.
- Dziękuję, że mnie uratowałeś.. Kocham cię.. - usłyszał cichutki głos i poczuł delikatny, nieśmiały pocałunek na swoim ustach. Otworzył oczy i spojrzał na małego Yu, ale on miał już zamknięte oczka i spał. Uśmiechnął się i cmoknął go w nosek.
- Ja ciebie też kochanie. Oj gdybyś ty wiedział, jak bardzo... - szepnął, wiedząc że chłopiec nic nie słyszy.
Moim zdaniem udał mi się ten rozdział. Dużo zmieniłem, mam nadzieję że Oliś się nie pogniewa. Nie mam teraz na bardzo z nim kontaktu, więc przy następnej notce na pewno zobaczycie jego komentarz. Proszę o śliczne komentarze. ♥ ~ Marcelinka.
I tutaj chciałbym/chciałabym zareklamować bloga mojego kumpla: http://przebudzenie-ze-snu.blogspot.com/ Uważam że jest warty uwagi.
Widzicie? Wasz Oliś siedzi w szkole na WFie i słucha muzyczki. Hahahaha. Wasz Haru jest głupi. Ale nie ważne. Mam nadzieję, że wpisik się spodoba ♥ Kocham ♥ ~ Haru.
Nico dostał telefon od przyjaciela, że robi imprezę. Oczywiście nie mógł jej opuścić. Nie wiedział jednak co zrobić z małym. Postanowił że weźmie go ze sobą. Raczej nikt nie powinien mieć nic przeciwko. Yu bardzo ucieszył się na tą wieść. Zaczął szybko przeglądać swoja szafę w poszukiwaniu najlepszych ubrań. Zajęło mu to trochę czasu, ale w końcu założył swój ukochany sweter w zielono, szaro, granatowe paski i krótkie czarne spodenki. Pobiegł potem do brata, by zapytać jak wygląda. Przybierał różne pozy uśmiechając się i pytał czy wszystko mu na pewno pasuje. Starszy uśmiechnął się szeroko na ten widok. Nie dość że się rozczulił, to do tego uważał swojego brata za atrakcyjnego. Zaś on ubrał czarne wyimaginowane rurki i szarą bluzkę z logo ulubionego zespołu. Czyli ubrał się zupełnie przeciętnie. No cóż, dla niego to już nie wiadomo która impreza. Yu przeżywa to pierwszy raz. Gdy ubrał już ciepłą kurtkę, zimową czapkę i rękawiczki, mimo iż się na początku stawiał, byli gotowi do wyjścia. Yu złapał brata za rękę i w podskokach wyskoczył z domu. Nico jednak zatrzymał się nagle, szarpiąc też niechcący bratem, który staną i spojrzał na niego zdezorientowany.
- Czekaj, czekaj młody człowieku. - powiedział, zakładając ręce na piersi. - Najpierw wymień mi trzy zasady, jakie ustaliliśmy.
Yu przewrócił oczami.
- Muszę? - westchnął z pretensją.
- Oczywiście, inaczej nigdzie nie idziemy.
- Nie będę się oddalał.. - zaczął. - Nie będę pił alkoholu, ani brał od innych narkotyków ani papierosów.. - zaczął wymieniać na małych paluszkach.- I..?
- I nie będę rozmawiał z obcymi. - Dokończył szybko.
- Chyba że pod moim nadzorem. - Starszy uśmiechnął się. - Dobrze, czyli możemy już jechać. - Yu uśmiechnął się słodko i wsiadł do samochodu. Jednak w ostatnim momencie szybko z niego wyskoczył. - Zapomniałem czegoś! - krzyknął. Nico spojrzał na niego zdziwiony. - Czego kochanie? Przecież już wszystko mamy. - Nico pobiegł za nim i otworzył mu drzwi do domu.- Zaczekaj tu chwilkę.. - Yu skoczył na paluszkach do jego policzka i cmoknął go szybko i wszedł do domu, po czym pobiegł na górę. Starszy chłopak z westchnięciem wyciągnął swoja komórkę.- Pospiesz się! Już jesteśmy prawie spóźnieni! - Mówiąc to napisał SMSa do swojego przyjaciela ze będą trochę później. Yu po chwili zszedł na dół, trzymając ogromnego, białego misia w dłoniach. Nico spojrzał na niego z ukosa.- Yu?
