Zaśnieżoną ulicą szedł naburmuszony chłopak z małym prezentem w ręce.
Śnieg padał mu w oczy, jego czarne jak smoła włosy teraz pokrywała gruba warstwa białego puchu.
Praktycznie całego pokrywał śnieg, jego czarne ubrania wyglądały jakby były siwe, a sam nic niemal nie widział. Po chwili wpadł na coś.. a raczej kogoś. Był to niewysoki chłopak ok.160 cm, miał krwisto czerwone włosy z opadającą grzywką na oczy, którą ciągle poprawiał.
Ryu, bo tak też na imię miał czarnowłosy chłopak, usiłował spojrzeć niższemu w oczy, jednak on uciekał wzrokiem. Po chwili wyszeptał zarumieniony... nie wiadomo czy od zimna czy też może z zakłopotania..? 'Ja... gomenasai'. Podniósł z ziemi dużą granatową teczkę, którą po chwili zarzucił na ramię, poprawił czerwoną czapkę 'Mikołaja' na uszy i chciał ruszyć przed siebie. Jednak Ryu chwycił czerwonowłosego za ramię i szarpnął lekko - Wszystko okej? - powiedział przemiłym głosem co w ogóle nie pasowało do jego postawy. Po chwili Shiro podniósł powolutku swoje błękitne oczy na twarz nieznajomego... Wtedy wyższy ujrzał po raz pierwszy w życiu taką głębię koloru.. Zatracił się w tym tak mocno, że nawet nie spostrzegł kiedy jego usta przywarły do ust rówieśnika. Nie zauważył również, że biały puch pokrywał ich ciała coraz mocniej. Otrząsnął się dopiero gdy ujrzał w jego oczach przerażenie. Shiro odepchnął mocno chłopaka, który opadł na mokrą ziemię. Krwisto-włosy pobiegł przed siebie przez śnieżne szaleństwo. W głowie miał tylko ten moment, a uporczywie szybko bijące serce nie dawało mu spokoju.
Zatrzymał się nagle... spojrzał za siebie.. Uffff.. uciekł. Oddychał ciężko. Shiro nie mógł się uspokoić dłuższą chwilę, gdy mu się to udało pobiegł dalej przed siebie aż wszedł do zimnego, ciemnego mieszkania.
Ryu wstał po chwili zamyślony. Spojrzał na jasny przedmiot leżący na ziemi. Była to mała gliniana figurka zakochanej pary... chłopców jak mu się wydawało. - Czyli on jest z TYCH - czarnowłosy zaśmiał się cicho. Pozbierał swoje rzeczy i ruszył przez śnieżną bitwę.
Shiro nie wiedział gdzie się podziać... Długo nie umiał sobie znaleźć miejsca... Po kilku dniach spostrzegł, że zgubił swoją figurkę trzymaną w kieszeni płaszcza... Zaklął wtedy siarczyście. Miał to byś prezent dla pewnego chłopaka poznanego przez internet, z którym miał się spotkać już 24 grudnia, mieli się spotkać w nowej kawiarni... a teraz nici z tego. "Wigilia" jest pojutrze! A on rzeźbił zakochaną parę tydzień.. Nie zdąży już. Mimo iż wiedział, że to nic nie da... wziął się na nowo za pracę, jednak ta rzeźba wyglądała całkowicie inaczej niż tamta. Ta wyrażała ból, cierpienie i rozdarcie, tamta natomiast piękny symbol zakochania.
Nie potrafił teraz tego wszystkiego odtworzyć... przecież aktualnie nie wiedział co robić.
Ryu przyglądał się już drugi dzień małej figurce.. Bardzo mu się podobała. Nie chciał jej oddawać. - Co znalezione to nie kradzione no nie? - znowu się zaśmiał w specyficzny sposób.
Wreszcie przyszedł upragniony dzień ale i bardzo stresujący. Shiro porzucił w końcu próbę podrobienia 'dzieła'. Chłopak jechał w autobusie... spojrzał przez okno i zauważył tabliczkę z napisem 'Dla Shiro! ♥' Spojrzał na osobę stojącą z tą tabliczką... Mała, pyzata dziewczynka w krótkich włosach, w czarnych zadużych ubraniach, które wyglądały jakby były po jej tacie. Krwisto-włosy chcąc, nie chcąc wysiadł na przystanek i podszedł do dziewczynki - Cz..cześć? - spytał niepewnie. Dziewczynka spojrzała na niego z zadumą i odpowiedziała - Hej -przesłodzonym głosikiem. Biały skrzywił się. - Toooo coooo? -spytał niepewnie.
Dziewczynka podniosła kwiatki i powiedziała: - Pewien chłopak dał mi 20 złotych za to abym tu stała i powiedział, że jeżeli wysiądziesz i do mnie podejdziesz to masz wziąć te kwiateczki i iść tam -wskazała na małą budkę z parującymi napojami- czeka na Ciebie naprawdę cudowny facet... Nie spieprz tego hmm? -szepnęła i wcisnęła mu kwiatki do rąk, a potem odeszła. Shiro stał oniemiały na środku przystanka i patrzył w stronę dziewczynki. Po chwili poszedł do budki z napojami, szukał wzrokiem chłopaka, z którym miał się spotkać. Nigdzie go nie widział.
Po chwili ktoś wtulił się w niego od tyłu -Shiro - usłyszał znajomy ale zarazem obcy głos.
- Ryu? -spytał cichutko i niepewnie. Znali swoje pseudonimy z portalu społecznościowego.
- Hai - chłopak obrócił niższego twarzą do siebie
- Witaj Księżniczko - szepnął i ukląkł przed nim, a potem pocałował jego dłoń. Shiro był bardzo zdziwiony widząc czarnowłosego
- T..to... Ty... -wyszeptał z lekkim oburzeniem i od razu odsunął się od chłopaka. Szybko zebrał swoją torbę i chciał już odejść gdy czarnowłosy go złapał za rękę
- Posłuchaj,... - warknął zirytowany Ryu. - Gdy wczoraj spojrzałem Ci w oczy wiedziałem, że to Ty... Pamiętasz jak opisywaliśmy sobie siebie? To wtedy powiedziałeś, że... -urwał bo został zagłuszony przez Białego.
- Wiem kurwa co powiedziałem! ale... -zaczął sapać ze złości lekko się obracając do wyższego - i tak nie miałeś prawa mnie całować... - wysyczał przez zaciśnięte zęby, poprawił torbę na ramieniu i odbiegł. Biegł przed siebie... nie wiedział gdzie idzie... po prostu biegł. Płakał cicho. Miał dosyć... za dużo. Przyjaciel, którego uważał, za jedynego... i najlepszego... Właśnie niemal go znowu pocałował.. Za dużo jak na niego. Dość. Chciał zamknąć się w swoim pokoju i płakać...
Ryu od dwóch dni, nie wychodził ze swojego mieszkania.
-WSZYSTKO POSZŁO SIE JEBAĆ! - wrzeszczał co jakiś czas, a dźwięk roznosił się donośnie po całym, pustym mieszkaniu. A wyobrażał sobie wszystko tak pięknie. Miał właśnie przenosić rzeczy Shiro do swojego mieszkania lub na odwrót... Albo była druga opcja.. miał właśnie budzić nagiego Shiro ze snu po upojnej nocy.. ale nie.. po co... wszystko poszło nie tak...
Shiro płakał od dwóch dni w poduszkę... Miał całe podpuchnięte oczy.
Nic nie jadł. Nic nie pił. Miał dosyć. - Wszystko.... złamało się w pół i poleciało w dół. - wyszeptał zakładając znów słuchawki na uszy... Znów zamykał się we własnym świecie.
Oby dwoje byli załamani i żadne z nich nie wiedziało czy mają znów prosić o spotkanie czy też nie... po kolejnych 3 dniach złamali się oby dwoje i napisali do siebie w tym samym momencie. Ustalili, że spokają się w Sylwestra... 10 minut przed północą.
Tak też Shiro czekał już od pół godziny z szybko bijącym sercem przy umówionym miejscu spotkania.
Ryu nadal nie było.. W końcu, idealnie za 10 północ coś poruszyło się w cieniu, z niego wyszedł czarnowłosy chłopak i podszedł do czerwonowłosego. - Hej.. - szepnęli do siebie cichutko, a Ryu cmoknął niższego w policzek - tęskniłem... Ej.. Shiro... płakałeś? -spytał niepewnie widząc nadal podpuchnięte oczy chłopaka. Biały skinął lekko głową na tak. - Ej... -szepnął cichutko mu do uszka... rozejrzał się niepewnie, dookoła nich stała masa zakochanych par. Homo jak i hetero. Wszyscy... wyglądało to jakby był 14 luty, a nie... Zegar na wierzy właśnie wybił północ i nagle można było słyszeć dźwięki otwierających się szampanów i petardy. - Kocham Cię.. - wyszeptał nieśmiało Shiro do uszka wyższego. Ryu uśmiechnął się szczerze i radośnie a potem delikatnie cmoknął Białego w ustka i wyciągnął figurkę z kieszeni.. - Spójrz.. co znalazłem - Shiro spojrzał niepewnie a potem z ufnością w oczy wyższego. Niższy zawiesił rączki na szyi czarnowłosego i zatracił się w Noworocznym pocałunku. Jakby na to nie patrzeć nie byli jedyną całującą się parą na rynku..
Od tamtego czasu zostali razem już na zawsze i co roku przychodzili na rynek świętować swoje rocznice. To tak zwana "magia Świąt i Nowego Roku" na nich tak zadziałała.
* ;___; też Cię kocham Sky!
Witam wszystkich z tej Strony Oliver. Nad opowiadaniem nie źle się męczyłem.. mam nadzieję, iż ktoś to przeczyta i wgl ;___; Mam nadzieję, że się spodobało. WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! ~Oliver.
Amazing stories about love boys.
sobota, 21 grudnia 2013
niedziela, 1 grudnia 2013
Zankokuna Unmei ~ Rozdział III.
Przepraszam że tak długo piszę te rozdziały, ale ostatnio nie mam weny.. Matko. To już więcej niż tydzień odstępu. Tak mi wstyd.. Bardzo przepraszam.. Nie wiem co mam zrobić by się wam odwdzięczyć. I jestem w szpitalu, więc troszkę brak mi czasu.. Dużo go spędzam na pisaniu już chyba z X rozdziału Zankokuna Unmei z Oliwerem? Tam się dopiero będzie działo. ◕.◕ ♥ No to do pracy rodacy... ♥ ~ Marcelinka. ♥
Chłopiec siedział skulony na fotelu i pił ciepłe kakao. Co jakiś czas zagryzał
je ciastem z dżemem.
- Jak masz tak w ogóle na imię kochana? - zapytał po chwili ciszy
mężczyzna.
- Koji.. - szepnął cichutko chłopiec.
- To.. to ty.. - zaczął, ale po chwili zastanowił
się. - Bo widzisz.. Kiedy Cię myłem..
- Myślałem.. Że jesteś dziewczynką. - szepnął. Koji spuścił głowę i patrzył
na swoje wychudzone dłonie. Mężczyzna patrzył na niego chwilę a potem
uśmiechnął się delikatnie.
- Nie martw się. - pogładził go po włosach.
- A..pan jak ma na imię..? - szepnęło dziecko.
- Tenshi. - Powiedział mężczyzna z uśmiechem. Bardzo miło mi Cię poznać. -
ucałował delikatnie jego wychudzoną dłoń. Chłopiec trząsł się delikatnie..
Ale nie zabrał dłoni. Pan traktował go jak jakąś... Księżniczkę?
- Nie zimno Ci? - zapytał mężczyzna, widząc jak dziecko się trzęsie.
- T.. trochę.. - szepnął chłopiec.
- Zaniosę Cię do łóżka, dobrze? - zapytał mężczyzna, wstając.
- N..ni.. - Chłopiec nie zdążył nic powiedzieć, bo już był niesiony przez
miłego mężczyznę do salony/sypialni. Został położony na mięciutkim
materacu i przykryty ciepłą kołdrą. Było mu tak dobrze. Do tego mężczyzna
z którym tak miło rozmawiał położył się obok i uśmiechał się do niego
delikatnie. Chłopiec mimowolnie też się leciutko i niepewnie uśmiechnął.
Mężczyzna na ten gest złapał jego dłoń.. Całował ją delikatnie i czule,
patrząc uważnie na reakcje chłopca. On rumienił się leciutko i nadal
delikatnie uśmiechał. A mężczyzna zaczął całować całą jego wychudzoną
rączkę, idąc coraz wyżej. W końcu dotarł do jego ramionka, a niego złożył
pocałunek na jego policzku. Chłopiec delikatnie i niepewnie dotknął jego
włosów.. Były miękkie i miłe w dotyku. Mężczyzna w tym czasie całował
policzki chłopca, szyjkę.. Zagryzał jego uszka. Koji zamruczał cichutko i
zamknął oczka. Wszystko co się teraz działo było dla niego zupełnie nowe.
I czuł się tak dobrze. Jeszcze nigdy coś takiego nie miało miejsca w jego
życiu. Tenshi położył chłopca na plecach i całował czule jego wychudzony
brzuszek, żebra, biodra. Zdjął mu sweter który miał na sobie. Położył go na
miękkiej kołdrze, całując się z nim czule i namiętnie. Zdjął jego bieliznę..
Całował całe jego wychudzone i obite ciało, nawet w najintymniejszych
miejscach. Chłopiec mruczał cicho i jęczał.
- Och.. Tenshi.. - wyszeptał, czując przyjemność, jakiej dawno nie miał
okazji czuć. Mężczyzna zakrył ich obu kołdrą, chowając pod nią ich
namiętność...
