Była to ciemna, Halloweenowa noc. Latarnia błyszczały wysoko na niebie jak gwiazdy. Było zimno. Wokół słychać było radosne krzyki dzieci. Na każdym z okien stała dynia, w środku której paliła się świeca. Młody Scery jednak nie przyszedł tej nocy do miasteczka by się bawić. Przyszedł do niego. Anioła o czerwonych oczach demona, który pokolorował jego szary żywot samą obecnością. Żywot? Wampiry nie żyją. Zmienił się w nietoperza z powrotem z przystojnego, bladego młodzieńca, odzianego w czarne ubrania i z czarnym płaszczem na plecach. Przemknął jak błyskawica pomiędzy domami. Niesłyszalnie i niewidzialnie. Co by było, gdyby ktoś ujrzał wampira? Choć to Halloween i prawie każdy jest za niego przebrany, taki jeden mógłby narobić zamieszania. Ogień i pochodnie to wrogowie wampirów, a mimo iż minęło już wiele wieków, ludzie się nie zmienili. Stanął na parapecie z obręczą oplecioną czarnymi różami i zajrzał do środka. Przy białej toaletce stał młody chłopak, ubrany w beżowy szal i długą, białą tunikę. Jego nogi były odziane w leginsy z nogami szkieletu. Czesał starannie włosy kościstą szczotką. Na toaletce leżała mała czaszka, w jednym jej oku stała świeca. Oprócz niej, nic nie rozjaśniało pokoju. Wampir uśmiechał się, przyglądając się temu widokowi. Niechcący jednak poślizgnął się na śliskim parapecie, zwracając uwagę chłopaka. On odwrócił się i uśmiechnął, tak jakby się go spodziewał. Chłopak o białych włosach na twarzy przy ustach miał narysowane pastelami szwy, a wokół oczu były dwie, duże czarne kółka. Do tego jego rumiana twarz była lekko rozjaśniona białym pudrem. Wyglądał jak kościotrup. Również uśmiechnął się, na widok księcia siedzącego na parapecie okna z głupim uśmiechem. Podszedł do niego.
- To już dzisiaj? - zapytał, patrząc na to jak wampir klęka przed nim i całuje jego dłoń.
- Owszem moja truchełko. - ukłonił się i zagwizdał palcami. Pod balkon podbiegł duży, czarny koń. Biegł w powietrzu, tak jakby latał. Jego grzywa jakby parowała czarnym dymem, tak samo jak ogon. Wyglądał bajecznie. Wampir posadził na nim chłopaka i usiadł za nim, chwytając za lejce.
- Gotów na zabawę? - uśmiechnął się, trącając delikatnie jego ucho kłami. Chłopak nie musiał odpowiadać. Koń zanurzył się w czerni nocy, zostawiając za sobą na niebie miliony świecących gwiazd. Mknęli wręcz niezauważalnie po ciemnych ulicach, które rozjaśniały owite pajęczynami latarnie. Wiatr muskał ich twarze i rozwiewał ich włosy. Zwalniali by straszyć małe bachorki przebrane za potwory i rozrzucali im cukierki. Dzieci śmiały się i skakały w górę. Od jakiegoś czasu dwaj zaczarowani jeźdźcy na czarnym rumaku byli największą atrakcją Halloween Spider City. Nawet kobiety które nie musiały się przebierać, bo od zawsze były czarownicami, śmiały się gdy widziały ich pędzących po czarnym niebie w Hallowenową noc. Byli jednak ludzie, którzy byli przeciwko tej bajkowej tradycji.
- Nie pozwolę, by nasz syn zadawał się z krwiopijcą! - krzyknęła kobieta, oburzona jednak udająca że całkowicie nad sobą panuje. Ojciec patrzył groźnie na bladą postać stojącą w cieniu.
- A nasz syn nie zamierza zadawać się z waszym brudnym... czymś...! - powiedziała kobieta, głosem pewnym kpiny, spoglądając na stojącego przy ojcu młodzieńca. Następne jej czarne usta zamieniły się na uśmiech i spojrzała na syna. - Znajdziemy ci lepszego, przyzwoitego wampira z bogatej rodziny. Co będziesz się uganiał za bachorem? - Chłopak jednak nie zdążył nic powiedzieć, bo gdy tylko otworzył usta, między nim a wampirzycą pojawił się jego ojciec.
- Czuję że nie mamy już tutaj czego szukać. Sprawa skończona!
Pan Wampir jednak się mylił. Scary wciąż przychodził do Insecta, chcąc spędzać z nim cały czas. W mieście w którym wciąż trwała noc. Kochał gdy karmił go karaluchami i innymi smakowitymi insektami, gdy zasypiali wtuleni w siebie przy rozgwieżdżonym niebie i wstawać wciąż witając nową noc. Pewnego dnia, lub raczej nocy, stała się rzecz straszna. Obie rodziny rzuciły się sobie do gardeł. Zwykła kłótnia o synów stała się czymś o wiele, wiele gorszym. Posunęło się to zbyt daleko. Straszydła siedziały w kącie patrząc z przerażeniem na miny swoich rodziców i słuchając okropnych słów. Do tego nigdy nie powinno dojść. Ta wojna trwała parę dni. Ich koń uciekł w siną dal, zostawiając po sobie strumyk łez, w którym płaczące dzieci myły twarze. Scary stał w oknie i patrzył na niego. Gwiazdy straciły dla niego blask. Insect stał w tyłu i patrzył na niego.
- To już za długo trwa... - szepnął i złapał delikatnie jego dłoń. Wampir spojrzał na niego i złapał go w biodrach. Wyskoczył z okna i poleciał z nim w stronę cmentarza. Weszli wolno przez bramę owiniętą bluszczem. Po policzkach chłopca płynęły łzy. Na miejscu każdej rosła róża. Wampir również ronił czarne łzy, z których wyrastały jak z nasion piękne kwiaty. Wskoczyli obaj do przepastnej otchłani, na której końcu leżała duża trumna. Położyli się w niej, trzymając się za zimne dłonie.
- Kocham cię... - wypowiedzieli jednocześnie trzynaście razy i ich oczy zamknęły się. Umarli ze smutku. Umarli ze smutku ponieważ ich miłość nie mogła kwitnąć tak jak róże które spowijały ich grób.
Ich miłość stała się legendą w małym miasteczku, w którym wciąż trwa ciemna noc..~
By Marcelina...~
Życzymy z Oliwerem upiornego Halloween. ♥
piękne. ♥
OdpowiedzUsuń·Alex
Tak, tak. Piękne. ♥
OdpowiedzUsuńNie mogę się już doczekać VII części. :)