- Mogę go wziąć..? - zapytał z nadzieją. - Nie mogę zostawić najlepszego przyjaciela samego w domu.. To będzie nasza pierwsza impreza. - Nico spojrzał na brata ze zmartwieniem, ale po chwili uśmiechnął się pod nosek.
- No dobrze. - zgodził się. Chłopiec uśmiechnął się uroczo i zaczął przepychać misia przez drzwi. Wyglądał tak uroczo. Nico schylił się i cmoknął go w czoło, śmiejąc się cicho.
- Kawaii.- szepnął. Pomógł mu wypchnąć misia i zamknął za nim drzwi. Potem pociągnął swojego braciszka do samochodu. Chłopiec trzymał misia chorą rączką i w pewnym momencie go upuścił.
- Nicooo! - krzyknął rozpaczliwie. Nicolas szybko podniósł misia z ziemi i otrzepał go. Teraz on go niósł, drugą ręką trzymając dłoń chłopca. W końcu doszli do samochodu.
- Chcesz siedzieć z przodu czy z tyłu? - zapytał starszy chłopak.- Chcę obok ciebie. - powiedział, spoglądając na misia z uśmiechem. - Przepraszam że przeze mnie się spóźnimy...- Nic się nie stało. - Powiedział i posadził chłopca na miejscu pasażera z przodu i zapiął go pasami. Następnie podał mu misia, cmokając go lekko w czoło. Zamknął drzwi i sam usiadł na miejscu kierowcy.
- Yu, skarbie. Nie śpij. - szepnął Nicolas, delikatnie szturchając słodko śpiącego brata. - Jesteśmy. - Chłopiec otworzył powoli oczy i rozejrzał się, potem wycierając je piąstkami.
- Już? - zapytał lekko ospałym głosem.
- Owszem. - Uśmiechnął się słodko. Wyszedł z samochodu i otworzył mu drzwi. - Zanieść księżniczkę?
- Nie. Dam radę sam iść. - uśmiechnął się i wstał powoli, biorąc misia. Nicolas wyciągnął z bagażnika dwie butelki wina i wziął chłopca za rękę. Podeszli razem pod drzwi. Yu rozglądał się dookoła. Było nam mnóstwo samochodów i motorów. Do tego słychać było głośną muzykę.
- Idź i zadzwoń do drzwi. - Powiedział starszy brat i popchnął lekko Yu w stronę drzwi, by go zachęcić. Chłopieć nacisnął dzwonek do drzwi. Po paru minutach pojawił się w nich rudowłosy chłopak w zabawnych zielonych szelkach i trzymający wielką watę cukrową na patyku.
- Nicoś! Już myślałem że nie przyjdziesz. -uśmiechnął się i od razu objął przyjaciela. Spojrzał na chłopca, trzymającego wielkiego misia z nie małym zdziwieniem. - Wziąłeś Yu? - zapytał, spoglądając z powrotem na Nicolasa..
- Tak. Nie miałem go z kim zostawić. Mam nadzieję, że to żaden kłopot?
- Nie, jasne że nie. A teraz chodź już! Wiesz ile osób już na ciebie czeka? - Nico uśmiechnął się i chwycił brata za rękę, po czym poszedł za przyjacielem. Yu był za to zafascynowany otoczeniem. Było tam dużo kolorowych świateł, głośna, ale nie zagłuszająca muzyka i bardzo dużo ludzi. Bardzo mu się spodobało. Po chwili pociągnął swojego brata za rękaw.