Chłopiec leżał zmęczony i zadowolony pod kołderką... Myślał dużo. Głównie
o tym, że jeszcze nigdy nie czuł czegoś takiego i nie było mu tak dobrze.
Pierwszy raz.. Kochał się? Tamtego, co robił z nim ojciec, nie można było tak
nazwać. Był śpiący, ale nawet o tym nie myślał. Chciał tylko by mężczyzna
wrócił do niego z kuchni, dał mu buziaka... I nie zostawił go już nigdy, tak jak
mu obiecał. Kiedy przyszedł mężczyzna, chłopiec zawisł mu na szyj z
delikatnym uśmiechem. On na to pocałował go za uszkiem i wtulił w siebie.
Nie uśmiechał się jednak.
- Nie jesteś śpiący kochanie..? - zapytał, gładząc jego plecy.
- Troszkę.. - szepnął cichutko chłopiec. - Położysz się ze mną?- Mężczyzna
ułożył go delikatnie na ciepłej pościeli i przykrył kołdrą.
- Śpij kochanie.. - szepnął, widząc że chłopcu samemu zamykają się oczka.
- Słodkich snów.. - Chłopiec uśmiechnął się delikatnie.
- Dobranoc mój.. mój.. - nie dokończył, bo znużył go delikatny i odurzający
sen.
Bardzo, bardzo, bardzo przepraszam że tak krótko. I nie dajcie się zwieść,
bo musiałem przez debilnego Blogspota zmienić wszystko. Wczoraj
opowiadanie powinno być opublikowane, ale strona postanowiła bawić się
ze mną w puzzle i linijki mi się poprzestawiały. Ale nie martwcie się.
Jutro zamierzam się brać za następny rozdział. Pytanie tylko, czy chcecie
następną Zankokuna, czy może "Nie potrafię Cię kochać Inaczej"? Jeszcze
raz przepraszam...
~ Smutna Marcelinka.. ♥
Kochani, kochani uwaga uwaga! To już trzeci rozdzialik. Nie no meeegaaaa. Ogromnie się ciesze. Dziękuje wam wszystkim a przede wszystkim Tobie Marcelinko <3 bez Ciebie nic by mi się nigdy nie udawało <3 kocham Was <3 ~ Oliś. ♥
piątek, 22 listopada 2013
Zankokuna Unmei. ~ Rozdział II.
Mam nadzieję że i ten rozdział zawładnie waszymi serduszkami. ♥ ~ Marcelinka.
Po męczącym wieczorze wyszedł zmęczonym i chwiejącym się krokiem do domu. Po drodze z wykończenia prawie upadł. Usiadł sobie na ławce... Było już ciemno. Wiedział że na pewno dostanie lanie od ojca, za to że się spóźni. Siedział smutny i przygnębiony... Właściwie jak zawsze. Nagle z oddali zobaczył zbliżającą się do niego postać.
- Witaj. - powitał go delikatny uśmiech, metr nad jego głową. Chłopiec podniósł nieśmiało główkę i spojrzał na postać stojącą przed nim. Był do wysoki, brązowo włosy mężczyzna o piwnych oczach. Miał na sobie czarną kurtkę i jeansy. Wyglądał na około 28-30 lat. - Co się stało? - zapytał przemiłym głosem, widząc łzy płynące z chudych policzków dziecka. Chłopiec za bardzo się wstydził i bał by coś powiedzieć.. Położył dłonie na swojej wymiętej spódniczce i spojrzał na nie smutno.
- Ej? Co się stało? - pogłaskał delikatnie chłopca po główce. Chłopiec spojrzał na niego przestraszony i szybko odepchnął jego dłoń, bojąc się, że mężczyzna zrobi mu krzywdę. Serce zabiło mu za mocno i chciał już z tamtą uciec... Mężczyzna złapał jego dłoń, ukucnął i ucałował ją delikatnie parę razy, mrużąc oczy. Chłopiec pisnął cichutko, nie wiedząc co się dzieje i chciał wstać. Wyszarpał swoją dłoń z dłoni mężczyzny.
- N..nie! - tylko tyle udało mu się wydusić. Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie i wziął chłopca w biodrach, przysuwając go do siebie.
- Nie bój się... - szepnął. Chłopiec w jednej chwili zalał się łzami.
- N.. nie.. d..dotykaj m..ni..e.. - wypłakał.
- Już dobrze.. Spokojnie. - mężczyzna puścił go i tylko potrzymał go delikatnie za końce dłoni, by się nie przewrócił. Postanowił dać mu się trochę do siebie przyzwyczaić.
- Zostaw mnie.. Pro.. Szę... -Wysapał zdenerwowany i zestresowany. Bał się, że znowu spotka go krzywda.
- Przecież nie robię ci krzywdy, prawda? - mężczyzna odszedł od niego trochę i uśmiechnął się delikatnie. Chłopiec nagle zalał się łzami i uciekł od mężczyzny na metr.
- No już... - szepnął i wziął go bardzo ostrożnie w swoje ramiona. - Wszystko będzie dobrze.. Nie bój się...
- N..nic nie będzie dobrze.. - wypłakało zrozpaczone dziecko. Mężczyzna wziął jego plecak na ramię i biorąc chłopca za dłoń, zaczął go prowadzić w pewnym kierunku.
- G...gdzie mnie prowadzisz? - Pytał wystraszony i zaparł się, nie chcąc iść dalej.
- Spokojnie... - szepnął mężczyzna, biorąc obie jego ręce i przysuwając go do siebie. Chłopiec był za słaby by się oprzeć. Chłopiec znów się rozpłakał. Przeszli tak parę ulic. Zaczęło padać. Mężczyzna zaprowadził chłopca do jakiegoś samochodu. Wyjął kluczyki i otworzył drzwi, wkładając tam jego plecak.
- Nie! - Krzyknął i zaparł się ze wszystkich sił, bojąc się tego co się stanie. Mężczyzna jednak nie zwrócił na to uwagi. Wziął chłopca na ręce i wsadził ostrożnie do samochodu, zamykając drzwi. Następnie usiadł na miejscu kierowcy. Chłopiec od razu się skulił i zaczął płakać cicho w swoje kościste i trzęsące się dłonie.
- Wy..wy.. - Nie umiał już nic powiedzieć. Mężczyzna odwrócił się i spojrzał na niego. Chłopiec był bardzo skąpo ubrany, a na dworze było dosyć zimno. Dotknął ciepłą dłonią jego kolanka i pogładził je delikatnie. Chłopiec szybko odskoczył.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknął. - Nie dotykaj.. - wypłakał. Bardzo, ale to bardzo się bał...
Facet uśmiechnął się i delikatnie zbliżył się do niego, ponownie gładząc delikatnie jego nagie kolano, na którym było parę siniaków i ran.
- Cz..czego chcesz..? - wyjąkał przez łzy.
- Już dobrze... - szepnął i wziął koc z siedzenia obok, po czym podał go chłopcu. Kyo szybko się nim okrył, nadal cichutko popłakując. Mężczyzna obejrzał go. Był ubrany w delikatną bluzeczkę z dużym dekoltem i spódniczkę. Widać też było kawałeczki jego bielizny. Wzdrygnął się po chwili.
- Czy... Masz krew na spódniczce...?
- N...nie... - szepnął chłopiec, czując że ciepła krew spływa po jego wychudzonych nogach. Mężczyzna spojrzał przestraszony na dół jego ciała. Wziął szybko chusteczkę i chciał zetrzeć mu krew z ud i nóg.
- N..niech pan nie dotyka.. - wypłakało dziecko i niepewnie wzięło od niego chusteczkę. - Poradzę sobie... - zaczął powoli i trzęsącą się dłonią wycierać swoje wychudzone nogi.
- Co ci się stało? - zapytał mężczyzna i zaczął odpalać samochód.
- N..nic prze pana.. - wyszeptał wystraszony. On już za to nie odpowiedział. Wyjechał z parkingu i zawrócił, w stronę zupełnie przeciwną, niż mieszkał chłopiec.
- Gdzie mnie p..pan wiezie..? - zapłakał, wyglądając przestraszony za przyciemnione okno, po którym spływały wolno łzy nieba. Mężczyzna wystawił tylko jedną rękę do tyłu i ponownie pogładził obite i wychudzone kolano dziecka. Chłopiec oddychał szybko. Umierał ze strachu...
- M..może mnie pan.. n..nie dotykać.. - wyjąkał.
- Nie martw się kochanie. - szepnął ciepło, nawet nie odwracając do niego twarzy i pogładził jego kolano.
- Proszę.. Zostaw.. Błagam.. - płakał cicho.
- Już niedługo dojedziemy. - mężczyzna jakby ignorując to co mówił chłopiec, nadal gładził jego okaleczone kolanko. - Prześpij się może. - Chłopiec zacisnął wystraszone i mokre od łez powieki.
- Nie rób mi krzywdy.. P..proszę...
- Nie zrobię Ci żadnej krzywdy. - szepnął, spoglądając w jego niebieskie, zapłakane oczy. - Prześpij się.
- N..na pewno..? - zapytał, od razu osłaniając się rękoma i skulił się. zawsze gdy pytał o coś ojca, był bity... Mężczyzna wziął jedną z jego rąk i ucałował ją delikatnie.
- Obiecuję... - Chłopiec się wzdrygnął. Po chwili jednak przymknął niepewnie i delikatnie swoje zmęczone oczka.
- Śpij. - szepnął ufnie mężczyzna, opatulając go kocem. Chłopcu same kleiły się oczka... Jeszcze chwilę z tym walczył. Jednak po kilka minutach zasnął lekkim snem.
Chłopiec otworzył powoli oczy. Poczuł ciepło i delikatny materiał który opatulał jego ciało. Czuł miękkie poduszki pod swoją rozbitą i poobijaną głową i ciepłą kołdrę, w którą się wtulał. To było dla niego zupełnie nowe. Za oknem było już bardzo ciemno. Wyglądało na to że zbliżała się 11 lub 12 w nocy. Mężczyzna gładził leciutko dziecko po głowie. Widząc jego delikatny strach i zapłakane oczy rozglądające się nerwowo, wziął delikatnie jego twarz za podbródek i spojrzał mu z największą czułością i ciepłem w oczy. Chłopiec był zupełnie zdezorientowany... Nie wiedział gdzie jest i co się dzieje. Mężczyzna przyłożył bardzo delikatnie swoje usta do ust chłopca. Poruszył nimi delikatnie w czułym pocałunku. Chłopiec z szeroko otwartymi oczkami zacisnął szybko swoje sine usta. Mężczyzna odsunął się od niego delikatnie i uśmiechnął się delikatnie. - Za dużo troszkę dla ciebie...? - Chłopiec zalał się łzami. Nie mógł znieść tego wszystkiego. Mężczyzna delikatnie wziął jego dłonie i ucałować je czule.
- Już dobrze... - Chłopiec spojrzał na niego spod łez. Bardzo się trząsł. Bał się... Cholernie bardzo się bał. - Masz rodziców...? - zapytał mężczyzna, całując delikatnie i uspokajająco dłoń chłopca.
- M..mam tatę.. - wyszeptało przestraszone dziecko.
- I mieszkasz tylko z tatą..? - zapytał.
- T..tak.. - szepnął, spuszczając wzrok. Gdy tylko o tym wspomniał, miał przed oczami obraz z rana.
- To on Cię tak źle traktuje..? - zapytał mężczyzna głosem pełnym troski i otulił go delikatnie kocem. Chłopiec spojrzał na niego niepewnie. W jego oczach nadal kręciły się łzy. Pokiwał delikatnie głową. Mężczyzna ostrożnie "zgarnął" go w swoje ramiona i wtulił w siebie. Chłopiec trząsł się i płakał, ale po jakimś czasie uległ mu i pozwolił się tulić.
- Jesteś głodna? - odezwał się w końcu mężczyzna. Chłopiec spojrzał na niego i zamrugał kilkakrotnie oczami.
- H...hai... - szepnął, nie zwracając uwagi na formę w jakiej zwrócił się do niego mężczyzna. On uśmiechnął się i wziął chłopca ostrożnie na ręce, potem kierując się w stronę kuchni. Mężczyzna mieszkał w nie dużej, ale przytulnej kawalerce. z jedną łazienką przy drzwiach. Na suficie nie było lamp, tylko w kuchni, gdyż salon, który był także sypialnią, oświetlało dużo małych lampek. Przy kuchni stał stolik i dwa duże fotele. Posadził na jednym z nich dziecko i poszedł do kuchni.
- Co powiedz na kubeczek kakao i do tego ciasto z dżemem?
Widzę że opowiadanie wam się podoba. Bardzo się z tego powodu cieszę i przepraszam że tak długo piszę notki. Jestem w szpitalu i jest mi ciężko. Jestem słaby. Przepraszam i buziaczki dla was wszystkich.
PS: Nie spodziewałem się tylu komentarzy... Najpiękniej na świecie wam dziękuję. ♥ ~ Marcelinka. ♥
Jeezuuu jestem taaki szczęśliwy że to już drugi rozdział. <3 mrururur <3 kocham Was wszystkich. Dziękuję za wszystko. ARI ARI! ~ Aniołek Oliś. ♥
Po męczącym wieczorze wyszedł zmęczonym i chwiejącym się krokiem do domu. Po drodze z wykończenia prawie upadł. Usiadł sobie na ławce... Było już ciemno. Wiedział że na pewno dostanie lanie od ojca, za to że się spóźni. Siedział smutny i przygnębiony... Właściwie jak zawsze. Nagle z oddali zobaczył zbliżającą się do niego postać.