- Nicoś..- Słucham skarbie? - zapytał, szukając kogoś w tłumie.- Mogę się troszkę rozejrzeć? - zapytał błagalnie, robiąc swoje słynne, ogromne oczka.-Nie, nie sądzę żebyś.. - zaczął, ale gdy zobaczył te oczka... No jak tu się im nie oprzeć? - No dobrze, ale nie oddalaj się i pamięt.. - Znowu nie dokończył, bo chłopiec uciekł mu ze śmiechem na ustach w tłum. Chciał pobiec za nim i go złapać, ale ktoś zakrył mu oczy od tyłu.
- Zgadnij kto to. - usłyszał cichy, dziewczęcy głos przy uchu.
- Haruka-chan!
Yu szedł szybkim krokiem po korytarzu pełnym ludzi, trzymając misia i parę chipsów w rączce. Nagle poczuł czyjąś silną dłoń na swoim ramieniu. Odwrócił się i zobaczył że zaczepił go jakiś wysoki, dość umięśniony brunet. Wyglądał na około 19-20 lat. Uśmiechał się.- Cześć maleńki. Co tutaj robisz o tej porze? Nie powinieneś być już w łóżku? - chłopak złapał yu za ramię. Yu bardzo się przestraszył.
- No co, jestem aż taki straszny? - zapytał chłopak z uśmiechem.
- Nico... Nie pozwolił mi rozmawiać z obcymi... - wyjąkał malec.
- Ale ja jestem najlepszym przyjacielem twojego braciszka, znamy się od piaskownicy. - powiedział chłopak z lekkim uśmiechem. Yu zainteresował się tym co usłyszał.
- Na... Na prawdę? - zapytał, patrząc chłopakowi w oczy.
- Oczywiście. - uśmiechnął się szerzej. - Powiedz, mi jak masz na imię? - ukląkł przed nim i pocałował go w dłoń, tak jak prawdziwy dżentelmen. Yu zarumienił się delikatnie.
- Yu... - szepnął nieśmiało. - A ty? - Starszy chłopak wstał.
- Daichi. Napijesz się czegoś? - zaproponował.
- Okej... A czego mógłbym się napić? - zapytał zaciekawiony.
- Czegoś pysznego. - Powiedział i poszedł do barku, który znajdował się przy kuchni, pokazując chłopcu gest dłonią, by poszedł za nim. Chłopiec wziął misia w obie dłonie i poszedł za nowo poznanym starszym chłopcem. Daichi po chwili nalał chłopcu kolorowego drinka w małym kieliszku i podał mu. Wziął jeszcze wódkę i trochę innych alkoholi.
- Idziemy?
- O... okej... - Yu trzymał kieliszek w dłoni i przyglądał się mu. - I... dokąd idziemy?- zapytał idąc za nim po schodach, rozglądając się, w drugiej dłoni wciąż trzymając swojego misia, którego tarzał za sobą po ziemi.
- Tam gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał. - Powiedział, w pewnym momencie przepuszczając chłopca tak, że szedł za nim. Doszli do jednej z sypialni. Yu wszedł powoli do pokoju. Była to duża sypialnia, w odcieniach szarości z wielkim łóżkiem na środku.
- Usiądź sobie. - powiedział, patrząc na chłopca, który spoglądał na niego pytająco. Daichi zgasił światła i zapalił dwie małe lampki nocne po obu stronach łóżka. Yu usiadł na łóżku i przytulił do siebie misia. Po chwili Daichi do niego dołączył. Usiadł blisko niego i położył rękę z tyłu, za jego plecami. - Napij się. - wskazał na drinka. Chłopiec upił nieśmiało łyk kolorowego napoju. Starszy chłopak za to pociągnął od razu cały kieliszek.
- Pij maleńki... Do dna. - szepnął. Mały Yukio zrobił to co kazał mu Daichi. Wstrząsnęło nim lekko i przymrużył oczy. Starszy chłopak uśmiechnął się pod nosem. Przejechał ręką po jego udzie. Chłopiec spojrzał na to lekko przestraszony.
- Spokojnie... - szepnął mu do ucha i nalał mu wina do szklanki. - Daichi.. Gdzie jest mój brat..? - zapytał, trochę rozpaczliwie, tuląc do siebie mocno misia.
- Nie martw się. Po prostu zagadał się ze znajomymi. - powiedział, głaszcząc go uspokajająco po głowie. - Pij maluszku. - podał mu szklankę z wódką. Chłopak uspokoił się trochę. Spojrzał na zawartość swojej szklanki i napił się niepewnie parę łyków.. Od razu zaczęło mu się trochę kręcić w głowie. Starszy chłopak uśmiechnął się i nalał chłopcu do już pustej szklanki po winie, wódkę.
Po 30-u minutach, chłopiec kiwał się na wszystkie strony z przymrużonymi oczami. Daichi uśmiechał się złowrogo i głaskał chłopca po plecach. W pewnym momencie oczy Yu zamknęły się. Był zmęczony i śpiący. Do tego alkohole które dostał tak na niego działały. Starszy skorzystał z okazji i przewrócił chłopca na łóżka. Położył dłoń na jego brzuszku. Yu spojrzał na niego przestraszony... Nie potrafił zrozumieć co się dzieje. Cały czas myślał o swoim braciszku. Kiedy przyjdzie i mu pomoże. Zawiezie go do domu i położy do łóżeczka spać? Daichi zaczął całować namiętnie szyję chłopca i powoli go rozbierać. Yu zamarł.
- C... Co ty... - zaczął, ale Daichi zamknął mu usta pocałunkiem. Yu chciał się obronić, jednak alkohole które wypił sprawiły że czuł się pół przytomnie. Daichi zdjął jego bluzkę. Zrobił kilka malinek na jego szyj i obojczykach Całował je namiętnie, co jakiś czas uspakajając chłopca jakimiś namiętnymi i słodkimi słówkami. Yu jednak wiedział już, że to wszystko jest sztuczne. Po jego policzkach płynęły gorące łzy. Nagle do pokoju wparował Nicolas. Otworzył już usta, by coś powiedzieć, ale gdy ujrzał ten widok, zamarł.
Daichi szybko odskoczył od Yukio, który zakrył swoją nagą klatkę piersiową małymi rączkami, wypłakując imię brata.
- D... Daichi! - wrzasnął wściekły Nicolas, podchodząc do niego. - Co ty odpierdalasz?!
- Uspokój się przyjacielu. Zobacz jaki mały jest rozpalony. - wskazał na dziecko leżące na łóżku. - Przelecę go i obaj będziemy mieli to z głowy, tak?! - schylił się i zaczął rozpinać chłopcu spodnie. Yu krzyczał i odpychał jego ręce, jednak bez skutku. Nico Szarpnął Daichi'm
- Zostaw go kurwa! - Warknął wściekły -Obiecałeś mi ze go nie tkniesz! Przecież to mój brat! - Daichi wyszarpał się z jego ręki.
- To zwykła dziwka! - Na te słowa Nicolas nie wytrzymał. Przywalił chłopakowi z całej siły pięścią w twarz. Daichi upadł na ziemię. - Koniec naszej przyjaźni! - wrzasnął i podbiegł szybko do zapłakanego braciszka, tuląc go do siebie delikatnie.
- Nic ci nie jest? - zapytał troskliwie.
- Nie... - wypłakał chłopiec. Nicolas gładził go po włosach i powąchał go.
- Piłeś... - warknął, spoglądając na byłego przyjaciela wstającego z ziemi.
- Czego się na mnie gapisz? - zapytał Daichi rozdrażniony, masując miejsce uderzenia. Nicolas nie odpowiedział. Ubrał bratu bluzkę, zapiął mu rozpięty rozporek i wziął na ręce. Po drodze chwycił misia i wyszedł z pokoju.
- Nigdy więcej go nie słuchaj i nigdzie z nim nie chodź, dobrze? Jak kiedykolwiek cię zaczepi, to przyjdź do mnie. - Szepnął chłopcu do ucha i cmoknął je.