- Witaj. - powitał go delikatny uśmiech, metr nad jego głową. Chłopiec podniósł nieśmiało główkę i spojrzał na postać stojącą przed nim. Był do wysoki, brązowo włosy mężczyzna o piwnych oczach. Miał na sobie czarną kurtkę i jeansy. Wyglądał na około 28-30 lat. - Co się stało? - zapytał przemiłym głosem, widząc łzy płynące z chudych policzków dziecka. Chłopiec za bardzo się wstydził i bał by coś powiedzieć.. Położył dłonie na swojej wymiętej spódniczce i spojrzał na nie smutno.
- Ej? Co się stało? - pogłaskał delikatnie chłopca po główce. Chłopiec spojrzał na niego przestraszony i szybko odepchnął jego dłoń, bojąc się, że mężczyzna zrobi mu krzywdę. Serce zabiło mu za mocno i chciał już z tamtą uciec... Mężczyzna złapał jego dłoń, ukucnął i ucałował ją delikatnie parę razy, mrużąc oczy. Chłopiec pisnął cichutko, nie wiedząc co się dzieje i chciał wstać. Wyszarpał swoją dłoń z dłoni mężczyzny.
- N..nie! - tylko tyle udało mu się wydusić. Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie i wziął chłopca w biodrach, przysuwając go do siebie.
- Nie bój się... - szepnął. Chłopiec w jednej chwili zalał się łzami.
- N.. nie.. d..dotykaj m..ni..e.. - wypłakał.
- Już dobrze.. Spokojnie. - mężczyzna puścił go i tylko potrzymał go delikatnie za końce dłoni, by się nie przewrócił. Postanowił dać mu się trochę do siebie przyzwyczaić.
- Zostaw mnie.. Pro.. Szę... -Wysapał zdenerwowany i zestresowany. Bał się, że znowu spotka go krzywda.
- Przecież nie robię ci krzywdy, prawda? - mężczyzna odszedł od niego trochę i uśmiechnął się delikatnie. Chłopiec nagle zalał się łzami i uciekł od mężczyzny na metr.
- No już... - szepnął i wziął go bardzo ostrożnie w swoje ramiona. - Wszystko będzie dobrze.. Nie bój się...
- N..nic nie będzie dobrze.. - wypłakało zrozpaczone dziecko. Mężczyzna wziął jego plecak na ramię i biorąc chłopca za dłoń, zaczął go prowadzić w pewnym kierunku.
- G...gdzie mnie prowadzisz? - Pytał wystraszony i zaparł się, nie chcąc iść dalej.
- Spokojnie... - szepnął mężczyzna, biorąc obie jego ręce i przysuwając go do siebie. Chłopiec był za słaby by się oprzeć. Chłopiec znów się rozpłakał. Przeszli tak parę ulic. Zaczęło padać. Mężczyzna zaprowadził chłopca do jakiegoś samochodu. Wyjął kluczyki i otworzył drzwi, wkładając tam jego plecak.
- Nie! - Krzyknął i zaparł się ze wszystkich sił, bojąc się tego co się stanie. Mężczyzna jednak nie zwrócił na to uwagi. Wziął chłopca na ręce i wsadził ostrożnie do samochodu, zamykając drzwi. Następnie usiadł na miejscu kierowcy. Chłopiec od razu się skulił i zaczął płakać cicho w swoje kościste i trzęsące się dłonie.
- Wy..wy.. - Nie umiał już nic powiedzieć. Mężczyzna odwrócił się i spojrzał na niego. Chłopiec był bardzo skąpo ubrany, a na dworze było dosyć zimno. Dotknął ciepłą dłonią jego kolanka i pogładził je delikatnie. Chłopiec szybko odskoczył.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknął. - Nie dotykaj.. - wypłakał. Bardzo, ale to bardzo się bał...
Facet uśmiechnął się i delikatnie zbliżył się do niego, ponownie gładząc delikatnie jego nagie kolano, na którym było parę siniaków i ran.
- Cz..czego chcesz..? - wyjąkał przez łzy.
- Już dobrze... - szepnął i wziął koc z siedzenia obok, po czym podał go chłopcu. Kyo szybko się nim okrył, nadal cichutko popłakując. Mężczyzna obejrzał go. Był ubrany w delikatną bluzeczkę z dużym dekoltem i spódniczkę. Widać też było kawałeczki jego bielizny. Wzdrygnął się po chwili.
- Czy... Masz krew na spódniczce...?
- N...nie... - szepnął chłopiec, czując że ciepła krew spływa po jego wychudzonych nogach. Mężczyzna spojrzał przestraszony na dół jego ciała. Wziął szybko chusteczkę i chciał zetrzeć mu krew z ud i nóg.
- N..niech pan nie dotyka.. - wypłakało dziecko i niepewnie wzięło od niego chusteczkę. - Poradzę sobie... - zaczął powoli i trzęsącą się dłonią wycierać swoje wychudzone nogi.
- Co ci się stało? - zapytał mężczyzna i zaczął odpalać samochód.
- N..nic prze pana.. - wyszeptał wystraszony. On już za to nie odpowiedział. Wyjechał z parkingu i zawrócił, w stronę zupełnie przeciwną, niż mieszkał chłopiec.
- Gdzie mnie p..pan wiezie..? - zapłakał, wyglądając przestraszony za przyciemnione okno, po którym spływały wolno łzy nieba. Mężczyzna wystawił tylko jedną rękę do tyłu i ponownie pogładził obite i wychudzone kolano dziecka. Chłopiec oddychał szybko. Umierał ze strachu...
- M..może mnie pan.. n..nie dotykać.. - wyjąkał.
- Nie martw się kochanie. - szepnął ciepło, nawet nie odwracając do niego twarzy i pogładził jego kolano.
- Proszę.. Zostaw.. Błagam.. - płakał cicho.
- Już niedługo dojedziemy. - mężczyzna jakby ignorując to co mówił chłopiec, nadal gładził jego okaleczone kolanko. - Prześpij się może. - Chłopiec zacisnął wystraszone i mokre od łez powieki.
- Nie rób mi krzywdy.. P..proszę...
- Nie zrobię Ci żadnej krzywdy. - szepnął, spoglądając w jego niebieskie, zapłakane oczy. - Prześpij się.
- N..na pewno..? - zapytał, od razu osłaniając się rękoma i skulił się. zawsze gdy pytał o coś ojca, był bity... Mężczyzna wziął jedną z jego rąk i ucałował ją delikatnie.
- Obiecuję... - Chłopiec się wzdrygnął. Po chwili jednak przymknął niepewnie i delikatnie swoje zmęczone oczka.
- Śpij. - szepnął ufnie mężczyzna, opatulając go kocem. Chłopcu same kleiły się oczka... Jeszcze chwilę z tym walczył. Jednak po kilka minutach zasnął lekkim snem.
Chłopiec otworzył powoli oczy. Poczuł ciepło i delikatny materiał który opatulał jego ciało. Czuł miękkie poduszki pod swoją rozbitą i poobijaną głową i ciepłą kołdrę, w którą się wtulał. To było dla niego zupełnie nowe. Za oknem było już bardzo ciemno. Wyglądało na to że zbliżała się 11 lub 12 w nocy. Mężczyzna gładził leciutko dziecko po głowie. Widząc jego delikatny strach i zapłakane oczy rozglądające się nerwowo, wziął delikatnie jego twarz za podbródek i spojrzał mu z największą czułością i ciepłem w oczy. Chłopiec był zupełnie zdezorientowany... Nie wiedział gdzie jest i co się dzieje. Mężczyzna przyłożył bardzo delikatnie swoje usta do ust chłopca. Poruszył nimi delikatnie w czułym pocałunku. Chłopiec z szeroko otwartymi oczkami zacisnął szybko swoje sine usta. Mężczyzna odsunął się od niego delikatnie i uśmiechnął się delikatnie. - Za dużo troszkę dla ciebie...? - Chłopiec zalał się łzami. Nie mógł znieść tego wszystkiego. Mężczyzna delikatnie wziął jego dłonie i ucałować je czule.
- Już dobrze... - Chłopiec spojrzał na niego spod łez. Bardzo się trząsł. Bał się... Cholernie bardzo się bał. - Masz rodziców...? - zapytał mężczyzna, całując delikatnie i uspokajająco dłoń chłopca.
- M..mam tatę.. - wyszeptało przestraszone dziecko.
- I mieszkasz tylko z tatą..? - zapytał.
- T..tak.. - szepnął, spuszczając wzrok. Gdy tylko o tym wspomniał, miał przed oczami obraz z rana.
- To on Cię tak źle traktuje..? - zapytał mężczyzna głosem pełnym troski i otulił go delikatnie kocem. Chłopiec spojrzał na niego niepewnie. W jego oczach nadal kręciły się łzy. Pokiwał delikatnie głową. Mężczyzna ostrożnie "zgarnął" go w swoje ramiona i wtulił w siebie. Chłopiec trząsł się i płakał, ale po jakimś czasie uległ mu i pozwolił się tulić.
- Jesteś głodna? - odezwał się w końcu mężczyzna. Chłopiec spojrzał na niego i zamrugał kilkakrotnie oczami.
- H...hai... - szepnął, nie zwracając uwagi na formę w jakiej zwrócił się do niego mężczyzna. On uśmiechnął się i wziął chłopca ostrożnie na ręce, potem kierując się w stronę kuchni. Mężczyzna mieszkał w nie dużej, ale przytulnej kawalerce. z jedną łazienką przy drzwiach. Na suficie nie było lamp, tylko w kuchni, gdyż salon, który był także sypialnią, oświetlało dużo małych lampek. Przy kuchni stał stolik i dwa duże fotele. Posadził na jednym z nich dziecko i poszedł do kuchni.
- Co powiedz na kubeczek kakao i do tego ciasto z dżemem?
Widzę że opowiadanie wam się podoba. Bardzo się z tego powodu cieszę i przepraszam że tak długo piszę notki. Jestem w szpitalu i jest mi ciężko. Jestem słaby. Przepraszam i buziaczki dla was wszystkich.
PS: Nie spodziewałem się tylu komentarzy... Najpiękniej na świecie wam dziękuję. ♥ ~ Marcelinka. ♥
Jeezuuu jestem taaki szczęśliwy że to już drugi rozdział. <3 mrururur <3 kocham Was wszystkich. Dziękuję za wszystko. ARI ARI! ~ Aniołek Oliś. ♥
niedziela, 17 listopada 2013
Zankokuna Unmei. ~ Rozdział I.
Cześć kochani nasi. Dzisiaj postanowimy was zaskoczyć najnowszym opowiadaniem, które w między czasie nam się nawinęło. Może odrobinę zniechęcać, ponieważ jest to rodzaj dramatu psychologicznego. Mamy za to ogromną nadzieję, że się w nim zakochacie. Huhu. ♥
Kyoji niepewnie spoglądając na ojca wziął w swoje trzęsące się dłonie cieniutka kromkę chleba, żałośnie ubogo posmarowana masełkiem. Chłopiec cały się trząsł. Zaś ojciec malca pił w spokoju kawę patrząc na niego podejrzliwie. Następnie podszedł do stołu i odsunął powoli trzęsącą się dłonią krzesło. Usiadł i nawet nie odważył się spojrzeć na ojca.. W jadalni było dosyć ciemno i ponuro. Na podłodze walały się butelki po alkoholu i było dosyć brudno.
- Może byś posprzątał? - odparł obojętnie ojciec, spoglądając na filiżankę swojej mocnej kawy. Chłopiec przestraszył się jego głosu.
- A..ale..
- Ale? - ponownie zabrzmiał niski i mrożący krew w żyłach głos mężczyzny. Obił się o ściany kuchni i dotarł prostu do uszu dziecka. - Ja.. Ja muszę iść do szkoły.. - szepnął przestraszony.
- Już! - warknął na niego głośno. Chłopiec wstał szybko przestraszony od stołu i podreptał do łazienki która była przy kuchni po mop i ściereczkę. Facet wodził za nim wzrokiem cały czas. W pewnym momencie chłopiec schylił się i widać mu było bieliznę. Facet podszedł do niego szybko tak, że chłopiec nie zdążył się odwrócił i klepnął go pośladki.
- To nie jest bielizna którą kazałem Ci założył... - powiedział groźnie, przenikając chłopca wzrokiem. Chłopiec odskoczył wystraszony.
- A..a..ale.. Bo..
- Co kurwa?! - wrzasnął nagle mężczyzna, powodując to że chłopiec upadł przestraszony na podłogę i skulił się. Mężczyzna chwycił za jego majtki i zdarł je z niego siłą, tak że chłopiec zawył z bólu i strachu.
- Tato.. B..błagam nie..! - zalewał się łzami uciekając na czworaka pod ścianę.
- Czego oczekujesz dziwko?! -Odwarknął po raz kolejny, podchodząc do niego szybko i szarpiąc go bardzo mocno za chude ręce. Chłopiec już nic nie odpowiedział. Płakał tylko i trząsł się, będąc szarpanym. Nie ważył nawet się wyrywać. Płakał tak, że nawet nie dał rady nic wykrztusić, ale było to już dla niego zupełnie normalnie. Mężczyzna uderzył go parę razy z całej siły w twarz z liścia, a potem z pięści. Broda chłopca zalała się krwią. Następnie wziął chłopaka za rękę i szarpnął go do góry, targając go brutalnie w stronę sypialni. Chłopiec krzyczał zrozpaczony że nie chcę, ale mężczyzna nie słuchał jego błagań. Rzucił nim o łóżko. Kyoji zamknął swoje wystraszone oczy, czekając na uderzenia, który nastąpiły. Mężczyzna pobił brutalnie swoje jedenastoletnie dziecko, śmiejąc się przy tym głośno, do rytmu jego jęków bólu. Chłopiec krzyczał i płakał, ale nie ważył się uciekać. Wiedział że wtedy będzie jeszcze gorzej. Mężczyzna odsunął się od niego z szerokim uśmiechem i obejrzał dokładnie swoje dzieło, czyli czerwone i sine od bicia ciało chłopca.