- Dobrze... - odszepnął chłopiec, tuląc się do szyj brata.
- Będziesz dzisiaj spał ze mną. - powiedział i otworzył drzwi samochodu. Posadził chłopca na przednim siedzeniu, a misia do tyłu.
- Ale ci uświnił misia... - szepnął jakby sam do siebie. Napisał przyjaciółce SMSa że jedzie już do domu, bo Yu się źle czuje. Musiał skłamać. Potem usiadł na miejscu kierowcy. W końcu wyjechali.
Yu oparł się zmęczony i smutny o szybę. Siedział w takiej pozycji całą drogę.
- Co się stało kochanie? - zapytał Nicolas zatroskany.
- Bo... złamałem wszystkie zasady... i jeszcze straciłeś przeze mnie przyjaciela. - Nicolas stanął na poboczu i przytulił do siebie chłopca.
- To nie była twoja wina. A tamten idiota nie zasługuje na moją przyjaźń, skoro robi takie rzeczy mojemu kochanemu braciszkowi. Nie martw się. - Yu otarł łzy i spojrzał bratu w oczu. Potem położył się na jego klatce piersiowej i zasnął po chwili. Był bardzo zmęczony. Czuł się tak bezpiecznie w jego ramionach.
- Kocham cię mały. - szepnął, ale chłopiec tego nie słyszał. Położył go na sobie, mimo tego że prowadził i zapiął ich pasem. Przez całą drogę uśmiechał się delikatnie i cmokał go delikatnie po włosach. Dużo myślał. Gdy dojechali do domu, samochód ojca przed nim stał. Nicolas przestraszył się. Zapomniał zupełnie że tata chłopców miał przyjechać na jedną niedzielę tych ferii. Wziął malca na ręce i wszedł cicho do domu. Strasznie się bał. Jeżeli ojciec dowiedziały się, że wziął Yu na imprezę, najpewniej by go zabił. Na szczęście światła były pogaszone i pan Gensai spokojnie spał. Nicolas westchnął z ulgą. Wszedł na górę, do ich wspólnego pokoju. Było to bardzo duże pomieszczenie, z dwoma łóżkami obok siebie, jednak zwykle spali razem. Raz na łóżku Yukio, a raz na łóżku Nicolasa. Przy łóżku chłopca był duży niebieski dywan na którym rozwalone były pluszami i zabawki. A na jego łóżku pościelonym żółtą pościelą z kaczuszką, znajdowało się parę większych misiów. Położył na nim chłopca i wyszedł z pokoju. Białego misia którego chłopiec wziął na imprezę wrzucił do prania i wyjął piżamę z szafy. Rozebrał malca i mu ją założył. Sam zdjął spodnie i skarpetki, po czym był gotowy do snu. Zgasił światło i zapalił lampkę nocną. Ułożył się przy bracie i przytulił go delikatnie do swojego ciepłego ciała. Zamknął oczy i starał się zasnąć, po dniu pełnym wrażeń.
- Dziękuję, że mnie uratowałeś.. Kocham cię.. - usłyszał cichutki głos i poczuł delikatny, nieśmiały pocałunek na swoim ustach. Otworzył oczy i spojrzał na małego Yu, ale on miał już zamknięte oczka i spał. Uśmiechnął się i cmoknął go w nosek.
- Ja ciebie też kochanie. Oj gdybyś ty wiedział, jak bardzo... - szepnął, wiedząc że chłopiec nic nie słyszy.
Moim zdaniem udał mi się ten rozdział. Dużo zmieniłem, mam nadzieję że Oliś się nie pogniewa. Nie mam teraz na bardzo z nim kontaktu, więc przy następnej notce na pewno zobaczycie jego komentarz. Proszę o śliczne komentarze. ♥ ~ Marcelinka.
I tutaj chciałbym/chciałabym zareklamować bloga mojego kumpla: http://przebudzenie-ze-snu.blogspot.com/ Uważam że jest warty uwagi.