- Rozbieraj się! - rozkazał nagle. Chłopiec spojrzał na niego przestraszony i sparaliżowany nie potrafił się ruszyć.
- No dalej! - wrzasnął wściekły mężczyzna, kierując w niego kolejne uderzenie paska. Chłopiec zawył głośno i szybko złapał za swoją spódniczkę i zdjął ją, trzęsącymi się dłońmi. Mężczyzna patrzył na to zadowolony. Później chłopiec został już tylko w bluzce. Siedział i trząsł się, patrząc przerażony na swojego ojca.
- Do naga! - wrzasnął mężczyzna, uśmiechając się. Chłopiec zdjął swoją bluzkę i zakrył swoje nagie ciało rękami. Mężczyzna popchnął go mocno na łóżko i ponownie brutalnie pobił, tym razem pięściami i rękami. Chłopiec płakał wykończony tym bólem i wił się na ubrudzonej krwią pościeli. Mężczyzna opuścił swoje spodnie i złapał chłopaka mocno za wychudzone udo i zaciągnął go pod siebie. Następnie rozłożył jego trzęsące się nogi. Chłopiec zacisnął oczy i usta, by nie krzyczeć za głośno. W jeden chwili ojciec wbił się w... pochwę syna z całej siły, a chłopiec wydarł się w niebo głosy, a z jego oczu polały się niepohamowane strumienie łez. Mężczyzna zaczął się brutalnie w nim poruszać, dłonią uderzając jego uda i śmiał się wrednie, słysząc krzyki dziecka. W pewnym momencie chłopiec po prostu stracił przytomność. Facet widząc to wyszedł z niego zadowolony i zrzucił go z łóżka, tak by bardziej nie ubrudził krwią, która z niego leciała strumieniami, pościeli. Następnie poszedł jakby nigdy nic pod prysznic.
Chłopiec obudził się po dziesiątej... Nie mógł się ruszyć. Czuł ogromny ból w swoim wnętrzu i nie tylko. Na podłodze pod nim była duża plama krwi, a dookoła dużo zbitych talerzy i innych naczyń. Jego ojciec najpewniej miał kolejny atak szału. Na szczęście teraz spał. Kyoji oparł się o szafkę i podciągnął się, bardzo się trzęsąc i kuląc. Do tego podkulał nogi. Tak źle się czuł... Jednak był już dużo spóźniony do szkoły. Jeżeli jego ojciec dowiedziałby się że opuścił lekcje, mimo iż to on go tak potraktował, na pewno dostałby lanie. Wziął swoją spódniczkę. Miała na sobie plamę krwi. Wziął z szafy pończochy i założył swoją białą bluzeczkę z dużym dekoltem, która jakimś cudem nie została ubrudzona krwią. Nie wolno mu było korzystać z łazienki bez pozwolenia taty, więc wziął tylko papier toaletowy i wytarł krew cieknącą po jego chudych nogach. Wziął plecak i wyszedł z domu.
Chłopiec pobiegł szybko po schodach i podbiegł do drzwi gdzie odbywała się lekcja. Otworzył je niepewnie i zajrzał do środka. Wszystkie dwadzieścia trzy pary oczu spojrzały w jego stronę. Chłopiec spojrzał nieśmiało po klasie, a potem na nauczycielkę, która spojrzała na niego tak jakby tylko przeszkadzał.
- P..przepraszam proszę pani... - szepnął cicho, spoglądając zawstydzony na nauczycielkę.
- Siadaj. - burknęła kobieta. Chłopiec wszedł do klasy i zamknął drzwi. Przy każdym kroku w stronę jego ławki towarzyszyły mu te spojrzenia... Szepty... Chichot. Zawsze tak było. Był wyśmiewany i traktowany jak szmata, gdzie by nie poszedł, uciekł, schował się. A samotność była tylko wisienką na torcie z okrucieństwa jakie przeszedł. Patrzyli się tak na niego bo był inny... Bo odstawał od reszty. Bo różnił się od innych chłopców. To nie była jego wina, że kiedy miał pięć lat, jego ojciec zupełnie zrozpaczony śmiercią jego matki, totalnie oszalał. Z tego powodu zmienił płeć chłopca i "hoduje" go do tego momentu na swoją żonę. Chłopiec miał roztrzepane włosy, do tego jedna z jego pończoch spadała z jego wychudzonej nóżki. Jego ubrania były wymięte, a policzki czerwone i napuchnięte od łez. Do tego gdy chciał wyjść z sali, jeden z chłopaków ze starszych klas popchnął go tak, że upadł na podłogę. Nauczycielka dała mu za to karę. Miał zostać po lekcjach. Chłopiec był bardzo smutny... Teraz już na pewno czeka go lanie. I to takie porządne. Całe szczęście że nie siedział tam sam... Tylko z innymi starszymi chłopakami, którzy się z niego nabijali i nim szarpali.
Mam nadzieję, że się wam podobało. Zapraszamy też do komentowania. Lubimy pisać dla siebie, ale komentarze dają nam satysfakcję i zachęcają nas do dalszego pisania. ♥ ~ Marcelinka.
Widzicie, jestem szczęśliwy ze udało nam się dobrnąć tak daleko. Dziękuję przede wszystkim czytelnikom ale i Marcelince, że ze mną wytrzymuje i że jeszcze mnie nie pozabijała. *Smile* dziękuje i mam
nadzieje że się spodoba nowe opowiadanie. ♥ ~ Oliver.
Kyoji niepewnie spoglądając na ojca wziął w swoje trzęsące się dłonie cieniutka kromkę chleba, żałośnie ubogo posmarowana masełkiem. Chłopiec cały się trząsł. Zaś ojciec malca pił w spokoju kawę patrząc na niego podejrzliwie. Następnie podszedł do stołu i odsunął powoli trzęsącą się dłonią krzesło. Usiadł i nawet nie odważył się spojrzeć na ojca.. W jadalni było dosyć ciemno i ponuro. Na podłodze walały się butelki po alkoholu i było dosyć brudno.
- Może byś posprzątał? - odparł obojętnie ojciec, spoglądając na filiżankę swojej mocnej kawy. Chłopiec przestraszył się jego głosu.
- A..ale..
- Ale? - ponownie zabrzmiał niski i mrożący krew w żyłach głos mężczyzny. Obił się o ściany kuchni i dotarł prostu do uszu dziecka. - Ja.. Ja muszę iść do szkoły.. - szepnął przestraszony.
- Już! - warknął na niego głośno. Chłopiec wstał szybko przestraszony od stołu i podreptał do łazienki która była przy kuchni po mop i ściereczkę. Facet wodził za nim wzrokiem cały czas. W pewnym momencie chłopiec schylił się i widać mu było bieliznę. Facet podszedł do niego szybko tak, że chłopiec nie zdążył się odwrócił i klepnął go pośladki.
- To nie jest bielizna którą kazałem Ci założył... - powiedział groźnie, przenikając chłopca wzrokiem. Chłopiec odskoczył wystraszony.
- A..a..ale.. Bo..
- Co kurwa?! - wrzasnął nagle mężczyzna, powodując to że chłopiec upadł przestraszony na podłogę i skulił się. Mężczyzna chwycił za jego majtki i zdarł je z niego siłą, tak że chłopiec zawył z bólu i strachu.
- Tato.. B..błagam nie..! - zalewał się łzami uciekając na czworaka pod ścianę.
- Czego oczekujesz dziwko?! -Odwarknął po raz kolejny, podchodząc do niego szybko i szarpiąc go bardzo mocno za chude ręce. Chłopiec już nic nie odpowiedział. Płakał tylko i trząsł się, będąc szarpanym. Nie ważył nawet się wyrywać. Płakał tak, że nawet nie dał rady nic wykrztusić, ale było to już dla niego zupełnie normalnie. Mężczyzna uderzył go parę razy z całej siły w twarz z liścia, a potem z pięści. Broda chłopca zalała się krwią. Następnie wziął chłopaka za rękę i szarpnął go do góry, targając go brutalnie w stronę sypialni. Chłopiec krzyczał zrozpaczony że nie chcę, ale mężczyzna nie słuchał jego błagań. Rzucił nim o łóżko. Kyoji zamknął swoje wystraszone oczy, czekając na uderzenia, który nastąpiły. Mężczyzna pobił brutalnie swoje jedenastoletnie dziecko, śmiejąc się przy tym głośno, do rytmu jego jęków bólu. Chłopiec krzyczał i płakał, ale nie ważył się uciekać. Wiedział że wtedy będzie jeszcze gorzej. Mężczyzna odsunął się od niego z szerokim uśmiechem i obejrzał dokładnie swoje dzieło, czyli czerwone i sine od bicia ciało chłopca.
- Rozbieraj się! - rozkazał nagle. Chłopiec spojrzał na niego przestraszony i sparaliżowany nie potrafił się ruszyć.
- No dalej! - wrzasnął wściekły mężczyzna, kierując w niego kolejne uderzenie paska. Chłopiec zawył głośno i szybko złapał za swoją spódniczkę i zdjął ją, trzęsącymi się dłońmi. Mężczyzna patrzył na to zadowolony. Później chłopiec został już tylko w bluzce. Siedział i trząsł się, patrząc przerażony na swojego ojca.
- Do naga! - wrzasnął mężczyzna, uśmiechając się. Chłopiec zdjął swoją bluzkę i zakrył swoje nagie ciało rękami. Mężczyzna popchnął go mocno na łóżko i ponownie brutalnie pobił, tym razem pięściami i rękami. Chłopiec płakał wykończony tym bólem i wił się na ubrudzonej krwią pościeli. Mężczyzna opuścił swoje spodnie i złapał chłopaka mocno za wychudzone udo i zaciągnął go pod siebie. Następnie rozłożył jego trzęsące się nogi. Chłopiec zacisnął oczy i usta, by nie krzyczeć za głośno. W jeden chwili ojciec wbił się w... pochwę syna z całej siły, a chłopiec wydarł się w niebo głosy, a z jego oczu polały się niepohamowane strumienie łez. Mężczyzna zaczął się brutalnie w nim poruszać, dłonią uderzając jego uda i śmiał się wrednie, słysząc krzyki dziecka. W pewnym momencie chłopiec po prostu stracił przytomność. Facet widząc to wyszedł z niego zadowolony i zrzucił go z łóżka, tak by bardziej nie ubrudził krwią, która z niego leciała strumieniami, pościeli. Następnie poszedł jakby nigdy nic pod prysznic.
Chłopiec obudził się po dziesiątej... Nie mógł się ruszyć. Czuł ogromny ból w swoim wnętrzu i nie tylko. Na podłodze pod nim była duża plama krwi, a dookoła dużo zbitych talerzy i innych naczyń. Jego ojciec najpewniej miał kolejny atak szału. Na szczęście teraz spał. Kyoji oparł się o szafkę i podciągnął się, bardzo się trzęsąc i kuląc. Do tego podkulał nogi. Tak źle się czuł... Jednak był już dużo spóźniony do szkoły. Jeżeli jego ojciec dowiedziałby się że opuścił lekcje, mimo iż to on go tak potraktował, na pewno dostałby lanie. Wziął swoją spódniczkę. Miała na sobie plamę krwi. Wziął z szafy pończochy i założył swoją białą bluzeczkę z dużym dekoltem, która jakimś cudem nie została ubrudzona krwią. Nie wolno mu było korzystać z łazienki bez pozwolenia taty, więc wziął tylko papier toaletowy i wytarł krew cieknącą po jego chudych nogach. Wziął plecak i wyszedł z domu.
Chłopiec pobiegł szybko po schodach i podbiegł do drzwi gdzie odbywała się lekcja. Otworzył je niepewnie i zajrzał do środka. Wszystkie dwadzieścia trzy pary oczu spojrzały w jego stronę. Chłopiec spojrzał nieśmiało po klasie, a potem na nauczycielkę, która spojrzała na niego tak jakby tylko przeszkadzał.
- P..przepraszam proszę pani... - szepnął cicho, spoglądając zawstydzony na nauczycielkę.
- Siadaj. - burknęła kobieta. Chłopiec wszedł do klasy i zamknął drzwi. Przy każdym kroku w stronę jego ławki towarzyszyły mu te spojrzenia... Szepty... Chichot. Zawsze tak było. Był wyśmiewany i traktowany jak szmata, gdzie by nie poszedł, uciekł, schował się. A samotność była tylko wisienką na torcie z okrucieństwa jakie przeszedł. Patrzyli się tak na niego bo był inny... Bo odstawał od reszty. Bo różnił się od innych chłopców. To nie była jego wina, że kiedy miał pięć lat, jego ojciec zupełnie zrozpaczony śmiercią jego matki, totalnie oszalał. Z tego powodu zmienił płeć chłopca i "hoduje" go do tego momentu na swoją żonę. Chłopiec miał roztrzepane włosy, do tego jedna z jego pończoch spadała z jego wychudzonej nóżki. Jego ubrania były wymięte, a policzki czerwone i napuchnięte od łez. Do tego gdy chciał wyjść z sali, jeden z chłopaków ze starszych klas popchnął go tak, że upadł na podłogę. Nauczycielka dała mu za to karę. Miał zostać po lekcjach. Chłopiec był bardzo smutny... Teraz już na pewno czeka go lanie. I to takie porządne. Całe szczęście że nie siedział tam sam... Tylko z innymi starszymi chłopakami, którzy się z niego nabijali i nim szarpali.