Widzicie? Wasz Oliś siedzi w szkole na WFie i słucha muzyczki. Hahahaha. Wasz Haru jest głupi. Ale nie ważne. Mam nadzieję, że wpisik się spodoba ♥ Kocham ♥ ~ Haru.
wtorek, 1 października 2013
Nie potrafię cię kochać inaczej. ~ Rozdział I
Nasze pierwsze opowiadanko, Joł! ~ Marcelina.
Mam nadzieje, że opowiadanie się podoba. Za wszelkie literówki bądź też błędy przepraszamy. Kyaaaaaaaaa za niedługo powinna pojawić się druga część <3 dobra dobra... Kochamy Nica i Yu prawdaaa? Dobra, dobra gupi jaaa ;_; kochu kochu! ~ Oliś.
Mam nadzieje, że opowiadanie się podoba. Za wszelkie literówki bądź też błędy przepraszamy. Kyaaaaaaaaa za niedługo powinna pojawić się druga część <3 dobra dobra... Kochamy Nica i Yu prawdaaa? Dobra, dobra gupi jaaa ;_; kochu kochu! ~ Oliś.
Czasami jest taka miłość, której nie da się powstrzymać. Jest ona po prostu. Nie mamy wpływu na to kogo kochamy, nawet jeżeli nie wiemy za co. A co jeżeli ta osoba jest kimś, kogo nigdy byśmy nie posądzili o to że może być naszą drugą połówką? Tak beztrosko to brzmi, nie uważacie?~
Był to koniec stycznia. Minął już drugi tydzień ferii zimowych. Wszystkie dachy były przykryte grubą pierzyną śniegu, a na chodnikach śnieg skrzypiał pod nogami osób śpieszących się w swoim kierunku. Poranki w willi były chyba najbardziej "uroczą" porą dnia rodziny Gensai. Rodziny która składała się praktycznie z dwóch braci. Chłopcy posiadali jedynie ojca. Głowę rodziny, który zaglądał do domu co parę miesięcy. Był prezesem ważnej firmy zajmującą się produkcją nowoczesnych sprzętów technologicznych, takich jak laptopy i telefony. Zaś matka nie żyła już od 6-u lat. Starszy chłopak nazywał się Nicolas. Był to wysoki chłopak o kasztanowych włosach i głębokich, czarnych oczach. Obecnie chodził do ostatniej klasy liceum. Był Japończykiem, ale miał amerykańskie korzenie. Jego matka pochodziła z Ameryki i także ona nadała mu takie imię. Jego brat był zaś 5 lat młodszy. Był to mały blondyn, który sięgał bratu nie dalej niż do połowy ramion, o imieniu Yukio, albo jak kto woli, po prostu Yu. Był bardzo energiczny i wesoły. Lubił się bawić. Kochał swojego starszego brata nad wszystko. Dla Nicolasa chłopiec był tak samo ważny. Jego bezpieczeństwo cenił ponad swoje życie. Jedynym jego celem było dopilnowanie by chłopcu nic się nie stało. Właściwie to on sam musiał wychować brata.
Nico wstał w miarę wcześnie. Gdy wyszedł z łazienki zszedł wolno na dół, ziewając i rozglądając się jak zaspany leniwiec. Postanowił zawołać brata na śniadanie. Rzecz jasna mały nie słyszał krzyków swojego brata i nadal słodko spał. W końcu postanowił iść na górę i obudzić chłopca. Młodszy nie reagował na wszelkiego rodzaju szturchanie i krzyki. Nadal spał. Nico schylił się nad jego uszkiem i szepnął do niego, by w końcu się obudził. Wtedy młodszy już nie spał ale udawał takiego. Yu miał zamknięte oczy i słyszał każde słowo brata i czuł każdy jego dotyk. Nico delikatnie odgarnął włosy młodszego i z czułością pogładził jego odkryty brzuszek. Yu mimowolnie uśmiechnął się delikatnie, nadal jednak udając śpiącego
- Ty łobuzie.- powiedział śmiejąc się. Yu otworzył oczy i wstał z uśmiechem, potem przytulając się do swojego starszego brata. Starszy przytulił młodszego mocno do siebie, całując w czubek głowy. Yu zarumienił się delikatnie, potem chowając twarz w zagłębienie jego szyj by ukryć to przed bratem.
- Hej Yu kochanie? Coś się stało? - Zapytał widząc sytuacje.
- Nie, nie. -szepnął chłopiec. Nico odsunął chłopca na odległość swoich ramion i spojrzał mu w zarumienioną twarzyczkę. Na ten widok uśmiechnął się czule.
- Czemu się tak rumienisz?
- Co..? Ja się nie rumienię.. - starał się uniknąć jego wzroku.
Nico chwycił jego brodę i patrząc mu w oczy złożył delikatny pocałunek na jego ustach. Yu był zupełnie zdezorientowany. Patrzył na niego zdziwiony i leciutko zawstydzony. Starszy chłopak położył po chwili Yu na łóżku, a on sam położył się obok i delikatnie cmoknął młodszego brata w policzek. Yu przygląda mu się chwilę. Potem delikatnie i niepewnie chwycił jego dłoń. Nico uśmiechnął się słodko
- Kocham Cie Yu.
-Ja ciebie też kocham... - powiedział chłopiec nieśmiało. Nico po chwili patrzenia w piękne niebieskie oczy brata, wpił mu się w usta. Oczywiście nie zbyt szybko, by nie przestraszyć chłopca. Mały Yu aż podskoczył. Otworzył szeroko oczy. Starszy chłopak przyciągnął chłopca do siebie, potem kładąc go na swojej klatce piersiowej. Yu przymrużył oczy i patrzył się na jego twarz, wtulając swoje ciało w jego ciało.Starszy wypchnął lekko biodra w stronę brata dając mu do zrozumienia jak mocno go podniecił.
- Kocham cię Yu. - powtórzył.
- Kocham cię Yu. - powtórzył.
- Kocham cię Yu. - powtórzył. Yu otworzył szerzej oczy i spojrzał w oczy brata. Po chwili Nico zrzucił z siebie brata i położył się na nim delikatnie całując jego obojczyk. Yu lekko się przestraszył, ale po paru minutach, uznał że to całkiem przyjemne. Po chwili zamroczenia starszy chłopak otrzeźwiał i cmokając delikatnie brata w czółko, wstał. Nie chciał aby Yu tak młodo doświadczył tych wszystkich doznań. Nie chciał by brat potem się go bał, od razu kojarząc go z kimś, kto według prawa go zgwałcił, z resztą był zbyt odpowiedzialny.
- Idziesz ze mną na dół? -
- Idziesz ze mną na dół? -
- Idziesz ze mną na dół? - Yu otrząsnął się szybko i uśmiechnął lekko.
- Okej. - Nico po chwili wyszedł z pokoju idąc schodami do kuchni. Yu wstał szybko z łóżka i pobiegł za nim, po chwili dorównując mu kroku.
- A na co mój młodszy braciszek ma dziś ochotę?- spytał starszy chłopak, będąc już przy kuchence.- Nie mam pojęcia. - Yu wdrapał się na wysokie krzesło i patrzy na swojego starszego braciszka.
- To na śniadanie zrobimy.... - nie dokończył. Po prostu zaczął pichcić. Chłopiec patrzył na niego z fascynacją. Nigdy nie sądził, że nauczy się gotować.
- Yu! Ej popilnuj chwilkę tego, bo muszę iść szybko do WC! - prawie krzyknął.
- O..okej.. - chłopiec zszedł z krzesła i wziął szpachelkę, patrząc z dezorientacją na kuchenkę.
- Tylko skup się. Popieprz i posól trochę. - powiedział, po czym pobiegł do łazienki.