Mam nadzieję, że się wam podobało. Zapraszamy też do komentowania. Lubimy pisać dla siebie, ale komentarze dają nam satysfakcję i zachęcają nas do dalszego pisania. ♥ ~ Marcelinka.
Widzicie, jestem szczęśliwy ze udało nam się dobrnąć tak daleko. Dziękuję przede wszystkim czytelnikom ale i Marcelince, że ze mną wytrzymuje i że jeszcze mnie nie pozabijała. *Smile* dziękuje i mam
nadzieje że się spodoba nowe opowiadanie. ♥ ~ Oliver.
czwartek, 31 października 2013
Czarni Jeźdźcy. - Specjalny One Shot na Halloween.~
Była to ciemna, Halloweenowa noc. Latarnia błyszczały wysoko na niebie jak gwiazdy. Było zimno. Wokół słychać było radosne krzyki dzieci. Na każdym z okien stała dynia, w środku której paliła się świeca. Młody Scery jednak nie przyszedł tej nocy do miasteczka by się bawić. Przyszedł do niego. Anioła o czerwonych oczach demona, który pokolorował jego szary żywot samą obecnością. Żywot? Wampiry nie żyją. Zmienił się w nietoperza z powrotem z przystojnego, bladego młodzieńca, odzianego w czarne ubrania i z czarnym płaszczem na plecach. Przemknął jak błyskawica pomiędzy domami. Niesłyszalnie i niewidzialnie. Co by było, gdyby ktoś ujrzał wampira? Choć to Halloween i prawie każdy jest za niego przebrany, taki jeden mógłby narobić zamieszania. Ogień i pochodnie to wrogowie wampirów, a mimo iż minęło już wiele wieków, ludzie się nie zmienili. Stanął na parapecie z obręczą oplecioną czarnymi różami i zajrzał do środka. Przy białej toaletce stał młody chłopak, ubrany w beżowy szal i długą, białą tunikę. Jego nogi były odziane w leginsy z nogami szkieletu. Czesał starannie włosy kościstą szczotką. Na toaletce leżała mała czaszka, w jednym jej oku stała świeca. Oprócz niej, nic nie rozjaśniało pokoju. Wampir uśmiechał się, przyglądając się temu widokowi. Niechcący jednak poślizgnął się na śliskim parapecie, zwracając uwagę chłopaka. On odwrócił się i uśmiechnął, tak jakby się go spodziewał. Chłopak o białych włosach na twarzy przy ustach miał narysowane pastelami szwy, a wokół oczu były dwie, duże czarne kółka. Do tego jego rumiana twarz była lekko rozjaśniona białym pudrem. Wyglądał jak kościotrup. Również uśmiechnął się, na widok księcia siedzącego na parapecie okna z głupim uśmiechem. Podszedł do niego.
- To już dzisiaj? - zapytał, patrząc na to jak wampir klęka przed nim i całuje jego dłoń.
- Owszem moja truchełko. - ukłonił się i zagwizdał palcami. Pod balkon podbiegł duży, czarny koń. Biegł w powietrzu, tak jakby latał. Jego grzywa jakby parowała czarnym dymem, tak samo jak ogon. Wyglądał bajecznie. Wampir posadził na nim chłopaka i usiadł za nim, chwytając za lejce.
- Gotów na zabawę? - uśmiechnął się, trącając delikatnie jego ucho kłami. Chłopak nie musiał odpowiadać. Koń zanurzył się w czerni nocy, zostawiając za sobą na niebie miliony świecących gwiazd. Mknęli wręcz niezauważalnie po ciemnych ulicach, które rozjaśniały owite pajęczynami latarnie. Wiatr muskał ich twarze i rozwiewał ich włosy. Zwalniali by straszyć małe bachorki przebrane za potwory i rozrzucali im cukierki. Dzieci śmiały się i skakały w górę. Od jakiegoś czasu dwaj zaczarowani jeźdźcy na czarnym rumaku byli największą atrakcją Halloween Spider City. Nawet kobiety które nie musiały się przebierać, bo od zawsze były czarownicami, śmiały się gdy widziały ich pędzących po czarnym niebie w Hallowenową noc. Byli jednak ludzie, którzy byli przeciwko tej bajkowej tradycji.
- Nie pozwolę, by nasz syn zadawał się z krwiopijcą! - krzyknęła kobieta, oburzona jednak udająca że całkowicie nad sobą panuje. Ojciec patrzył groźnie na bladą postać stojącą w cieniu.
- A nasz syn nie zamierza zadawać się z waszym brudnym... czymś...! - powiedziała kobieta, głosem pewnym kpiny, spoglądając na stojącego przy ojcu młodzieńca. Następne jej czarne usta zamieniły się na uśmiech i spojrzała na syna. - Znajdziemy ci lepszego, przyzwoitego wampira z bogatej rodziny. Co będziesz się uganiał za bachorem? - Chłopak jednak nie zdążył nic powiedzieć, bo gdy tylko otworzył usta, między nim a wampirzycą pojawił się jego ojciec.
- Czuję że nie mamy już tutaj czego szukać. Sprawa skończona!
Pan Wampir jednak się mylił. Scary wciąż przychodził do Insecta, chcąc spędzać z nim cały czas. W mieście w którym wciąż trwała noc. Kochał gdy karmił go karaluchami i innymi smakowitymi insektami, gdy zasypiali wtuleni w siebie przy rozgwieżdżonym niebie i wstawać wciąż witając nową noc. Pewnego dnia, lub raczej nocy, stała się rzecz straszna. Obie rodziny rzuciły się sobie do gardeł. Zwykła kłótnia o synów stała się czymś o wiele, wiele gorszym. Posunęło się to zbyt daleko. Straszydła siedziały w kącie patrząc z przerażeniem na miny swoich rodziców i słuchając okropnych słów. Do tego nigdy nie powinno dojść. Ta wojna trwała parę dni. Ich koń uciekł w siną dal, zostawiając po sobie strumyk łez, w którym płaczące dzieci myły twarze. Scary stał w oknie i patrzył na niego. Gwiazdy straciły dla niego blask. Insect stał w tyłu i patrzył na niego.
- To już za długo trwa... - szepnął i złapał delikatnie jego dłoń. Wampir spojrzał na niego i złapał go w biodrach. Wyskoczył z okna i poleciał z nim w stronę cmentarza. Weszli wolno przez bramę owiniętą bluszczem. Po policzkach chłopca płynęły łzy. Na miejscu każdej rosła róża. Wampir również ronił czarne łzy, z których wyrastały jak z nasion piękne kwiaty. Wskoczyli obaj do przepastnej otchłani, na której końcu leżała duża trumna. Położyli się w niej, trzymając się za zimne dłonie.
- Kocham cię... - wypowiedzieli jednocześnie trzynaście razy i ich oczy zamknęły się. Umarli ze smutku. Umarli ze smutku ponieważ ich miłość nie mogła kwitnąć tak jak róże które spowijały ich grób.
Ich miłość stała się legendą w małym miasteczku, w którym wciąż trwa ciemna noc..~
By Marcelina...~
Życzymy z Oliwerem upiornego Halloween. ♥
- To już dzisiaj? - zapytał, patrząc na to jak wampir klęka przed nim i całuje jego dłoń.
- Owszem moja truchełko. - ukłonił się i zagwizdał palcami. Pod balkon podbiegł duży, czarny koń. Biegł w powietrzu, tak jakby latał. Jego grzywa jakby parowała czarnym dymem, tak samo jak ogon. Wyglądał bajecznie. Wampir posadził na nim chłopaka i usiadł za nim, chwytając za lejce.
- Gotów na zabawę? - uśmiechnął się, trącając delikatnie jego ucho kłami. Chłopak nie musiał odpowiadać. Koń zanurzył się w czerni nocy, zostawiając za sobą na niebie miliony świecących gwiazd. Mknęli wręcz niezauważalnie po ciemnych ulicach, które rozjaśniały owite pajęczynami latarnie. Wiatr muskał ich twarze i rozwiewał ich włosy. Zwalniali by straszyć małe bachorki przebrane za potwory i rozrzucali im cukierki. Dzieci śmiały się i skakały w górę. Od jakiegoś czasu dwaj zaczarowani jeźdźcy na czarnym rumaku byli największą atrakcją Halloween Spider City. Nawet kobiety które nie musiały się przebierać, bo od zawsze były czarownicami, śmiały się gdy widziały ich pędzących po czarnym niebie w Hallowenową noc. Byli jednak ludzie, którzy byli przeciwko tej bajkowej tradycji.
- Nie pozwolę, by nasz syn zadawał się z krwiopijcą! - krzyknęła kobieta, oburzona jednak udająca że całkowicie nad sobą panuje. Ojciec patrzył groźnie na bladą postać stojącą w cieniu.
- A nasz syn nie zamierza zadawać się z waszym brudnym... czymś...! - powiedziała kobieta, głosem pewnym kpiny, spoglądając na stojącego przy ojcu młodzieńca. Następne jej czarne usta zamieniły się na uśmiech i spojrzała na syna. - Znajdziemy ci lepszego, przyzwoitego wampira z bogatej rodziny. Co będziesz się uganiał za bachorem? - Chłopak jednak nie zdążył nic powiedzieć, bo gdy tylko otworzył usta, między nim a wampirzycą pojawił się jego ojciec.
- Czuję że nie mamy już tutaj czego szukać. Sprawa skończona!
Pan Wampir jednak się mylił. Scary wciąż przychodził do Insecta, chcąc spędzać z nim cały czas. W mieście w którym wciąż trwała noc. Kochał gdy karmił go karaluchami i innymi smakowitymi insektami, gdy zasypiali wtuleni w siebie przy rozgwieżdżonym niebie i wstawać wciąż witając nową noc. Pewnego dnia, lub raczej nocy, stała się rzecz straszna. Obie rodziny rzuciły się sobie do gardeł. Zwykła kłótnia o synów stała się czymś o wiele, wiele gorszym. Posunęło się to zbyt daleko. Straszydła siedziały w kącie patrząc z przerażeniem na miny swoich rodziców i słuchając okropnych słów. Do tego nigdy nie powinno dojść. Ta wojna trwała parę dni. Ich koń uciekł w siną dal, zostawiając po sobie strumyk łez, w którym płaczące dzieci myły twarze. Scary stał w oknie i patrzył na niego. Gwiazdy straciły dla niego blask. Insect stał w tyłu i patrzył na niego.
- To już za długo trwa... - szepnął i złapał delikatnie jego dłoń. Wampir spojrzał na niego i złapał go w biodrach. Wyskoczył z okna i poleciał z nim w stronę cmentarza. Weszli wolno przez bramę owiniętą bluszczem. Po policzkach chłopca płynęły łzy. Na miejscu każdej rosła róża. Wampir również ronił czarne łzy, z których wyrastały jak z nasion piękne kwiaty. Wskoczyli obaj do przepastnej otchłani, na której końcu leżała duża trumna. Położyli się w niej, trzymając się za zimne dłonie.
- Kocham cię... - wypowiedzieli jednocześnie trzynaście razy i ich oczy zamknęły się. Umarli ze smutku. Umarli ze smutku ponieważ ich miłość nie mogła kwitnąć tak jak róże które spowijały ich grób.
Ich miłość stała się legendą w małym miasteczku, w którym wciąż trwa ciemna noc..~
By Marcelina...~
Życzymy z Oliwerem upiornego Halloween. ♥
wtorek, 22 października 2013
Nie potrafię cię kochać inaczej. ~ VI
Bardzo, bardzo was przepraszam że tak dawno nie było rozdziału... Mam teraz trochę ciężko... Ale nie martwcie się, mimo tego że jestem leniuszkiem, będę się starał pisać je co góra 4 dni.. Buziaczki.. ~ Marceline. ♥
Rano Nicolasa obudził SMS. Napisane w nim było że ma się wybrać z przyjaciółmi na parę dni do innego miasta. Jego przyjaciółka miała cały dom dla siebie, a na miejscu planowali zakupy i inne atrakcje. Obudził swojego małego braciszka odkrywając jego kołdrę. Uśmiechnął się, gdy zauważył że nadal jest prawie nagi. Yu uśmiechnął się przesłodko. Ziewnął cichutko i rozejrzał się.
- Która godzina braciszku? - zapytał, schodząc z łóżka.
- Jakoś dwunasta. - odpowiedział starszy brat.
- Długo spaliśmy... - stwierdził chłopiec, ocierając oczka piąstkami.
- Wiem kochanie. - szepnął, ścieląc pościel. Potem usiadł na łóżku i wystawił ręce w stronę chłopca. Yu podszedł do brata i schował się w jego ciepłych ramionach. Starszy chłopak odgarnął włosy z jego czoło i pocałował je kilka razy.
- Idziemy gdzieś dzisiaj..? - uśmiecha się, idąc małymi kroczkami w stronę swojej szafy.
- Em... Wiesz skarbie... Bo dostałem SMSa. - powiedział. Uśmiechnął się lekko.
- SMSa? - chłopiec odwrócił się w jego stronę, lekko zdziwiony.
- Tak... Przyjaciele robią wypad za miasto na parę dni... I chyba jadę z nimi. - powiedział, obserwując uważnie reakcje chłopca.- Jak to? - zapytał chłopiec przestraszony i załamany. - Zostawisz mnie samego?
- Myślę że sobie poradzisz.. Jesteś już duży. Poza tym... Będę codziennie dzwonił parę razy i ci wszystko zostawię...- Ale.. Ja nie chcę sam! - Yu zaczął płakać i tupać małymi nóżkami. Nicolas wziął brata w ramiona i utulił go.
- Musisz stać się samodzielny kochanie... To pomoże nam obu. - szepnął. Yu zastanowił się chwilę. Otarł swoje łezki piąstką i odszedł od brata. - Ale... Ja nie chcę żebyś mnie zostawiał... Potrzebuję cię...
- Wiem, ja ciebie też... Przepraszam... - Po jego policzkach również popłynęło parę łez. Zupełnie siebie nie poznawał. Yu spojrzał na brata.. I scałował jego łzy nieśmiało. Nicolas uśmiechnął się delikatnie.
- Kocham cię Yu... - szepnął. Chłopiec spojrzał na niego swoimi perełkami.
- Jako brata...?
- Nie... - pocałował parę razy jego uszko. Yu zarumienił się calutki.
- A.. A jako kogo...?
- Jako połówkę mojego serca... - wyznał. Jego serce przyśpieszyło swoje bicie.- Nico... - powiedział Yu z łzami w oczach.
- Tak...?
- Ja... Ja też cię kocham... Też jesteś połówką mojego serca... - powiedział chłopiec, po czym wpił się nieśmiało w usta brata. Starszy chłopak zdziwił się delikatnie odwagą brata. Ale uśmiechnął się w duchu i pogłębił delikatnie pocałunek. Chłopiec zamknął delikatnie oczy i oddawał dosyć niezdarnie pocałunek. Starał się odwzajemniać ruchy jakie wykonywał jego brat językiem.
- Och Yu... - jękną zadowolony. Chłopiec zarumienił się, słysząc te słowa i zbliżył się bardziej do ciała braciszka. Nicolas położył swoje dłonie na jego pupie z delikatnym uśmiechem i smyrał jego uszko nosem. Yu zarumienił się jeszcze bardziej, jeżeli było to możliwe i przerwał pocałunek, tuląc się do brata. Nicolas objął go delikatnie swoimi ramionami i zamknął oczy. Jeszcze tego samego dnia, po czterech godzinach pocałunków, przytulania, drobnych pieszczot i oglądania telewizji, Nico musiał niestety opuścić dom. Yu płakał cały czas. Nie mógł się pogodzić z tym krótkim rozstaniem.~
Po chwili autobus podjechał. Zapłacił za bilet i usiadł gdzieś z tyłu. Było mu smutno że zostawił chłopca samego. Ale już obiecał Haruce. Tego dnia chłopca ogarniała okropna rozpacz. Czuł jakby stracił brata na zawsze. W domu było tak pusto bez niego. Chciał przeczytać książkę, ale w ogóle nie mógł się skupić i tylko moczył kartki łzami. Nico włożył słuchawki i zamknął oczy. Chcąc zapomnieć... O tym ze zostawił swojego brata samego...
Yu szedł wpatrzony w sufit po domu. Jego brata nie było już dobę. Cholernie tęsknił, mimo iż nie było to wcale aż tak długo. A może... Nico nie był już tylko jego bratek. Nagle przez nieuwagę zrzucił ręką duży wazon. Spadł na podłogę i rozbił się na milion kawałków. Yu był boso więc szkło pokaleczyło mu całe nogi. Jęknął z bólu. Od razu się popłakał. Nico wyczuł, że coś jest nie tak. Wyciągnął szybko komórkę i zadzwonił do brata. Yu słyszał telefon, ale nie mógł wstać, by go odebrać. Jego nogi ociekały krwią. Nicolas się przestraszył. Chłopiec przecież zawsze odbierał telefon. Może znowu mu się gdzieś zapodział. Zadzwonił szybko na domowy. Był już trochę zdenerwowany, mimo iż nic się nie działo. Przynajmniej o niczym nie wiedział. Yu też niestety nie mógł go odebrać. Siedział na podłodze w kałuży krwi i płakał. Po woli tracił przytomność z powodu anemii.
- Kurwa... - warknął chłopak i szybko znalazł w telefonie numer do swojej sąsiadki. - Em.. Pani Moshi-Moshi? - zapytał, zdenerwowany. - Może pani sprawdzić czy wszystko gra z moim bratem? Nie odbiera telefonu... - Kobieta odparła że chętnie pomoże. Wyszła z domu i weszła przez bramę do wielkiej willi obok. Pukała w drzwi, krzyczała, ale nikt nie reagował. Yu leżał nieprzytomny w kałuży swojej krwi na środku salonu. Po około 10 minutach chłopak zadzwonił drugi raz. Tym razem zdenerwowany nie da żarty.
- I co z nim...? - zapytał gorączkowo.
- Nie wiem... Nikt mi nie otworzył. Nic też nie słyszę. - powiedziała zmartwiona kobieta. Nicolas zrobił wielkie oczy.
- N..niech pani weźmie zapasowe klucze. Są pod donicą... Proszę wejść i... i znaleźć mojego brata... - mówił, nerwowo rozglądając się dookoła siebie.
- Dobrze. - powiedziała kobieta i wzięła klucze. Otworzyła drzwi i weszła. Rozejrzała się po ogromnym domu. W pewnym momencie zobaczyła kawałki szkła. Szła za nimi. Niektóre były w krwi. Na środku pokoju była plama krwi, a w niej leżał nieprzytomny chłopiec. Kobiecie aż komórka wypadła z ręki. Powiedziała to wszystko Nicolasowi, aż cała się trzęsąc z przerażenia.
- Niech pani weźmie szybko apteczkę, powinna być.. no gdzieś tam! Będę za godzinę, dobrze?! - krzyczał panicznie, po czym nie czekając na odpowiedź rozłączył się. Pobiegł na górę, wrzucił wszystko do plecaka i bez słowa wybiegł z domu, biegnąc do przystanku. Kiedy tylko autobus się zatrzymał, zaczął kopać wściekł w drzwi. Kierowca się zdenerwował, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo chłopak ruszył jak błyskawica w stronę swojego domu, nie zwracając uwagi na ludzi, których taranował. Kiedy był już przy zakręcie... Potrąciło go auto. Dostał wstrząsu i upadł na ziemie. Ktoś kto prowadził samochód wybiegł szybko i pomógł mu wstać.
- Zadzwonię po karetkę! - powiedział.
- Nie. Nie trzeba. Muszę iść. - wstał z pomocą mężczyzny. - Muszę coś załatwić! - Mężczyzna stał tam nadal wpatrzony w chłopca ze zdziwieniem. To musiało być coś ważnego. Nicolas w końcu zobaczył bramę do willi. Wbiegł szybko do domu. I wleciał do salonu. Na podłodze leżał jego braciszek. Był nieprzytomny i miał całe ubranie w krwi.
- Czemu pani nic nie robi?! - krzyknął na niewinną, bladą ze zgrozy kobietę, stojącą w kącie. Po chwili uświadomił sobie że nerwy wzięły nad nim górę. - Przepraszam... - powiedział i mając łzy w oczach upadł na ziemię, biorąc brata w ramiona. Nie przejmując się tym, że będzie cały w krwi. Nie przejmując się kobietą. Mając na uwadze tylko i wyłącznie jego. Yu otworzył w końcu delikatnie oczy. Był bardzo osłabiony.
- Nic nie mów Yu... - powiedział, otwierające się już wargi chłopca. - Proszę, niech pani jeszcze tylko zadzwoni po karetkę.. Proszę.. - powiedział, patrząc zalany łzami na wystraszoną kobietę. Kobieta pokiwała lekko głową, wyjęła spanikowana telefon i wybiegła prędko z salonu.
- Wszystko będzie dobrze Yu... - szepnął brat, sam nie wiedząc czy w to wierzy. Chłopiec zalewał się łzami. Miał przymrużone oczy i trząsł się. Nicolas przytulił chłopca delikatnie, zamykając oczy.
- Nie wolno zamykać ci oczu... - szepnął. - Nie wolno kochanie... - szepnął, czując jak chłopiec zupełnie traci siłę. Chłopcu same zamykały się oczy... Ale robił wszystko by nie robić tego, czego zabronił mu brat...
- Yu... Yu, błagam cię... - wypłakał cicho Nicolas.
- Kocham cię... - to były ostatnie słowa, które wypowiedział, zanim jego powieki opadły. Nicolas płakał nad nim i próbował go cucić na wszelkie sposoby, jednak chłopiec nie reagował. Przyłożył głowę do jego serca i wsłuchał się w jego rytm. Biło coraz wolniej...
Ciekawy moment, co...? Nie obrażajcie się na nas... ~ Marceline. ♥
Ahahaah wybaczcie mi ostatnio mój chamski humor ale troszkę się u mnie dzieje. Mam nadzieje ze opowiadanie się wam podoba.. A rozdział jest chyba moim ulubionym.. Chociaż.. Wszystkie są cudowne, bo napisane z Marcelinka <3 ~ Oliś.
Słodziaczek... ♥ ~ M.
Rano Nicolasa obudził SMS. Napisane w nim było że ma się wybrać z przyjaciółmi na parę dni do innego miasta. Jego przyjaciółka miała cały dom dla siebie, a na miejscu planowali zakupy i inne atrakcje. Obudził swojego małego braciszka odkrywając jego kołdrę. Uśmiechnął się, gdy zauważył że nadal jest prawie nagi. Yu uśmiechnął się przesłodko. Ziewnął cichutko i rozejrzał się.
- Która godzina braciszku? - zapytał, schodząc z łóżka.
- Jakoś dwunasta. - odpowiedział starszy brat.
- Długo spaliśmy... - stwierdził chłopiec, ocierając oczka piąstkami.
- Wiem kochanie. - szepnął, ścieląc pościel. Potem usiadł na łóżku i wystawił ręce w stronę chłopca. Yu podszedł do brata i schował się w jego ciepłych ramionach. Starszy chłopak odgarnął włosy z jego czoło i pocałował je kilka razy.
- Idziemy gdzieś dzisiaj..? - uśmiecha się, idąc małymi kroczkami w stronę swojej szafy.
- Em... Wiesz skarbie... Bo dostałem SMSa. - powiedział. Uśmiechnął się lekko.
- SMSa? - chłopiec odwrócił się w jego stronę, lekko zdziwiony.
- Tak... Przyjaciele robią wypad za miasto na parę dni... I chyba jadę z nimi. - powiedział, obserwując uważnie reakcje chłopca.- Jak to? - zapytał chłopiec przestraszony i załamany. - Zostawisz mnie samego?
- Myślę że sobie poradzisz.. Jesteś już duży. Poza tym... Będę codziennie dzwonił parę razy i ci wszystko zostawię...- Ale.. Ja nie chcę sam! - Yu zaczął płakać i tupać małymi nóżkami. Nicolas wziął brata w ramiona i utulił go.
- Musisz stać się samodzielny kochanie... To pomoże nam obu. - szepnął. Yu zastanowił się chwilę. Otarł swoje łezki piąstką i odszedł od brata. - Ale... Ja nie chcę żebyś mnie zostawiał... Potrzebuję cię...
- Wiem, ja ciebie też... Przepraszam... - Po jego policzkach również popłynęło parę łez. Zupełnie siebie nie poznawał. Yu spojrzał na brata.. I scałował jego łzy nieśmiało. Nicolas uśmiechnął się delikatnie.
- Kocham cię Yu... - szepnął. Chłopiec spojrzał na niego swoimi perełkami.
- Jako brata...?
- Nie... - pocałował parę razy jego uszko. Yu zarumienił się calutki.
- A.. A jako kogo...?
- Jako połówkę mojego serca... - wyznał. Jego serce przyśpieszyło swoje bicie.- Nico... - powiedział Yu z łzami w oczach.
- Tak...?
- Ja... Ja też cię kocham... Też jesteś połówką mojego serca... - powiedział chłopiec, po czym wpił się nieśmiało w usta brata. Starszy chłopak zdziwił się delikatnie odwagą brata. Ale uśmiechnął się w duchu i pogłębił delikatnie pocałunek. Chłopiec zamknął delikatnie oczy i oddawał dosyć niezdarnie pocałunek. Starał się odwzajemniać ruchy jakie wykonywał jego brat językiem.
- Och Yu... - jękną zadowolony. Chłopiec zarumienił się, słysząc te słowa i zbliżył się bardziej do ciała braciszka. Nicolas położył swoje dłonie na jego pupie z delikatnym uśmiechem i smyrał jego uszko nosem. Yu zarumienił się jeszcze bardziej, jeżeli było to możliwe i przerwał pocałunek, tuląc się do brata. Nicolas objął go delikatnie swoimi ramionami i zamknął oczy. Jeszcze tego samego dnia, po czterech godzinach pocałunków, przytulania, drobnych pieszczot i oglądania telewizji, Nico musiał niestety opuścić dom. Yu płakał cały czas. Nie mógł się pogodzić z tym krótkim rozstaniem.~
Po chwili autobus podjechał. Zapłacił za bilet i usiadł gdzieś z tyłu. Było mu smutno że zostawił chłopca samego. Ale już obiecał Haruce. Tego dnia chłopca ogarniała okropna rozpacz. Czuł jakby stracił brata na zawsze. W domu było tak pusto bez niego. Chciał przeczytać książkę, ale w ogóle nie mógł się skupić i tylko moczył kartki łzami. Nico włożył słuchawki i zamknął oczy. Chcąc zapomnieć... O tym ze zostawił swojego brata samego...