- Posól.. Popieprz.. - powtarzał sobie chłopiec, podchodząc do szafki z przyprawami. Wyjął sól i pieprz.Tam podniecenie sięgnęło zenitu. Wystarczyła chwila aby... Soki puściły. Po jakichś 10, może 15 minutach wyszedł z łazienki. Yu stał na środku kuchni cały zapłakany. Brat szybko do niego podbiegł, uklęknął przed nim i zaczął sprawdzać czy nic mu się nie stało.
- Co się stało Yu? Powiedz. Proszę. - Mówił, ocierając jego łzy.
- N..no bo.. - wyjąkał. - Powiedziałeś żebym posolił i popieprzył.. A ja się pomyliłem.. I potem patelnia spadła z kuchenki i się poparzyłem.. - pokazał mu małą poparzoną rączkę. Nicolas szybko odkręcił lodowata wodę i podstawił pod nią poparzona dłoń chłopca.
- Zaraz przestanie boleć. A powiedz mi jak się pomyliłeś? Dałeś inne przyprawy? - Objął delikatnie chłopca w pasie. - Stój tak a ja pójdę po apteczkę.
- No bo najpierw popieprzyłem.. a potem posoliłem.. - ponownie zalał się łzami i stał tam grzecznie jak kazał mu starszy brat. Szybko przyszedł z apteczkę.
- Pokaż tę dłoń - Westchnął wyciągnął maść. Posmarował i zabandażował jego oparzenie.
- Pokaż tę dłoń - Westchnął wyciągnął maść. Posmarował i zabandażował jego oparzenie.
- Pokaż tę dłoń - Westchnął wyciągnął maść. Posmarował i zabandażował jego oparzenie.
- Ej, ale to nic się nie stało. To wszystko jedno czy najpierw popieprzysz czy posolisz.
- Na prawdę..? - zapytał, ocierając łzy rękawem.
- Czekaj - Nicolas podał mu chusteczki, otarł łzy i pomógł wydmuchać nos. - Na prawdę. - Yu wtulił się w chłopaka. Mimo iż miał już prawie 14 lat, nadal był małym chłopcem, uzależnionym od swojego starszego brata. Nicolas przytulił go lekko, aby nie skrzywdzić chłopca. Tak jakby był z porcelany.
- Kochasz mnie Yu? - zapytał.
- Kocham. - wyszeptał chłopiec. Na słowa chłopca uśmiechnął się szeroko.
- To co? Zrobię raz jeszcze śniadanie a Ty sobie usiądź i pij spokojnie herbatkę. - szepnął mu do uszka.
- Okej. - chłopiec od razu się uśmiechnął i chwycił kubeczek herbaty, po czym ruszył do ogromnego salonu, który był także jadalnią, który znajdował się po prawo od kuchni. Nicolas i Yu pochodzili z bardzo bogatej rodziny. Mieszkali w ogromnej willi. Chłopiec usiadł wygodnie w dużym fotelu. Nico najpierw wszystko ładnie wymył i wyczyścił, a potem wziął się za robienie kanapek z serem i ogórkiem. Do tego twarożek z dżemem i świeże brzoskwinie. Po chwili zjawił się z tacką z jedzeniem i kubkiem kawy dla siebie. Mały chłopiec od razu się wesoło uśmiechnął i podbiegł do brata, biorąc od niego swoją porcję.
- Nakarmić Cię? - Spytał starszy patrząc na jego prawa poparzoną dłoń.
- Poproszę.. - Chłopiec usiadł na fotelu i otworzył szeroko usta, uśmiechając się delikatnie.
Nicolas wziął widelec i ukroił troszkę twarożku i nabił na widelec. Potem włożył małemu do ust. - Powoli. Pogryź dokładnie. Dobre?
- Pyszne. - Chłopiec uśmiechnął się i przymrużył oczy.
By Marcelina and Oliś.~
Tutaj pojebana Marcelinka. Pierwszy rozdział. No i jak? Mam nadzieję, że nie jest za krótki. Bardzo się oboje staraliśmy. Włożyliśmy w to dużo pracy i serducha. Buziaki, Joł. ♥ ~ Marcelina.
Subskrybuj:
Posty (Atom)