Yu szedł wpatrzony w sufit po domu. Jego brata nie było już dobę. Cholernie tęsknił, mimo iż nie było to wcale aż tak długo. A może... Nico nie był już tylko jego bratek. Nagle przez nieuwagę zrzucił ręką duży wazon. Spadł na podłogę i rozbił się na milion kawałków. Yu był boso więc szkło pokaleczyło mu całe nogi. Jęknął z bólu. Od razu się popłakał. Nico wyczuł, że coś jest nie tak. Wyciągnął szybko komórkę i zadzwonił do brata. Yu słyszał telefon, ale nie mógł wstać, by go odebrać. Jego nogi ociekały krwią. Nicolas się przestraszył. Chłopiec przecież zawsze odbierał telefon. Może znowu mu się gdzieś zapodział. Zadzwonił szybko na domowy. Był już trochę zdenerwowany, mimo iż nic się nie działo. Przynajmniej o niczym nie wiedział. Yu też niestety nie mógł go odebrać. Siedział na podłodze w kałuży krwi i płakał. Po woli tracił przytomność z powodu anemii.
- Kurwa... - warknął chłopak i szybko znalazł w telefonie numer do swojej sąsiadki. - Em.. Pani Moshi-Moshi? - zapytał, zdenerwowany. - Może pani sprawdzić czy wszystko gra z moim bratem? Nie odbiera telefonu... - Kobieta odparła że chętnie pomoże. Wyszła z domu i weszła przez bramę do wielkiej willi obok. Pukała w drzwi, krzyczała, ale nikt nie reagował. Yu leżał nieprzytomny w kałuży swojej krwi na środku salonu. Po około 10 minutach chłopak zadzwonił drugi raz. Tym razem zdenerwowany nie da żarty.
- I co z nim...? - zapytał gorączkowo.
- Nie wiem... Nikt mi nie otworzył. Nic też nie słyszę. - powiedziała zmartwiona kobieta. Nicolas zrobił wielkie oczy.
- N..niech pani weźmie zapasowe klucze. Są pod donicą... Proszę wejść i... i znaleźć mojego brata... - mówił, nerwowo rozglądając się dookoła siebie.
- Dobrze. - powiedziała kobieta i wzięła klucze. Otworzyła drzwi i weszła. Rozejrzała się po ogromnym domu. W pewnym momencie zobaczyła kawałki szkła. Szła za nimi. Niektóre były w krwi. Na środku pokoju była plama krwi, a w niej leżał nieprzytomny chłopiec. Kobiecie aż komórka wypadła z ręki. Powiedziała to wszystko Nicolasowi, aż cała się trzęsąc z przerażenia.
- Niech pani weźmie szybko apteczkę, powinna być.. no gdzieś tam! Będę za godzinę, dobrze?! - krzyczał panicznie, po czym nie czekając na odpowiedź rozłączył się. Pobiegł na górę, wrzucił wszystko do plecaka i bez słowa wybiegł z domu, biegnąc do przystanku. Kiedy tylko autobus się zatrzymał, zaczął kopać wściekł w drzwi. Kierowca się zdenerwował, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo chłopak ruszył jak błyskawica w stronę swojego domu, nie zwracając uwagi na ludzi, których taranował. Kiedy był już przy zakręcie... Potrąciło go auto. Dostał wstrząsu i upadł na ziemie. Ktoś kto prowadził samochód wybiegł szybko i pomógł mu wstać.
- Zadzwonię po karetkę! - powiedział.
- Nie. Nie trzeba. Muszę iść. - wstał z pomocą mężczyzny. - Muszę coś załatwić! - Mężczyzna stał tam nadal wpatrzony w chłopca ze zdziwieniem. To musiało być coś ważnego. Nicolas w końcu zobaczył bramę do willi. Wbiegł szybko do domu. I wleciał do salonu. Na podłodze leżał jego braciszek. Był nieprzytomny i miał całe ubranie w krwi.
- Czemu pani nic nie robi?! - krzyknął na niewinną, bladą ze zgrozy kobietę, stojącą w kącie. Po chwili uświadomił sobie że nerwy wzięły nad nim górę. - Przepraszam... - powiedział i mając łzy w oczach upadł na ziemię, biorąc brata w ramiona. Nie przejmując się tym, że będzie cały w krwi. Nie przejmując się kobietą. Mając na uwadze tylko i wyłącznie jego. Yu otworzył w końcu delikatnie oczy. Był bardzo osłabiony.
- Nic nie mów Yu... - powiedział, otwierające się już wargi chłopca. - Proszę, niech pani jeszcze tylko zadzwoni po karetkę.. Proszę.. - powiedział, patrząc zalany łzami na wystraszoną kobietę. Kobieta pokiwała lekko głową, wyjęła spanikowana telefon i wybiegła prędko z salonu.
- Wszystko będzie dobrze Yu... - szepnął brat, sam nie wiedząc czy w to wierzy. Chłopiec zalewał się łzami. Miał przymrużone oczy i trząsł się. Nicolas przytulił chłopca delikatnie, zamykając oczy.
- Nie wolno zamykać ci oczu... - szepnął. - Nie wolno kochanie... - szepnął, czując jak chłopiec zupełnie traci siłę. Chłopcu same zamykały się oczy... Ale robił wszystko by nie robić tego, czego zabronił mu brat...
- Yu... Yu, błagam cię... - wypłakał cicho Nicolas.
- Kocham cię... - to były ostatnie słowa, które wypowiedział, zanim jego powieki opadły. Nicolas płakał nad nim i próbował go cucić na wszelkie sposoby, jednak chłopiec nie reagował. Przyłożył głowę do jego serca i wsłuchał się w jego rytm. Biło coraz wolniej...
Ciekawy moment, co...? Nie obrażajcie się na nas... ~ Marceline. ♥
Ahahaah wybaczcie mi ostatnio mój chamski humor ale troszkę się u mnie dzieje. Mam nadzieje ze opowiadanie się wam podoba.. A rozdział jest chyba moim ulubionym.. Chociaż.. Wszystkie są cudowne, bo napisane z Marcelinka <3 ~ Oliś.
Słodziaczek... ♥ ~ M.
sobota, 12 października 2013
Nie potrafię cię kochać inaczej. ~ Rozdział V
A więc tak kotki. Pierwszą część tego rozdziału zamierzam zrobić o naszym Nico i Yu, a następna będzie o losach Naokiego. Od razu chcę uprzedzić, że w opowiadaniu o Nao będą wątki 18+. Będzie tam przemoc i wyżywanie się psychiczne, fizyczne i seksualne. Z góry ja z Olisiem przepraszamy za nie, ale jeżeli by ich nie było, nasze plany by runęły. Zwykle nasze yaoi scene będą słodkie i urocze. Nie ostre i pikantne. I to chyba tyle. Rozpisałem się. ~Marceline. ♥
Wieczorem.
Po wspólnej kąpieli, chłopcy siedzieli na dole i oboje uczyli się i odrabiali ostatnie zadania domowe. Yu siedział na kanapie pod kocem, a Nico na fotelu. Yu miał na sobie jedynie pomarańczowy sweterek. Czytał uważnie ostatni temat z podręcznika od biologii.
- Nie zimno ci? - zapytał Nicolas, patrząc na słodko trzęsącego się braciszka.
- Trochę... - szepnął chłopiec. Nicolas uśmiechnął się rozczulony i podszedł do brata, przytulając go delikatnie do swojego ciała. Yu wtulił się w swojego braciszka, a sweter zsunął mu się z ramion. Starszy brat pocałował delikatnie jego obojczyk. Malec uśmiechnął się słodko.
- Yu...?
- Słucham skarbie?
- Czy ty... Miałeś kiedyś chłopaka? - zapytał wprost. Nico spojrzał na niego poważnie, a potem uśmiechnął się czule.
- W sumie... To nigdy nikogo nie miałem. - westchnął.
- A... kochałeś się już...? - szepnął zawstydzony.
- Parę razy. - odszeptał, zakładając kosmyk jego blond włosków za uszko. Chłopiec zastanawiał się chwilę.. A potem ponownie wtulił się w brata. Nico cmoknął malca w czubek główki. Yu podniósł i spojrzał w ciemno niebieskie oczy brata, tymi swoimi perełkami. Starszy chłopak uśmiechnął się słodko na ten widok. Yu pogładził swojego starszego brata po policzku. Ten na to zarumienił się delikatnie, mimo iż nie miał tego w zwyczaju. Yu uśmiechnął się na to słodko. Usiadł bratu na kolanach. Nicolas przytulił go do swojego ciepłego ciała i delikatnie go kołysał. Chłopiec pocałował swojego brata w uszko, nie wiedząc że to jego czuły punkt. Jego brat nie mógł się opanować i jęknął cicho. Yu przestraszył się lekko.
- Czy.. Czy coś się stało? Coś ci zrobiłem?
- N..nie... - Nicolas uśmiechnął się głupio. - To było... przyjemne. - Yu spojrzał na niego zdziwiony.
- Ale... jęknąłeś. - Yu był jeszcze za małym głuptaskiem, żeby to zrozumieć.
- Z przyjemności kochanie. Nie jęczy się tylko z bólu.
- Tak...? - zdziwił się chłopiec.
- No zobacz. - złapał go delikatnie za krocze, przysuwając go do siebie bliżej. Yu jęknął pod jego dłonią, czując jednocześnie rozkosz, jak i dziwne, nowe uczucie.
- Widzisz skarbie? - szepnął mu do uszka, delikatnie ugniatając jego intymne miejsce. Yu jęczał coraz głośniej, ściskając mocno małymi rączkami materiał jego bluzki.
- Boli? - szepnął, całując jego policzki i gładząc ciepłą dłonią jego malutkiego.
- N..nie.. - wyjąkał, chowając zarumienioną twarz w dłoniach. Zaczął szybciej oddychać. Nicolas jednak nie pozwolił mu schować tego widoku za rączkami. Odkrył więc jego twarz i całował delikatnie jego wiśniowe usta. Yu złapał się mocno szyj brata i przyjmował pieszczoty, jęcząc wniebogłosy. Nicolas wziął dłonie brata i klęknął przy nim, zakładając je sobie na szyj. Potem delikatnie włożył głowę między jego chude nóżki. Yu zacisnął mocno ręce na jego szyjce i rozchylił delikatnie nogi, jęcząc głośno. Parę łezek popłynęło po jego policzkach. Nicolas położył chłopca delikatnie na kanapie i zaczął pieścić jego malutkiego, potem włożył go sobie do buzi. Yu krzyknął, ściskając mocno koc małymi rączkami. Wykrzyczał jego imię, a potem jęczał, trzęsąc się z podniecenia i rozkoszy. Jeszcze nigdy nie doświadczył czegoś takiego. Nicolas spojrzał na niego i zrozumiał że to już trochę za dużo jak dla dziecka.
- Yu, wszystko dobrze kochanie? - zapytał, gładząc dłońmi jego uda.
- Tak.. - wysapał szeptem, ocierając łzy rękawem. Widać było, że bardzo się podniecił i trudno mu było to opanować w tym wieku. Nicolas podniósł się z ziemi i zawisł nad nim, całując delikatnie jego słodkie usta i obojczyki, nadal ostrożnie pieszcząc jego czułe miejsce. Po chwili odszedł od niego.
- Wystarczy. - powiedział cicho, z delikatnym uśmiechem. Yu szybko zacisnął swoje chude nóżki i patrzył na brata, nadal trzęsąc się z podniecenia.
- Jesteś taki słodki... - powiedział do siebie i przytulił go delikatnie, chowając go w swoich ramionach. Yu zamknął oczy i oddychał głęboko. Czuł się tak przyjemnie.
- Nico...? - zapytał cichutko.
- Słucham?
- Dlaczego przestałeś...?
- Uznałem, że to dla ciebie trochę za wcześnie. - szepnął, głaszcząc rękami jego ramiona.
- Za wcześnie? - zapytał Yu, lekko zdziwiony.
-Tak kochanie. - przymrużył oczy z uśmiechem.
- A co znaczy.. za wcześnie? - Zakrył swoje intymne części sweterkiem.
- Kiedyś zrozumiesz. - pogłaskał go po głowie.
Potem położyli się razem spać, wtuleni w siebie.
***
Gdy dotarli do domu, starszy chłopak zapukał parę razy i odsunął się, trzymając chłopca blisko swojego ciała, tak jakby miał uciec. Otworzył im brązowowłosy chłopak o dużych, czerwonych oczach. Trzymał papierosa w długich palcach z paznokciami pomalowanymi na krwawą czerwień.
- Och! Witaj tygrysie. - przywitał się z Akiharu. Potem spojrzał na ślicznego, rudego chłopca stojącego przy nim. - Chodźcie kochani. - otworzył szerzej drzwi.
- Zdejmij kurtkę i powieś na wieszaku. - powiedział chłodno Aki, prowadząc Nao za rękę.
- I jak? - zapytał brunet. Było tam dużo małych światełek. Były to najpewniej świece, bo tutaj raczej nie dochodził prąd, lub nie mieli jak za to zapłacić. Na kanapie w salonie, który oświetlał kominek siedział blondyn z paczką chipsów. Było całkiem przytulnie.
- Miło... - powiedział cicho.
- Cudownie to zrobiliście. A ciebie skarbie zapraszam tutaj. - wskazał na małe łóżko. Nao zdjął buty i usiadł na łóżku, spoglądając na chłopaków. Brunet szepnął coś Akiemu do ucha i ten się uśmiechnął. Podszedł do chłopca.
Nao patrzył na niego dużymi oczami, z małym niepokojem. Potem spojrzał na resztę chłopców.
- Chcesz truskaweczkę? - zapytał chłopak o czerwonych paznokciach.
- Och, tak. - powiedział, delikatnie się uśmiechając. Uwielbiał truskawki.* Aki wziął miseczkę która leżała na stole i jedną truskawkę.
- Otwórz buzię. - powiedział, uśmiechając się zimno. Nao otworzył delikatnie usta, wcześniej delikatnie się dziwiąc. Chłopak wsadził mu delikatnie owoc do ust. Nao zarumienił się mimowolnie. Nigdy nikt go nie karmił w taki sposób.
- Smaczne? - zapytał szeptem.
- Tak... Szepnął chłopiec, delikatnie oblizując usta.
- Daj spróbować. - po chwili Aki wpił się w jego słodkie usta. Naoki upadł do tyłu na łóżko, a chłopak położył się na nim. Chłopiec otworzył szerzej oczy i zrobił się cały czerwony. Aki włożył mu kolano między nogi.
Nao krzyknął, starał się go odepchnąć.
- N... Nie rób mi tak! - krzyknął.
- Dlaczego maleńki? Chyba ci się podoba, co? - zapytał, z wrednym uśmieszkiem.
- Nie! Proszę, zejdź ze mnie! - krzyknął ,starając się nie rozpłakać. Był bardzo czuły.
- Hej, spokojnie. - powiedział po chwili, z chłodnym uśmiechem. - Nie zrobię ci krzywdy. "-Jeszcze." - powiedział w myślach i pogłaskał go po policzku, starając się być delikatnym. Nao uspokoił się powoli.
- Zabierz nogę... - Aki zabrał nogę i odsunął się od niego. Nao otarł pot z czoła i spojrzał zawstydzony na chłopaka. Reszta stała z tyłu i śmiała się, coś mamrocząc.
- No co jest maluchu? Wszystko gra? - zapytał chłodno Aki, poprawiając czarne włosy.
- Myślę... że tak... - wstał i podrapał się po głowie. - Zimno...
- Rozgrzać?
- Może... - powiedział cicho. - Ale... Już bez kolana... - powiedział, zaciskając swoje nóżki.
- Chodź tu. - pociągnął go za rękę na kanapę przed kominkiem. Nao usiadł na niej i spojrzał na chłopaka, stojącego przed nim. Usiadł obok niego.
- Cieplej?
- Tak... - powiedział chłopak szybko i spojrzał na swoje nóżki w skarpetkach. Zmarzły bardzo.
- Mi, podaj koc. - szepnął i posadził chłopca tak by było mu wygodniej. Chłopak odłożył papierosa na popielniczkę. Wziął koc z krzesła i podszedł do Akiego, podając mu go.
- Dzięki. - powiedział Aki, po czym pocałował chłopaka w policzek. Mi uśmiechnął się delikatnie i przygryzł sobie dolną wargę, odchodząc do drugiego chłopaka, od razu wyciągając kolejnego papierosa. Nao patrzył na to zaciekawiony.
- Nie interesuj się. - zaśmiał się chłopak i wziął miseczkę z truskawkami w śmietanie. - Masz ochotę, na jeszcze trochę?
Tutaj na razie przerywam. Olisia na razie nie ma, ale jeszcze w ten weekend będzie następny rozdział i na pewno doda swój komentarz. Buziaczki misie. ~Marceline. ♥
*Tak Marcin... Wiem jak bardzo mój książę lubi truskaweczki... ♥
Wieczorem.
Po wspólnej kąpieli, chłopcy siedzieli na dole i oboje uczyli się i odrabiali ostatnie zadania domowe. Yu siedział na kanapie pod kocem, a Nico na fotelu. Yu miał na sobie jedynie pomarańczowy sweterek. Czytał uważnie ostatni temat z podręcznika od biologii.
- Nie zimno ci? - zapytał Nicolas, patrząc na słodko trzęsącego się braciszka.
- Trochę... - szepnął chłopiec. Nicolas uśmiechnął się rozczulony i podszedł do brata, przytulając go delikatnie do swojego ciała. Yu wtulił się w swojego braciszka, a sweter zsunął mu się z ramion. Starszy brat pocałował delikatnie jego obojczyk. Malec uśmiechnął się słodko.
- Yu...?
- Słucham skarbie?
- Czy ty... Miałeś kiedyś chłopaka? - zapytał wprost. Nico spojrzał na niego poważnie, a potem uśmiechnął się czule.
- W sumie... To nigdy nikogo nie miałem. - westchnął.
- A... kochałeś się już...? - szepnął zawstydzony.
- Parę razy. - odszeptał, zakładając kosmyk jego blond włosków za uszko. Chłopiec zastanawiał się chwilę.. A potem ponownie wtulił się w brata. Nico cmoknął malca w czubek główki. Yu podniósł i spojrzał w ciemno niebieskie oczy brata, tymi swoimi perełkami. Starszy chłopak uśmiechnął się słodko na ten widok. Yu pogładził swojego starszego brata po policzku. Ten na to zarumienił się delikatnie, mimo iż nie miał tego w zwyczaju. Yu uśmiechnął się na to słodko. Usiadł bratu na kolanach. Nicolas przytulił go do swojego ciepłego ciała i delikatnie go kołysał. Chłopiec pocałował swojego brata w uszko, nie wiedząc że to jego czuły punkt. Jego brat nie mógł się opanować i jęknął cicho. Yu przestraszył się lekko.
- Czy.. Czy coś się stało? Coś ci zrobiłem?
- N..nie... - Nicolas uśmiechnął się głupio. - To było... przyjemne. - Yu spojrzał na niego zdziwiony.
- Ale... jęknąłeś. - Yu był jeszcze za małym głuptaskiem, żeby to zrozumieć.
- Z przyjemności kochanie. Nie jęczy się tylko z bólu.
- Tak...? - zdziwił się chłopiec.
- No zobacz. - złapał go delikatnie za krocze, przysuwając go do siebie bliżej. Yu jęknął pod jego dłonią, czując jednocześnie rozkosz, jak i dziwne, nowe uczucie.
- Widzisz skarbie? - szepnął mu do uszka, delikatnie ugniatając jego intymne miejsce. Yu jęczał coraz głośniej, ściskając mocno małymi rączkami materiał jego bluzki.
- Boli? - szepnął, całując jego policzki i gładząc ciepłą dłonią jego malutkiego.
- N..nie.. - wyjąkał, chowając zarumienioną twarz w dłoniach. Zaczął szybciej oddychać. Nicolas jednak nie pozwolił mu schować tego widoku za rączkami. Odkrył więc jego twarz i całował delikatnie jego wiśniowe usta. Yu złapał się mocno szyj brata i przyjmował pieszczoty, jęcząc wniebogłosy. Nicolas wziął dłonie brata i klęknął przy nim, zakładając je sobie na szyj. Potem delikatnie włożył głowę między jego chude nóżki. Yu zacisnął mocno ręce na jego szyjce i rozchylił delikatnie nogi, jęcząc głośno. Parę łezek popłynęło po jego policzkach. Nicolas położył chłopca delikatnie na kanapie i zaczął pieścić jego malutkiego, potem włożył go sobie do buzi. Yu krzyknął, ściskając mocno koc małymi rączkami. Wykrzyczał jego imię, a potem jęczał, trzęsąc się z podniecenia i rozkoszy. Jeszcze nigdy nie doświadczył czegoś takiego. Nicolas spojrzał na niego i zrozumiał że to już trochę za dużo jak dla dziecka.
- Yu, wszystko dobrze kochanie? - zapytał, gładząc dłońmi jego uda.
- Tak.. - wysapał szeptem, ocierając łzy rękawem. Widać było, że bardzo się podniecił i trudno mu było to opanować w tym wieku. Nicolas podniósł się z ziemi i zawisł nad nim, całując delikatnie jego słodkie usta i obojczyki, nadal ostrożnie pieszcząc jego czułe miejsce. Po chwili odszedł od niego.
- Wystarczy. - powiedział cicho, z delikatnym uśmiechem. Yu szybko zacisnął swoje chude nóżki i patrzył na brata, nadal trzęsąc się z podniecenia.
- Jesteś taki słodki... - powiedział do siebie i przytulił go delikatnie, chowając go w swoich ramionach. Yu zamknął oczy i oddychał głęboko. Czuł się tak przyjemnie.
- Nico...? - zapytał cichutko.
- Słucham?
- Dlaczego przestałeś...?
- Uznałem, że to dla ciebie trochę za wcześnie. - szepnął, głaszcząc rękami jego ramiona.
- Za wcześnie? - zapytał Yu, lekko zdziwiony.
-Tak kochanie. - przymrużył oczy z uśmiechem.
- A co znaczy.. za wcześnie? - Zakrył swoje intymne części sweterkiem.
- Kiedyś zrozumiesz. - pogłaskał go po głowie.
Potem położyli się razem spać, wtuleni w siebie.
***
Gdy dotarli do domu, starszy chłopak zapukał parę razy i odsunął się, trzymając chłopca blisko swojego ciała, tak jakby miał uciec. Otworzył im brązowowłosy chłopak o dużych, czerwonych oczach. Trzymał papierosa w długich palcach z paznokciami pomalowanymi na krwawą czerwień.
- Och! Witaj tygrysie. - przywitał się z Akiharu. Potem spojrzał na ślicznego, rudego chłopca stojącego przy nim. - Chodźcie kochani. - otworzył szerzej drzwi.
- Zdejmij kurtkę i powieś na wieszaku. - powiedział chłodno Aki, prowadząc Nao za rękę.
- I jak? - zapytał brunet. Było tam dużo małych światełek. Były to najpewniej świece, bo tutaj raczej nie dochodził prąd, lub nie mieli jak za to zapłacić. Na kanapie w salonie, który oświetlał kominek siedział blondyn z paczką chipsów. Było całkiem przytulnie.
- Miło... - powiedział cicho.
- Cudownie to zrobiliście. A ciebie skarbie zapraszam tutaj. - wskazał na małe łóżko. Nao zdjął buty i usiadł na łóżku, spoglądając na chłopaków. Brunet szepnął coś Akiemu do ucha i ten się uśmiechnął. Podszedł do chłopca.
Nao patrzył na niego dużymi oczami, z małym niepokojem. Potem spojrzał na resztę chłopców.
- Chcesz truskaweczkę? - zapytał chłopak o czerwonych paznokciach.
- Och, tak. - powiedział, delikatnie się uśmiechając. Uwielbiał truskawki.* Aki wziął miseczkę która leżała na stole i jedną truskawkę.
- Otwórz buzię. - powiedział, uśmiechając się zimno. Nao otworzył delikatnie usta, wcześniej delikatnie się dziwiąc. Chłopak wsadził mu delikatnie owoc do ust. Nao zarumienił się mimowolnie. Nigdy nikt go nie karmił w taki sposób.
- Smaczne? - zapytał szeptem.
- Tak... Szepnął chłopiec, delikatnie oblizując usta.
- Daj spróbować. - po chwili Aki wpił się w jego słodkie usta. Naoki upadł do tyłu na łóżko, a chłopak położył się na nim. Chłopiec otworzył szerzej oczy i zrobił się cały czerwony. Aki włożył mu kolano między nogi.
Nao krzyknął, starał się go odepchnąć.
- N... Nie rób mi tak! - krzyknął.
- Dlaczego maleńki? Chyba ci się podoba, co? - zapytał, z wrednym uśmieszkiem.
- Nie! Proszę, zejdź ze mnie! - krzyknął ,starając się nie rozpłakać. Był bardzo czuły.
- Hej, spokojnie. - powiedział po chwili, z chłodnym uśmiechem. - Nie zrobię ci krzywdy. "-Jeszcze." - powiedział w myślach i pogłaskał go po policzku, starając się być delikatnym. Nao uspokoił się powoli.
- Zabierz nogę... - Aki zabrał nogę i odsunął się od niego. Nao otarł pot z czoła i spojrzał zawstydzony na chłopaka. Reszta stała z tyłu i śmiała się, coś mamrocząc.
- No co jest maluchu? Wszystko gra? - zapytał chłodno Aki, poprawiając czarne włosy.
- Myślę... że tak... - wstał i podrapał się po głowie. - Zimno...
- Rozgrzać?
- Może... - powiedział cicho. - Ale... Już bez kolana... - powiedział, zaciskając swoje nóżki.
- Chodź tu. - pociągnął go za rękę na kanapę przed kominkiem. Nao usiadł na niej i spojrzał na chłopaka, stojącego przed nim. Usiadł obok niego.
- Cieplej?
- Tak... - powiedział chłopak szybko i spojrzał na swoje nóżki w skarpetkach. Zmarzły bardzo.
- Mi, podaj koc. - szepnął i posadził chłopca tak by było mu wygodniej. Chłopak odłożył papierosa na popielniczkę. Wziął koc z krzesła i podszedł do Akiego, podając mu go.
- Dzięki. - powiedział Aki, po czym pocałował chłopaka w policzek. Mi uśmiechnął się delikatnie i przygryzł sobie dolną wargę, odchodząc do drugiego chłopaka, od razu wyciągając kolejnego papierosa. Nao patrzył na to zaciekawiony.
- Nie interesuj się. - zaśmiał się chłopak i wziął miseczkę z truskawkami w śmietanie. - Masz ochotę, na jeszcze trochę?
Tutaj na razie przerywam. Olisia na razie nie ma, ale jeszcze w ten weekend będzie następny rozdział i na pewno doda swój komentarz. Buziaczki misie. ~Marceline. ♥
*Tak Marcin... Wiem jak bardzo mój książę lubi truskaweczki... ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)